Gdy nie ma czasu na nic…

Luty to ogromnie ważny miesiąc w życiu naszej rodziny. Zmiany mają to do siebie, że pochłaniają bardzo dużo czasu i wykradają go ze wszystkich pozostałych dziedzin naszego życia.

Na szczęście dobrze wiemy, że zmiany są dobre. Niosą ze sobą masę energii, którą warto, a nawet trzeba wykorzystać do pozytywnych działań, zmiany niesamowicie podnoszą poprzeczkę i dają życiu niezłego kopa.

Tak, jestem zmęczona. Tak, nie mam czasu dla rodziny, nie wspominając o śnie i odpoczynku. Ale zamiast zamartwiać się staram się wykorzystać każdą chwilę i możliwie wiele rzeczy robić razem. I tak gdy już dziecko śpi to ja skręcam z Wojtkiem meble, a później on szuka mi zdjęć do  mojej prezentacji. Staramy się maksymalnie unikać podziałów typu – ja zajmuję się dzieckiem, a Ty jedź do banku, tylko planujemy wspólnie wycieczkę do banku, po drodze robimy mały spacer i czas mija nam razem.

Wiecie co jest najfajniejszego w rodzinnych firmach? To, że wszystko cieszy podwójnie, a nawet potrójnie czy poczwórnie. To, że każdy sukces smakuje lepiej, a porażka jest łatwiejsza do przełknięcia. Tak po prostu. Patrzysz na Niego i już wiesz, że z tego wyjdzie coś dobrego, bo porażki nie istnieją. Patrzysz na Niego i to wiesz. To, że praca po 12h na dobę nie musi oznaczać, że męża widujesz raz na kilka dni, choć czasami niestety i tak jest. To, że praca do późnych godzin nocnych nie oznacza wyrzutów sumienia, że zaniedbujesz partnera, bo jeśli dzielicie się obowiązkami po równo, to on właśnie siedzi koło Ciebie. To, że nie kończą Wam się wspólne tematy, choć wierzę, że i bez tego tak by było. Posiadanie wspólnych znajomych w domu i w pracy dodatkowo pogłębia Waszą więź. To, że Wasze życie prywatne i zawodowe płynnie się przenika i choć ma to bez wątpienia jakieś minusy, uwielbiam to nasze życie.

Często słyszę, że zwariowalibyście spędzając ze sobą tyle czasu, ale myślę, że dopóki nie spróbujecie, to tylko Wam się tak wydaje.

A jak jest u Was? Pracujecie, pracowaliście, a może chcecie razem pracować? Zastanawiacie się nad rodzinną firmą? Szczerze polecam, od serca.

PS Jeśli podoba Ci się u mnie – bądź na bieżąco i koniecznie zaobserwuj mnie na Facebook’u oraz Instagramie

6 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • 16 lutego 2016

    Pracowaliśmy jakiś czas razem w domu, co prawda każde z nas zajmowało się swoimi sprawami, ale wspieraliśmy się w nich bardzo mocno. I w sumie chciałabym tak pracować, mieć rodzinną firmę. W tej chwili nie możemy sobie na to pozwolić, a czasu nie ma na nic… Choć w zasadzie to brakuje go właśnie na to, by realizować marzenie o wspólnej firmie 😉

    • 17 lutego 2016

      Oh tak, to wzajemne wsparcie jest bezcenne. My bardzo często pracujemy na osobnymi projektami, ale to nie przeszkadza nam w ogóle 🙂 A za Was trzymam mocno kciuki, wiem, że w końcu Wam się uda 🙂

  • Justyna
    Odpowiedz
    17 lutego 2016

    U nas to wygląda bardzo podobnie – też prowadzimy razem z mężem firmę i wychowujemy 2-letnią córeczkę. Zabieramy ją ze sobą do pracy, lub pracę zabieramy do domu, 99% czasu spędzamy razem. Nie zamieniłabym tego za nic w świecie. Gdy patrzę na znajomych, którzy pracują na etacie i całe dnie nie widzą swoich rodzin, to cieszę się, że nam udaje się tak wszystko godzić. Bardzo lubię Twojego bloga, bo prowadzisz podobny styl życia jak ja 🙂 Pozdrawiam Ciebie i całą Twoją rodzinkę!

  • 17 lutego 2016

    Super sprawa taki własny biznes, ja na razie nie mam pomysłu, więc zasuwam w korpo. Korpo korpo nie równa jak wiadomo, mam nadzieję, że ta będzie spoko (zaczęłam od 15 lutego), ale generalnie jestem zdania, że większość rzeczy można robić wspólnie i jestem tak jak ty, przeciwniczką podziału ty z dzieckiem, ja gdzieś tam. Może z pominięciem wypraw na zakupy tygodniowe – tutaj wolę je robić bez Zo.

  • 23 lutego 2016

    Znam pary pracujące razem. Uważam to za duży plus. W dzisiejszych czasach ciężko jest ukraść trochę czasu tylko dla rodziny… wiem z autopsji, bo choć siedzę w domu to mąż pracuje 24 h na dobę. Nie znam dnia, ani godziny kiedy będzie, a kiedy go nie będzie… A czas jest czymś bardzo cennym. Upływa zazwyczaj marnotrawiony.

    Zazdroszczę! 🙂