Mama na kółkach

mama na wózku inwalidzkim

Gdy ponad 2 lata temu złamałam nogę, płakałam przez tydzień i to raczej nie z bólu. Wydawało mi się, że to koniec świata, a mojego samopoczucia nie polepszał fakt, że zawodowo właśnie dopinałam 3 dniowe, wyjazdowe międzynarodowe wesele, które oczywiście osobiście koordynowałam (pozdrawiam Was kochani bo wiem, że czasami to do mnie zaglądacie!). Dodatkowo ruszyła sprzedaż najnowszych kolekcji sukien ślubnych i moje Klientki czekały na to, aby udać się ze mną na wycieczki po sklepach!

Gdy w ostatnią środę spadłam ze schodów wiedziałam, że ból jest ogromny i że nie stało się nic dobrego. Zamiast rozpaczać jeszcze leżąc na podłodze cieszyłam się, że nie miałam na rękach Mikołaja! Że akurat bawił się na macie i był bezpieczny do przyjazdu Wojtka. Że telefon szczęśliwie był niemal na wyciągnięcie ręki i że mogłam zadzwonić po pomoc. I odwołać spotkanie z Klientką.

Sytuacja, w jakiej się znalazłam jest pozornie jeszcze trudniejsza niż ta 2 lata temu, gdyż nie dość, że w najbliższy piątek koordynuję ślub, to dodatkowo jestem Mamą 9 miesięcznego Synka, którym codziennie sama się opiekuję, gdy Wojtek pracuje. Ale tym razem nie dopadły mnie żadne depresyjne nastroje ani pesymistyczne myśli. Nie obwiniam siebie ani świata. Sytuacja jest taka sama, ale ja jestem inna.

Mija szósty dzień od kiedy złamałam nogę. Obiecałam sobie, że zamiast marudzić wykorzystam ten czas najlepiej jak się da. Za mną pierwsze dni i pierwsze ograniczenia. Nie mogę zabrać Mikołaja na spacer choć pogoda jest cudowna, w najlepsze trwają nasze pierwsze wakacje, na które chyba całe życie czekałam! Nie mogę Mikołaja nosić, pielęgnować, nawet wyjąć z łóżeczka i zabrać na matę czy do kuchni i ugotować mu obiad, bo w rękach ciągle mam kule. Więc co? Może sprawię sobie kółka? Dzięki wózkowi mogłabym być dużo bardziej niezależna. Usiąść, wziąć Mikołaja na ręce, posadzić na kolanach i razem pojechać nawet na spacer! Jedyne czego się obawiam na myśl o wózku to reakcja innych ludzi. Ale dam radę! Spędzimy razem cudowne lato, nie tylko na kanapie!

I na SeeBloggers też pójdę!

Historia zatoczyła koło, ale ja poradziłam sobie z nią zupełnie inaczej. Za mój uśmiech i pozytywne nastawienie los szybko mi się odpłacił, dla Mikołaja udało mi się zorganizować najlepszą opiekę, a przy ślubie jak zawsze mogę liczyć na mój zgrany zespół.

Widzę, jak bardzo zmieniłam się przez ostatnie 2 lata, jak pomimo tragedii, które nas spotkały, dziś potrafię iść przez życie z uśmiechem, nadzieją i podniesioną, choć pełną refleksji i tęsknoty głową. Zajęło mi to na pewno sporo czasu, dla niektórych za długo, ale dla mnie w sam raz. Jestem szczęśliwa i powoli przestaję się bać wypowiadać te słowa!

Z tej okazji mam dla Was w planie kilka motywacyjnych tekstów, w których pokażę Wam z jakich narzędzi korzystałam w pracy na sobą, aby znaleźć się tu, gdzie jestem i z coraz większą odwagą znów sięgam po swoje marzenia.

A jak zobaczycie mnie gdzieś pomykającą na wózeczku z Mikim w chuście to nie odwracajcie głowy w drugą stronę tylko koniecznie się do mnie uśmiechnijcie. Nie ma nic gorszego niż litościwy wzrok, albo udawanie, że się nie widzi. Niepełnosprawnych, innych… Wasz uśmiech na pewno doda mi odwagi!

5 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • 8 lipca 2015

    Ciężkie sytuacje w życiu kształtują nas lepiej niż wychowanie, szkoła, nauczyciele… Dobrze, że umiemy je wykorzystać i przekuć w swoją siłę i atut:)

  • Anna
    Odpowiedz
    7 lipca 2015

    Agnieszka jesteś dla mnie inspiracją 🙂

  • Ala
    Odpowiedz
    7 lipca 2015

    Agus..
    nie „pomimo tragedii” a dzieki nim dzis jestes szczesliwa, dojrzala kobieta, ktora opisujesz.. 😉
    Calusy od naszej czworeczki 🙂