5 rzeczy, których dowiedziałam się o swojej rodzinie w Rzymie

blog podróżniczy wakacje z dzieckiem w Rzymie

To niesamowite, że musiałam wyjechać aż do Rzymu, żeby zauważyć takie proste prawidłowości, które rządzą naszą rodziną. Codzienna bieganina dom – praca – dom sprawiała, że miałam klapki na oczach, które momentalnie spadły mi, gdy na 7 dni wyłączyłam się z tego pędu.

1. Mikołaj nie lubi zmian

O tym mówiła mi już wcześniej Pani z przedszkola, ale przyznaję, patrzyłam na to z przymrużeniem oka, gdyż zupełnie nic takiego nie zauważyłam w naszym codziennym, prędkim i zaplanowanym do granic możliwości życiu.

 

Gdy zmieszaliśmy w Rzymie, przez pierwsze 3 dni wychodząc z mieszkania, szliśmy w najróżniejszych kierunkach. Aż do dnia, w którym kupiliśmy bilety, dzięki którym przez 4 dni mogliśmy podróżować autobusami, dlatego przez 5 dni z rzędu wychodząc z domu, skręcaliśmy w prawo, na przystanek. Gdy 6 dnia nie szliśmy już na przystanek i poszliśmy w lewo, Mikołaj stanowczo zaprotestował. Był płacz i łzy, nie przemawiały do niego w tej chwili żadne argumenty – to był moment, w którym wszystko zaczęło składać mi się w całość, gdy pierwszy raz sama zobaczyłam, że zmiany wprowadzają w Mikołaju lęk.

 

Wtedy zauważyłam, że naprawdę tęskni za domem. Za codziennym rytmem.

 

Zauważyłam, że w związku z tym, że do tej pory zawsze jeździliśmy na wakacje do 4-5 gwiazdkowych hoteli z basenami, placami zabaw w hotelu i na zewnątrz, z pełnym wyżywieniem, Mikołajowi zajęło wiele dni zrozumienie, że nasze wakacje tym razem wyglądają inaczej, a także musiał nauczyć się czerpać z tej innej formy wakacji prawdziwą radość, odnaleźć się na urlopie niewypełnionym po brzegi atrakcjami. Dziś największą atrakcją jest chowanie się w szafie i strój robota z kartonu, ale zajęło mu to sporo czasu.

 

Ta wiedza uświadomiła mi, że wprowadzenie choćby najmniejszych rytuałów do naszego wakacyjnego (i nie tylko) życia może pomóc odnaleźć się Mikołajowi w nowej sytuacji i wiecie co? To działa. Wstawanie, wspólne śniadanie, wyjście do sklepu, lody i kilkugodzinny spacer to nasze rytuały, które w odpowiedniej kolejności pozwalają nam na wakacje upływające w większym spokoju, bez częstych wybuchów płaczu i przy większym zadowoleniu Mikołaja. Zaczynanie każdego wyjścia od skrętu w prawo sprawia, że Mikołaj uczy się drogi i cieszy się na każdy rozpoznany budynek, co daje mu znów poczucie bezpieczeństwa.

 

2. Ja nie lubię zmian

Gdyby ktoś mi to powiedział przed wyjazdem, albo przez pierwsze dni pobytu tutaj, padłabym ze śmiechu. Przecież ja kocham zmiany! Od czasu gdy w liceum, z okazji swoich 18 urodzin, które wypadły w zakończenie roku szkolnego, oprócz świadectwa przyniosłam do domu… papiery ze szkoły, które jako pełnoletnia osoba mogłam już zabrać bez zgody rodziców – i bez ich wiedzy! Nikt nie wierzył w mój krok, nawet szkoła – wychowawczyni wpisała jak co roku moje nazwisko do szkolnego dziennika, choć formalnie uczennicą szkoły już nie byłam. I nigdy do niej nie wróciłam. Wybrałam sobie szkołę w innym mieście, do której dojeżdżałam codziennie autobusem i pociągiem i nie opuściłam w niej ani jednego dnia, choć w poprzednim liceum miałam problem, by pojawić się w szkole 5 razy w tygodniu. Wtedy pokochałam zmiany, poczułam swoją moc sprawczą i energię, którą mi dają. Jak to więc możliwe, że jednak nie lubię zmian?

 

To w Rzymie zrozumiałam, że lubię tylko te zmiany, których siłą napędową jestem ja sama, ale słabiej radzę sobie z zewnątrzsterowalnymi zmianami, których sama nie zainicjowałam lub których nie chcę. Zrozumiałam, że wszelkie lęki w moim życiu spowodowane są właśnie takimi sytuacjami, które nie zależą ode mnie.

 

Ta cenna wiedza to dla mnie dziś nowe możliwości, to nowe szanse i ogromny temat do nauki – uznania swojej bezsilności wobec rzeczy, na które w danej chwili nie mam wpływu, aby nie pozwolić im na rujnowanie własnego samopoczucia, zapału czy poczucia własnej wartości.

 

3. Maksio przechodzi lęk separacyjny

Od jakiegoś czasu, gdy wychodzę bez Maksia, na przykład do pracy, to gdy wracam do domu, skradam się na paluszkach, aby mnie nie od razu usłyszał, aby chociaż umyć ręce, zanim mnie zobaczy – bo wtedy już nic nie ma dla niego znaczenia, jest płacz i wyciągnięte w moją stronę rączki.

 

W Rzymie zrozumiałam, że tak jest także wtedy, gdy spędzam z nim czas 24/7. Nawet jak znikam za ścianą kuchni, Maksio płacze tak samo. Olśniło mnie, że przecież 7-9 miesięcy to wiek, w którym pojawia się u Dziecka lęk separacyjny. Dostrzeżenie i nazwanie tego zjawiska pozwoliło nam zrozumieć, dlaczego Maksio się tak zachowuje, zrozumieć, że to naturalny etap w rozwoju Dziecka i… wyzbyć się tak dużych wyrzutów sumienia spowodowanych tym, że nie jestem zawsze z Maksiem 24 godziny na dobę.

