Chusta tkana, elastyczna, mei-tai czy nosidło ergonomiczne? Nasza historia

Choć jesteśmy absolutnymi fanami wózków jako środków transportu na spacerach, zawsze chcieliśmy spróbować chustowania, a kolki, nieprzespane dni i noce oraz bardzo płaczące wieczory sprawiły, że gdy Mikołaj miał niespełna miesiąc, postanowiliśmy umówić się z doradcą chustowym.

Najbliższy wolny termin był za jakieś 2 tygodnie, ale w międzyczasie zadzwoniła do nas nasza położna środowiskowa z zaproszeniem do swojej szkoły rodzenia, gdzie w ramach zajęć doradca uczył przyszłe Mamy chustowania, a my mogliśmy dołączyć i skorzystać.

Na zajęciach w pierwszej kolejności obaliliśmy wszystkie mity dotyczące noszenia dziecka, zarówno te dotyczące złych nawyków (słynne „nie noś bo się przyzwyczai”), jak i niebezpieczeństwa samego noszenia (kręgosłup, bioderka, wysunięcie się z chusty). Następnie po przeglądzie wszystkich możliwych cudów do noszenia dzieci – począwszy od wisiadeł, w których dzieci absolutnie nie nosimy, przez chusty tkane, elastyczne, chusto-mei-taie, miękkie nosidełka mei-tai, po miękkie nosidła ergonomiczne i różne dziwne hybrydy.

Od razu zakochałam się w mei-tai, ale oczywiście Mikołaj był na nie za mały, więc naukę chustowania rozpoczęliśmy od chusty tkanej, oczywiście pod okiem instruktora. Na koniec wypożyczyliśmy chustę do domu i tak rozpoczęła się nasza przygoda z noszeniem, która trwa do dziś.

chusta tkana blog

Chusta tkana bardzo przypadła do gustu Wojtkowi, który pod moim okiem bacznie wiązał Mikołajka kilka razy dziennie. Szczególnie na początku przygody z chustowaniem ważne jest, aby wzajemnie się kontrolować i weryfikować wyniki wiązania, bo bywają różne.

Natomiast ja z chustą tkaną nie mogłam się dogadać. Nie miałam problemów z wiązaniem, ale zwyczajnie na jej widok odechciewało mi zmagać, wiązać i dociągać pięciometrowy „kawałek” materiału… a więc wiązał głównie Wojtek.

Po 2 tygodniach zdecydowałam się więc oddać chustę tkaną i wypożyczyć chustę kółkową. Wydawała mi się niezwykle łatwa w wiązaniu i w noszeniu, ale bardziej mylić się nie mogłam! Wiązanie nie było ani łatwe, ani… wygodne. Użyłam jej raptem kilka razy i szukałam dalej.

Wracając myślami do zajęć z chustowania, przypomniało mi się wiązanie chusty elastycznej, które choć chusta długa jak tkana, charakteryzowało się tym, że było łatwiejsze i przede wszystkim szybsze, a także dziecko wkładało się do już gotowego wiązania. Po obejrzeniu filmików instruktażowych wiedziałam, że się pokochamy i zdecydowałam się na zakup własnej chusty elastycznej. Mój szybki wybór bez większej analizy rynku padł na firmę Tula i już za moment czekałam na nią jak na szpilkach, gdyż Mikołaj przeżywał właśnie apogeum problemów brzuszkowych, Wojtek pierwszy raz po narodzinach wyjechał na kilka dni w delegację, a mi ręce usychały od noszenia, kręgosłup odmawiał posłuszeństwa, a Mikołaj jak płakał, tak płakał. Kuriera wypatrywaliśmy więc oboje.

Przyszła. Rachu ciachu instrukcja i wiązanie. Nie minęło kilka minut, a Mikołaj usnął. W mig opanowałam odkładanie go do łóżeczka bez budzenia. Nawet jeśli nie spał długo, to ja czułam się bezpiecznie, wiedząc, że nasza bliskość jest w stanie go ukoić. Moje ręce znów stały się wolne, a kręgosłup szybko podziękował za tę zmianę.

chusta elastyczna tula czarna
chusta elastyczna tula czarna

Jak Mikołaj zaczął ważyć około 7-8 kilogramów, chusta elastyczna przestała być już dla nas taka wygodna: o ile w domu sprawdzała się dalej, na spacerach odczuwalnie sprężynowała. Pożyczyłam więc od koleżanki na próbę nosidło ergonomiczne, które było dla nas wygodniejsze w zakładaniu, nie wspominając o odkładaniu dziecka po zaśnięciu. Jak tylko Mikołaj zaczynał siedzieć, zdecydowałam się na zakup dwustronnego mei-tai, które było zbudowane dokładnie tak, jak pożyczone nosidło ergonomiczne, tylko zamiast krótkich pasów zapinanych na sprzączki miało długie pasy do wiązania. Zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie z uwagi na to, że nosimy we dwoje, a występuje spora różnica rozmiarów między nami – w celu uniknięcia każdorazowego dostosowywania wszystkich klamer do noszącego. Mei-tai zostało uszyte dla nas na zamówienie, a panel wykonany z naszego kawałka materiału, który nawiązuje do pokoiku Mikołajka.

nosidło miękkie mei-tai pathi

Noszenie pozwoliło nam nie tylko ukoić ból, ale pewnie i lęk Dziecka, a także pozwoliło być absolutnie blisko. Okazało się ogromną przyjemnością dla całej naszej rodziny. Zamotani, przytuleni, odczuwaliśmy ulgę. Wszyscy. Gdy Mikołaj podrósł i zaczęliśmy korzystać z mei-tai, nosiła tak także Babcia. Cudowny widok, jak osoba starszej daty (przepraszam, Mamo) wierzy w Twoją intuicję, rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, przełamuje się i próbuje nowego, dla dobra Twojego dziecka.

Dziś Mikołaj ma 9 miesięcy, nosidełko dalej pomaga nam czasami rozładować emocje po całym dniu. Zazwyczaj zasypia wtedy dosłownie w minutę, czasami nawet zanim zawiążemy pasy, a czasami nosimy Mikołaja po pokoju, a on po kilku minutach sam daje nam znać, że już się „naprzytulał”, że jest gotowy iść do swojego łóżeczka, gdzie sam zasypia. Gdy cierpi na bolesne ząbkowanie, wtulenie się w jednego z nas pozwala mu znaleźć ukojenie. Gdy na długim spacerze okazuje się mieć za dużo wrażeń, zdarza mi się wyciągać nosidełko z kosza na zakupy i nosić. Nosidło pomogło nam także wyrobić sobie rytm dnia. Ale o tym napiszę Wam kiedy indziej.

U nas bycie razem poprzez noszenie wydaje się być lekiem na całe zło. A jak to jest u Was? Nosicie? Nosiliście? A może dopiero chcecie spróbować?

Subscribe
Powiadom o
guest
37 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments