Gdy karmienie piersią boli…

karmienie piersią boli ból

Słyszałam, że karmienie piersią wcale nie jest takie proste, że na początku może boleć. Ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że może TAK boleć.

 

Przy pierwszym dziecku karmienie piersią było dla mnie bolesne od samego początku i to pomimo ogromnej dawki leków przeciwbólowych, które otrzymywałam dożylnie po cesarskim cięciu. Wbrew moim oczekiwaniom ból nie malał z każdym kolejnym podejściem, było wręcz przeciwnie. Przy pierwszym Dziecku neonatolog, widząc mój ból i problemy z przystawianiem Malucha, zaleciła do karmienia nakładki. Rzeczywiście, zmniejszały ból, ale najprawdopodobniej to one stoją za dwoma zapaleniami piersi i każdorazową gorączką 39’C oraz antybiotykami. Niestety, bardzo łatwo jest, stosując nakładki codziennie i do każdego karmienia, niechcący przytkać jakiś kanalik, doprowadzając do zastoju, od którego do zapalenia jest tylko krok. Z nakładek jest także bardzo ciężko zrezygnować, nie tyle nam, co Dziecku, które – karmione tak od zawsze – z piersią bez nakładek może sobie nie poradzić przez wiele tygodni lub miesięcy, nawet z pomocą doświadczonej położnej laktacyjnej.

 

Ale wróćmy do bólu. Przy drugim Dziecku jeszcze przed porodem zapisałam sobie listę certyfikowanych położnych laktacyjnych z moich okolic. Domyślałam się, że będę potrzebowała wsparcia.

 

Tym razem celowo nie zabrałam do szpitala nakładek do karmienia. Chciałam postawić na naturę i na fachową pomoc. Pomyślałam, że bez nich położne od razu skupią się na pomocy docelowej, a nie doraźnej. Karmienie w szpitalu było, jak się spodziewałam, znów trudne, do tego doszły problemy z laktacją związane z cesarskim cięciem i pojawiającym się brakiem pokarmu. Niestety w naszych szpitalach wciąż pokutuje zachęcanie do dokarmiania w miejscu, w którym każda mama, jeśli tylko tego chce, powinna otrzymać profesjonalne wsparcie laktacyjne. Wciąż spotykamy się z dokarmianiem noworodka już w pierwszej dobie sztucznym mlekiem, „bo Pani nie ma pokarmu”, zamiast z pomocą Młodej Mamie, która wpędzana jest w kompleksy i wyrzuty sumienia.

 

Na ból w szpitalu nie otrzymałam innej rady niż czas. Miało przejść z czasem.

 

Początkowo z laktatora korzystałam w celu pobudzenia laktacji. Moje porady na ten temat przeczytasz w materiale „Jest dziecko, nie ma mleka„. Natomiast gdy mleko już się pojawiło, z laktatora korzystałam nadal… karmienie było tak bolesne, że aby sprawić sobie ulgę, przynajmniej raz dziennie odciągałam pokarm i podawałam Maluszkowi butelką, aby dać sobie odpocząć. Tłumaczyłam sobie, że wcale nie jest tak źle, gdyż maluch przynajmniej będzie umiał jeść z butelki. Niestety, odstępy pomiędzy karmieniem w ten sposób zaczęłam skracać, właśnie z bólu. Nie byłam w stanie już tak dłużej funkcjonować. Kilka dni po porodzie karmienie bolało mnie o wiele bardziej niż przebyta operacja, a na dźwięk płaczącego Dziecka zaczynałam odczuwać lęk przed kolejny karmieniem i większym bólem.

 

Minął tydzień i sytuacja tylko się zaostrzała. Miałam mleka „po kokardki”, ale z powodu bólu prawie nie byłam w stanie dalej karmić Dziecka.

 

Instynkt podpowiadał mi, że tak być nie może, że musi być na to jakiś sposób, że matka nie może tak cierpieć. W pierwszej kolejności sięgnęłam po środki zaradcze, takie jak żelowe nakładki chłodzące. Ulga była odczuwalna, ale krótkotrwała, a co najważniejsze, nierozwiązująca problemu, niemająca wpływu na przyczynę, a jedynie lecząca skutek. Wiedziałam, szczególnie patrząc na cenę tych nakładek, że na pewno nikt nie wymyślił ich jako docelowego rozwiązania mojego problemu. Czystą lanolinę również stosowałam, oczywiście już od samego początku, po każdym karmieniu…

 

Sięgnęłam po listę położnych laktacyjnych, ale okazało się, że pierwsze dwie zrobiły sobie właśnie urlop, a trzecia nie dojedzie, bo za daleko… czwarta z kolei otwiera właśnie poradnię laktacyjną i właściwie nie ma wolnego terminu, więc musimy czekać. To był piątek, a czekać miałam do wtorku – wieczność! A ból, z którym się mierzyłam, taki, że bałam się, że nie doczekam, że nie wytrzymam, załamię się i zakończę karmienie. Co gorsza, odciąganie pokarmu laktatorem również bolało coraz bardziej. Pomyślałam wtedy, że w tej mojej całej wyprawce do karmienia piersią (którą poznasz w poście Jak przygotować się do karmienia piersią), to ja o najważniejszym zapomniałam – o patyku, który mogłabym wsadzać sobie między zęby i zagryzać!

