Dziecko w samolocie – podróż z niemowlakiem i trzylatkiem

dziecko w samolocie podróż

Co można i warto zabrać ze sobą na pokład samolotu? Jakich niedogodności można spodziewać się na lotnisku, w samolocie, podczas startu i lądowania? Jaki wózek można zabrać ze sobą? Czy dziecko może lecieć w nosidle?

Od czego zacząć przygotowania do lotu z dzieckiem samolotem?

Po pierwsze musisz sprawdzić, jakie warunki przewozu dzieci oferują dane linie lotnicze – dowiesz się z nich, czy niemowlę lub starsze dziecko może mieć ze sobą bagaż podręczny, bagaż rejestrowy i wózek. Rodzicom, którzy podróżują z Dzieckiem, przysługują pewne przywileje – priorytet w odprawie, dodatkowy mały bagaż do umieszczenia pod nogami czy możliwość wzięcia na pokład wody – to tylko przykładowe, zupełnie różne dla każdych linii.

 

Kończę przygotowywać dla Ciebie przegląd tego, co możesz zabrać na pokład samolotu dla dzieci w poszczególnych linach lotniczych, który na blogu znajdzie się już jutro. A dzisiaj…

 

Oto nasz uniwersalny niezbędnik do podróżowania samolotem z dzieckiem:

 

1. Wózek

Zgodnie z warunkami przewozu (PLL LOT, Wizz Air i Ryanair) możemy bezpłatnie zabrać w podróż samolotem wózek dla dziecka do 2 roku życia.

 

W praktyce zarówno w PLL LOT, jak i Wizz Air nie mieliśmy problemu z zabraniem wózka dla Dziecka w wieku 3,5 roku. Po prostu od wejścia na lotnisko Mikołaj był w wózku, a ja wytłumaczyłam przy odprawie, że jest to podyktowane względami bezpieczeństwa – trzylatek biegający beztrosko po lotnisku nie jest nikomu na rękę.

 

Pozwolono nam więc bez żadnych dodatkowych opłat mieć ze sobą wózek dla starszego Dziecka, który zdaliśmy obsłudze samolotu dopiero przy wejściu do niego. Dla nas było to ogromnie wygodne, gdyż bardzo często aby dojść do samolotu, należy przejść przez strefę sklepów i placów zabaw. W wózku udało nam się to bez tak ogromnego rozpraszania, szczególnie, że mieliśmy do zaopiekowania się dwójkę Dzieci i 3 bagaże podręczne. Nie musiałam też Mikołaja specjalnie pilnować ani gonić, co ma miejsce, gdy poruszamy się na co dzień bez wózka.

 

Jeśli dbasz o swój wózek, koniecznie spakuj go w dodatkową torbę. Po jednym locie otrzymaliśmy nasz wózek z przetartą torbą ochronną i… przetartą i uszkodzoną rączką – strach pomyśleć, co stałoby się z nim, gdybyśmy nie mieli tej ochronnej torby. Niestety, nasze dodatkowe ubezpieczenie w Axa nie obejmuje uszkodzeń bagażu, więc uszkodzony wózek został naszym problemem.

 

Pamiętaj, aby specjalną naklejkę znakującą bagaż zamieścić na torbie od wózka, a nie na wózku (albo i na tym, i na tym)  – jeśli wózek będzie oznakowany i schowany do torby, oddany przy wejściu na pokład samolotu, a następnie oddany dopiero z pozostałymi bagażami, jest duże ryzyko, że po prostu nie zostanie zeskanowany (kod będzie w środku, a nie na torbie) i zostanie zagubiony.

 

2. Nosidło

Dla dziecka, które jeszcze dobrze nie chodzi, nie możemy go postawić, a tym bardziej dla takiego, które samo nie siedzi, nie wyobrażam sobie podróży samolotem bez nosidła. Maksia miałam w nosidle od momentu jak weszłam na lotnisko w Gdańsku, aż do czasu, gdy usiadłam w fotelu do samolotu – z przerwą na kontrolę – niestety nosidło musiało być zdjęte i śpiące dziecko wyjęte na ten czas.

 

Maksia miałam przy sobie, a do tego dwie wolne ręce, dla Mikołaja czy na dodatkowy bagaż podręczny.

 

Nie można także zapominać o tym, że dziecko w nosidle czy chuście rozczula wszystkich dookoła. Osobiście, choć mam chustę, wybieram do samolotu nosidło, zakłada się je znacznie szybciej.