 

Wiedza ta pozwoliła mi bawić się z nim tak, aby wspierać jego rozwój – na przykład w chowanie się za zasłonką czy budką wózka – nauka, że choć czegoś nie widzimy, to nie oznacza, że tego nie ma albo zaraz tego znów nie będzie. To, że Mama znika, nie oznacza, że jej nie ma i że nie wróci.

 

4. Uwielbiam ruch

Często pytacie mnie, jak ćwiczę, że udało mi się zgubić nie tylko kilogramy po ciąży, ale wrócić do wagi z liceum, a ja ze wstydem odpowiadam, że nie ćwiczę, a zmieniłam jedynie nawyki żywieniowe. Chciałabym odpowiadać, że jestem super fit i codziennie, zamiast jak teraz odzyskiwać codziennie o poranku przytomność z nosem w kawie, budzę się jak skowronek i biegam po osiedlu. Ale nic z tych rzeczy. Moje dni w Gdyni wypełnione są zadaniami od świtu do późnych godzin nocnych, mój dzień podzielony na pracę i życie rodzinne jest zaplanowany niemal co do minuty i niestety nie ma w tych planach zwykle takich luksusów jak codzienne długie spacery ani ochoty na żadną przebieżkę.

 

Ten pęd sprawił, że zapomniałam o tym, jak fantastycznie czuję się, spacerując!  Jak cudownie jest pokonywać 10-15 kilometrów dziennie, pchając wózek, idąc obok męża, który też pcha wózek, a nasze dzieci łapią się za ręce. Jak cudownie jest wyjść z domu na cały dzień, bez komputerów, niemal bez internetu, bez ciągłych telefonów i maili, spacerować i tak na 100% być ze swoją rodziną, robić głupie miny do zdjęć, mazać się lodami i dzielić się ostatnim kawałkiem suchej bułki. Biegać w bańkach mydlanych, jechać autobusem, szukać cienia pod drzewami, cieszyć się z dziecięcej drzemki i ścigać wózkami, śpiewać na cały głos autorskie wersje “Despacito” i uśmiechać się do przechodniów.

 

Nie chcę tego już nigdy zapomnieć.

 

5. Mój mąż jest prawdziwym partnerem

Dopiero na wyjeździe dostrzegłam, jak wiele rzeczy na co dzień ogarnia Wojtek. Dopiero zmiana mieszkania pozwoliła mi dostrzec, że w nowej szafce jest zawsze papier toaletowy, a w kuchni ręcznik papierowy, jak zapomniane przeze mnie pranie dawno jest zrobione, a w łazience palą się świeczki, aby nie obudzić Maksia, gdy śpi (łazienkę mamy w sypialni). Na co dzień w tym pędzie przywykłam już do pewnych rzeczy, nie tylko nie doceniam ich, ale najgorsze jest to, że ja ich już po prostu czasami nie widzę.

 

Przyjazd do Rzymu pokazał mi, jak fantastyczny, partnerski związek tworzymy. Zawsze powtarzam, że stoi za mną mąż, dzięki któremu mogę się rozwijać (i pisać ten post, bo to on teraz podaje Maksowi smoczka, gdy się przebudza), ale dziś czuję to całą sobą.

 

Za nami tylko 10 dni, a ja już dostrzegam ogromny wpływ naszej miesięcznej przeprowadzki do Rzymu, nie mogę doczekać się tego, co odkryję za kolejne 3 tygodnie.

 

A może Tobie przyszło dziś do głowy, czego nie doceniasz na co dzień? Może masz jakieś sprawdzone sposoby na codzienny relaks, chwilę zadumy w codziennym, domowym życiu? Z przyjemnością posłucham.

 

Chcesz być ze mną na bieżąco?
Dołącz  do nas na Facebooku i Instagramie.

9 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • 3 maja 2018

    Cześć,
    Ale fajnie, że odkryłas tyle nowości. Widać, że służy Wam ten wyjazd.
    Co do punktu pierwszego, to nie obawiasz się, że w przyszłości Twoje dziecko również będzie było się zmian? Bo niestety tak może być.
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • 4 maja 2018

    Takie wyjazdy uczą najbardziej 🙂

  • 5 maja 2018

    Fajny ten Wasz wyjazd, z chęcią obserwuję relację na IG:)

  • Ksenia
    Odpowiedz
    5 maja 2018

    Witaj, widzę ze masz dwa nosidła. Mogę zapytać jakie? Ja tez mam dwóch synków w niemal tym samym wieku i myślałam, ze starszy wyrasta z wózka ale jednak nie i nosidło by się przydało dla młodszego. Mam chusty ale niestety trochę jest za duży na długie spacery w chuście. Pozdrawiam serdecznie!

    • 7 maja 2018

      Hej! Ma dwa nosidła, gdyż nosimy dwoje dzieci – Mikołaja wciąż 🙂
      Dla siebie na co dzień mam nosidło Maira Click – Maksia noszę tylko ja więc jest idealnie dopasowane, przez co mogę go bardzo szybko zapiąć dwoma ruchami na klamry. Mikusia nosimy na zmianę, więc tu idealnie sprawdza się nam nosidło Maira Tie – również szybko się ubiera – zawiązuje, a co w niej najważniejsze, nie trzeba jej dopasowywać do noszącego, tylko każdy zawiązuje jak mu wygodnie.
      Znajdziesz je tutaj: https://muppetshop.eu/search.php?text=maira