Co tak naprawdę daje mi szczęście i czego chcę od życia?

Przygotowywanie się do powrotu do pracy to był dla mnie trudny czas. Czekało na mnie wiele decyzji, wiele prowadzonych projektów, a czasu wciąż za mało, aby to wszystko ogarnąć. Czułam wszechogarniające przygnębienie na myśl o powrocie do wszystkich obowiązków, dorzucając do nich regularnie prowadzony Blog i masę nowych pomysłów, a to wszystko przy zasobie czasu w ilości 30% tego co 2 lata temu.

Jak więc odnalazłam w życiu balans?

Mając dziecko nie jest możliwe, abym pracowała po 12 czy 16 godzin na dobę. Po pierwsze dlatego, że nie mogę (zbyt często) zarwać nocy jeśli chcę wstać o 6 i wyjść do pracy, gdzie muszę być skupiona i efektywna. Nie mogę odespać zarwanego weekendu, gdyż moje Dziecko wstaje pomiędzy 5:30 a 7 rano. Zawsze. No mercy. A ja muszę mieć dla niego siłę aby bawić się, tulić, skakać, pielęgnować, gotować… Przydałaby się też odrobina kreatywności.

Podeszłam do tego wyzwania czysto analitycznie i matematycznie i… stworzyłam tabelkę.

Wpisałam tam wszystkie projekty, które w życiu prowadzę lub chcę prowadzić i przypisałam do nich wartości takie jak:

  • poziom szczęścia jaki  mi dają (określony liczbą w przedziale od 1 do 5)
  • poziom stresu jaki mi fundują (określony liczbą w przedziale od 1 do 5)
  • poziom pieniędzy jaki mi dają lub pochłaniają (na przykład praca daje, a hobby pochłania)
  • czas, który pochłaniają
  • perspektywę, jaką mi dają (na przykład hobby rozwija i jest źródłem ogromnego samozadowolenia, podnosi moje umiejętności; nowy projekt w dłuższej perspektywie może zacząć przynosić dochody, choć dziś wymaga dużej inwestycji… albo straty tfu tfu).

Brzmi skomplikowanie, ale to wszystko pomnożyłam przez siebie, podzieliłam przez stres, który w ramach planów na długie życie w zdrowiu staram się minimalizować oraz uwzględniając pracochłonność i czasochłonność wyszło mi czym będę zajmowała się do końca roku.

Nie zrealizuję wielu rzeczy, które planowałam od dawna, bo niestety moja doba się nie chce rozciągnąć (próbowałam), ale… Pozbyłam się tych okropnych wyrzutów sumienia! Mam plan i czuję się dzięki niemu bezpiecznie. Wiem, że dobrze to przeanalizowałam, mam schemat działania, na podstawie którego wybrałam i realizuję to, co daje mi w życiu najwięcej satysfakcji przy utrzymaniu przychodów, które są dla mnie konieczne dla spięcia budżetu.

Odstawiłam na bok sentymenty i każdorazowo gdy nachodzi mnie smutek, że nie otwieram właśnie firmy zajmującej się ślubną poligrafią (wiele pracy i nakładów w tym kierunku wykonałam jeszcze przed ciążą) albo nie kończę kolejnego kursu fotografii (marzenie) przypominam sobie moją tabelkę (albo Wojtek mi przypomina jak zaczynam marudzić) i wiem, że z dostępnych zasobów takich jak czas, umiejętności i pieniądze wyciągam z życia najwięcej i to najefektywniej jak się da!

Jeśli podobnie jak ja kilka miesięcy temu nie wiesz jak dalej pokierować swoim życiem, siadaj rób i uzupełniaj tabelkę! Zdystansujesz się, na chłodno ocenisz swoje zasoby, możliwości i szanse i… z nową energią, bez wyrzutów sumienia ruszysz przed siebie!

4 komentarze
Zostaw komentarz:

  • 9 października 2015

    „Exel,zawsze prawdę Ci powie”;) Podoba mi się Twoje podejście.
    Wydaje mi się, że głównym „blokerem” naszych działań są – emocje. Dlatego Exel jest najlepszym narzędziem do realizacji celów.

    • 10 października 2015

      Na pewno masz rację! Często jak zaczynam odczuwać nieprzyjemne uczucia i emocje w związku ze swoimi decyzjami przypominam sobie tabelkę i od razu mi lepiej. Bez niej pewnie nieprzyjemne uczucia dużo dłużej by mną szargały.

  • Mrs.Barron
    Odpowiedz
    8 października 2015

    Odrazu mi lepiej po przeczytaniu tego postu…ciesze sie, ze nie jesteśmy sami w świecie kombinowania, planowania i tabelkowania! xoxo

    • 9 października 2015

      Jakiś porządek trzeba w tym chaosie wypracować 😉 trzymam za Was kciuki :*