 

Ku mojemu zdziwieniu, w PLL LOT stewardessy nie miały nic przeciwko, abym leciała z Maksiem w nosidle zamiast w specjalnym dziecięcym pasie samolotowym, natomiast ja, dla własnej wygody, poprosiłam o ten dodatkowy pas dla Dziecka. Dzieci zwykle najlepiej czują się w nosidłach, gdy ich Rodzice są w ruchu, a nie nieruchomo przypięte do rodzica – wtedy mogą zdrętwieć. W nosidle też obawiałam się, że trudniej by mi się karmiło piersią niż w pasie – oczywiście o ile bym go zupełnie nie poluźniła, ale wtedy nie byłoby to zbyt bezpieczne na wypadek turbulencji czy ostrego hamowania.

 

3. Fotelik samochodowy

Na lotnisko trzeba jakoś dojechać i o ile nie będzie to autobus, musimy mieć ze sobą fotelik samochodowy. Przewożenie dzieci w Polsce taksówkami zwalnia z obowiązku fotelika samochodowego, ale osobiście nie odważyłabym się z tego skorzystać. Nie wyobrażam sobie przewożenia na rękach w samochodzie niemowlęcia na odcinku 30 km (osobiście nawet na mniejszym odcinku też sobie nie wyobrażam).

 

Dlatego zdecydowaliśmy się na zabranie ze sobą dla 9 miesięcznego Maksia fotelika samochodowego i wózka.

 

Jak przewieźliśmy zarówno wózek, jak i fotelik samochodowy, bez dodatkowej opłaty, chociaż linie lotnicze pozwalają tylko na przewiezienie wózka lub fotelika samochodowego?

 

Po dojechaniu na lotnisko w naszym rodzinnym Trójmieście położyliśmy fotelik samochodowy na złożony wózek i owinęliśmy całość folią streczującą (którą mieliśmy w walizce) i nadaliśmy przy odprawie jako składany wózek dla dziecka. Nie było z tym żadnego problemu. Jedynie zdziwiłam się bardzo, gdy po wylądowaniu w Warszawie nasz “wózek” nie pojawił się na taśmie z bagażami. Zabrakło nam przy odprawie informacji, że bagaż został nadany jako ponadgabarytowy i na lotnisku docelowym zostanie wydany na specjalnej taśmie do bagaży ponadgabarytowych. Te bagaże są nieco lepiej traktowane, ale serce mi stanęło, że bagaż  zaginął, gdyż zupełnie o tym nie wiedziałam.

 

Tak samo nadaliśmy wózek z fotelikiem jako wózek w Wizz Air w Warszawie.

 

Nie udało nam się jednak zabrać ze sobą na pokład fotelika samochodowego dla Mikołaja. Niestety, ale musielibyśmy zapłacić za niego jak za dodatkowy bagaż – ponad 700 zł (około 300 zł w obie strony w PL LOT i 412 zł w obie strony w Wizz Air).

 

Dodatkowo nasz fotelik dla Mikołaja to duży i ciężki dwuczęściowy (siedzenie i baza) fotelik, więc zabieranie go ze sobą i noszenie byłoby dla nas dodatkowy kłopotem.

 

Dlatego zdecydowaliśmy się pojechać na lotnisko w Trójmieście zamiast taksówką – własnym samochodem z naszymi fotelikami i pozostawienie samochodu na lotnisku na czas naszego pobytu we Włoszech – w cenie niższej za miesiąc niż taksówka w dwie strony.

W dalszą podróż samolotem zabraliśmy ze sobą jedynie fotelik dla Maksia (9 miesięcy), a na lotnisku zostawiliśmy nasz samochód z fotelikiem Mikołaja. W Rzymie natomiast zamówiliśmy po nas busa z opcją wynajęcia jednego fotelika samochodowego w cenie, który zawiózł nas do naszego rzymskiego mieszkania.

 

Co z podróżami po mieście docelowym?

 

W świetle tego, że zabranie naszego fotelika samochodowego kosztowałoby nas ponad 700 zł i ogrom noszenia, o wiele bardziej opłaca się wynajęcie samochodu z fotelikiem na miejscu. Niestety we Włoszech foteliki oferowane do wynajmu są w fatalnym stanie i w okropnej cenie (około 20-25 Euro za dzień), dlatego trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile dni taki fotelik na miejscu będziemy potrzebować.

 

Można wtedy pójść o krok dalej i bezpieczny fotelik samochodowy kupić w miejscu docelowym, np. na Amazon z dostawą do hotelu/apartamentu w cenie około 500 zł. Na koniec możemy ten fotelik oddać/sprzedać/wyrzucić – przy korzystaniu z niego min. 5 dni wyjdziemy na zero w porównaniu do wynajmu i na plus 200 zł w porównaniu do zabrania własnego fotelika z domu!

 

A ja dziś zastanawiam się, czy nie da się go ostreczować razem z wózkiem 😉

 

4. Start i lądowanie samolotu

Podczas startu i lądowania samolotu, w związku ze zmianą ciśnienia w kabinie samolotu i niedoskonałemu jej wyrównywaniu przez samolot, zarówno u dorosłych, jak i u dzieci, może dochodzić do bardzo nieprzyjemnego zatykania uszu.

 

Jako dorośli radzimy sobie z tym połykając ślinę, możemy także zatkać nos i dmuchnąć.

 

Dla starszego Dziecka warto zabrać coś do żucia lub ssania, dzięki czemu będzie częściej połykało – Mikołaj zawsze dostaje na start samolotu lizaka, a na lądowanie coś do picia.

 

Dla Młodszego Dziecka warto zabrać coś do picia – u nas wystarczyło karmienie piersią podczas startu i lądowania, choć bałam się, że to nie wystarczy, bo na przykład Maksiu będzie najedzony, albo właśnie po jedzeniu i wzięłam ze sobą butelkę z wodą, ale okazała się niepotrzebna.

 

Wielu dzieciom wystarcza także samo ssanie smoczka.

 

5. Rozrywka

Nasze loty trwały od godziny do 2 godzin. Dla Mikołaja wzięliśmy więc na pokład jedynie bajki na telefonie – “Zaczarowany ołówek” sprawdził się idealnie. Maksia w samolocie interesowało wszystko, a najlepiej bawił się papierkiem. Drugi lot niemal cały przespał na mnie.

 

6. Jedzenie i przekąski

Jeśli karmisz piersią, nie musisz martwić się dodatkowym jedzeniem. Jeśli karmisz piersią i mlekiem modyfikowanym, albo tylko mlekiem, albo wprowadziliście już do diety dodatkowe posiłki, musisz zabrać je ze sobą na pokład.

 

Ja, pomimo tego, że karmię piersią, wzięłam na pokład wodę dla Maksia – butelka z wodą przeszła osobną kontrolę w skanerze, w specjalnej kuwecie. Na specjalnej poduszce prezentowała się co najmniej jak butelka jakiejś królowej.

 

Jeśli chcesz zabrać na pokład mleko, polecam jedną czy kilka (w zależności od długości lotu) butelek z odmierzoną już ilością wody, niezbędną do sporządzenia mleka i również wcześniej odmierzone porcje mleka w proszku. Unikniesz wtedy mycia butelek w samolotowej czy lotniskowej toalecie.

 

Jeśli Twój Maluch lubi pić ciepłe mleko, a Wy planujecie dłuższy pobyt i spacery, warto pomyśleć o butelce z samonagrzewającym się modułem, która w 60 sekund podgrzeje mleko do idealnej temperatury. Przyda się Wam nie tylko w samolocie, ale także na wakacyjnych spacerach. Zawsze możesz poprosić o zagrzanie mleka stewardesę, ale na 90% otrzymasz wodę albo za zimną, albo zdecydowanie za gorącą – przecież stewardesa nie będzie wsadzała palca do Twojej wody aby sprawdzić, czy ma idealną temperaturę (mam nadzieję). A ryzykujesz Malucha, który na widok butelki będzie chciał zjeść tu i teraz.

 

Jeśli zabierasz ze sobą inne posiłki dla niemowlaka, sugeruję zabrać takie, których nie trzeba podgrzewać, gdyż podobnie jak w przypadku mleka, zazwyczaj stewardesy podgrzewają posiłek zdecydowanie za mocno, a Ty z płaczącym Maluchem musisz czekać aż wystygnie.

 

Na pokład samolotu, oprócz przekąsek na czas startu i lądowania, wzięłam także napoje i jedzenie dla Dzieci (i dla nas). W jednych liniach oferowanymi przekąskami były żelki i wafelki w czekoladzie, w drugich można było dokupić posiłek, ale jako Mama Alergika wolałam wziąć ze sobą sprawdzone kanapki i ogórki (smak mojego dzieciństwa), niż kupować jedzenie na pokładzie czy lotnisku (przynajmniej w teorii, ostatecznie zaliczyliśmy na lotnisku restaurację).

 

7. Bagaż podręczny i przewijanie

Na lotnisku czy w samolocie jest klimatyzacja i może być chłodno, dlatego warto mieć ze sobą sweterek czy kocyk, albo i to, i to.

 

Do bagażu podręcznego schowaliśmy także nasz niezbędnik higieniczny – kosmetyczkę z matą do przewijania, 3 pieluszkami, mokrymi chusteczkami i woreczkami na brudne pieluszki, a także zapasowy smoczek, suche chusteczki i chusteczki do dezynfekcji smoczków i zabawek, gryzak, wspomniane przekąski i ubrania na zmianę dla dzieci i dla mnie, butelkę z wodą (dla dziecka do roku można przewieźć swoją wodę, a nie tylko tę kupioną na lotnisku po odprawie).

 

W samolocie, zazwyczaj w jednej z toalet, dostępny jest przewijak – nasz 9 miesięczny Maksio ledwo się na nim mieścił, więc większe dziecko chyba najlepiej byłoby przewinąć na fotelu, pod warunkiem, że oczywiście nikt obcy koło nas nie siedzi.

 

8. Rezerwacja miejsc

Już podczas rezerwacji miejsc możecie wybrać te, które będą dla Was najdogodniejsze. Ja zawsze wybieram miejsca jak najbliżej ogona, blisko wejścia do samolotu, często są tam blisko toalety, mam pod ręką stewardesy. Ty możesz także spróbować zarezerwować te z przodu, z większą przestrzenią na nogi.

 

W niektórych liniach miejsce dla opiekuna z niemowlęciem jest tylko pod oknem, czego nie do końca rozumiem, bo z dzieckiem jesteśmy szczególnie narażeni na potrzebę opuszczenia swojego miejsca (przewijanie, kołysanie).

 

W niektórych samolotach, na dłuższych lotach, są specjalne miejsca, w których można przewozić Dziecko w dodatkowej, podwieszanej kołysce, warto sprawdzić to z liniami, którymi lecicie (zwykle są to opcje w lotach transatlantyckich)

 

9. Na lotnisku

Na lotnisku warto zjawić się wcześniej. Odprawa z dwójką Dzieci i odpowiednią liczbą bagaży (my na miesiąc mieliśmy ich całkiem sporo) potrafi trwać dłużej.

 

Będąc z z dzieckiem, możesz liczyć na wejście na odprawę bez kolejki, ale sama odprawa potrwa pewnie dłużej – musisz wyjąć dziecko z nosidła czy wózka, wszystko złożyć i przepuścić przez skaner, dzieci mogą marudzić i wcale nie pomagać, szczególnie, gdy jedno masz na rękach, a drugie trzymasz za rękę, bo druga osoba składa wózek.

 

My dodatkowo “załapaliśmy się” na kontrolę pod kątem substancji zakazanych, co również zajęło więcej czasu. Samo wyciąganie Dziecka z nosidła (także śpiącego), specjalne skanowanie wody, ponowne wiązanie, rozkładanie wózków, ponowne skanowanie, pochłonęło masę minut. Byliśmy ostatnimi osobami, które weszły na pokład naszego rejsu.

 

Oprócz czasu w samolocie, myślałam o wypełnieniu Dzieciom czasu po odprawie, przed wejściem na pokład. Na szczęście zarówno lotnisko w Gdańsku, jak i w Warszawie obfituje w rozrywki, są tam nawet małe place zabaw. Niestety są też sklepy z zabawkami, więc my już wcześniej ustaliliśmy, że nie będziemy z nich korzystać, bo zabawki mamy ze sobą. Nasze loty nie były długie, gdyby takie były, zabrałabym ze sobą książeczki czy zeszyty do wyklejania naklejkami. Dla Mikołaja świetnie sprawdziłby się nowy transformers, którym może bawić się godzinami.

 

10. Przygotowania

Mikołaj leciał samolotem 1,5 roku temu, ale zupełnie tego nie pamięta, więc od kilku tygodni odpowiadając mu co wieczór bajkę o jego ulubionym bohaterze – a jakże o imieniu Mikołaj – wplatałam w nią fascynującą podróż samolotem, opowiadałam o tłumie ludzi na lotnisku, o starcie i lądowaniu, zatykaniu uszu, lizaku i piciu.

 

W kolejny poście napiszę Wam i pokażę na zdjęciach, jak przebiegła nasza cała podróż do Rzymu z dwójką Maluchów i sporą ilością bagaży – w końcu to nasza przeprowadzka na miesiąc do Wiecznego Miasta, o której możecie przeczytać tutaj.

 

A jak Wasze przygotowania do lotu samolotem z dzieckiem?

Dopiero się szykujecie czy macie już jakieś swoje sprawdzone triki?

 

Chcesz być z nami na bieżąco?
Dołącz  do nas na Facebooku i Instagramie.

  • Wydaje mi się, że to wszystko to kwestia dobrego przygotowania 🙂

  • Cześć,
    Świetny wpis, muszę go zapamiętać, bo może mi się przydać, gdy kiedyś zostanę mamą 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • Asia

    Dla dzieci z duzymi problemami przy ladowaniu:
    – dobrze jest dac dzieciom cos co trzeba “mocno” gryzc. Zdrowa wersja: orzechy mniej zdrowa: gumy rozpuszczalne.
    – krople do nosa zmniejszajace obrzek

    A co bardzo wazne przy zapaleniu ucha srodkowego nie latac! Dotyczy dzieci jak i osoby doroslej.

    Waznym tematem byloby rowniez zawarcie ubezpiecznia na wpadek choroby choc jednej osoby z rodziny i zwortu kosztow lotu.