 

Ten czas to była sinusoida – radość z nowej roli, cudowne pierwsze dni, ale od karmienia do karmienia, gdy pojawiały się łzy, lęk i niemoc.

 

Wtedy znalazłam położną środowiskową, która zapewniała, że też jest „laktacyjną”. Umówiłyśmy się na poniedziałek. Obiecałam sobie, że jeszcze te dwa dni wytrzymam. W sobotę o 2 w nocy miałam kryzys, w którym to, płacząc, przypomniałam sobie, że w ciąży kupiłam książkę o karmieniu piersią, do której… nawet nie zajrzałam. Pobiegłam po nią… „Po prostu piersią” Gill Rapley i Tracey Murkett.

 

„Jeśli boli, to coś jest nie w porządku”

 

Wyszukałam rozdział o bolesnym karmieniu piersią i dowiedziałam się, że:

 

„bolesne karmienie piersią – nawet w pierwszych kilku tygodniach – świadczy o tym, że coś jest nie tak”

 

„najczęstszą przyczyną bólu przy karmieniu jest nieefektywne przystawienie się dziecka, co oznacza, że maluch nie dostaje tyle mleka, ile powinien”

 

„trzeba szybko temu zaradzić, więc jeśli nie jesteś w stanie zrobić tego sama, zwróć się o pomoc”

 

Wiedziałam! Wiedziałam, że coś jest nie tak! Że to nie musi, nie może tak boleć!

 

Pełna nadziei czytałam o  prawidłowym przystawianiu dziecka, o tym, że prawidłowo przystawione dziecko nie może do krwi nas pogryźć, gdyż pierś ma tak głęboko w buzi, że nie jest w stanie nas skrzywdzić. Tylko JAK TO, kurdebalans, ZROBIĆ?

 

Doczytałam do pozycji do karmienia, które sprzyjają prawidłowemu przystawieniu.

 

„Jedną z pozycji, w której dziecko najłatwiej uczy się ssać pierś jest ta, gdy leży ono na brzuszku, a mama ułożona jest w pozycji półleżącej z poduszką pod plecami. (…) Dziecko jest na piersi a więc grawitacja pomaga mu w przystawieniu i utrzymaniu się przy piersi. (…) Możesz zaufać dziecku, że samo odpowiednio się ułoży, zamiast dbać, aby wszystko odbyło się „jak należy”. (…) Karmienie w ten sposób daje dziecku (…) większe szanse na nauczenie się efektywnego ssania piersi”.

 

Położyłam się, zgodnie z instrukcją, na plecy, przystawiłam Maluszka krok po kroku tak, jak jest to opisane, po raz pierwszy, po raz drugi, po raz ósmy i… EUREKA!!! Udało się! Nic mnie nie bolało! W tamtym momencie 100% bólu odeszło! A ja karmiłam bez niego! Wiedziałam, wiedziałam, że mogę, że możemy!!!

 

Okazało się, że miałam dużo szczęścia, że za pierwszym razem udało mi się tak przystawić, gdyż nie każda kolejna próba kończyła się sukcesem, ale już wiedziałam, że mogę, że da się, że będzie dobrze!

 

Teraz tylko pozostawało poczekać do poniedziałku na wizytę położnej środowiskowej i nauczyć się przystawiać prawidłowo, nie tylko leżąc na plecach.

 

Spędziłam dwa dni, karmiąc w ten sposób, co przy jednoczesnej opiece nad trzylatkiem było dość męczące… ale nadszedł poniedziałek i wizyta położnej środowiskowej. Opowiedziałam jej z radością i łzami w oczach moją historię, aby usłyszeć: „Proszę żadnych książek nie czytać, Pani ma mnie od pokazania, jak się karmi”. Nie weszłam w dyskusję, ale Pani była tak pewna siebie, że postanowiłam skupić się na jej profesjonalnych, a nie interpersonalnych umiejętnościach, a właściwie ich braku. Pani skrytykowała wszystko co robię, nie chciała zobaczyć, jak karmię, tylko wyszła z pozycji, że ona mi pokaże, jak to się robi, a ja zrobię sobie z tym co chcę. Na pierwszy odstrzał poszła poduszka do kamienia: „Poproszę poduszki, ale nie takie! Dziecka nie można kłaść na półce do karmienia”. Pozycja, którą pokazała mi położna, była identyczna, w jakiej karmiłam do tej pory, ta, w której ból był nie do zniesienia… więc zaleciła mi – uwaga – nakładki, a wychodząc, zostawiła smoczek uspokajający…

 

Zanim zdążyłam dobrze zamknąć za nią drzwi, dowiedziałam się, że nie wolno mi jeść brokuła, kalafiora, kapusty, czekolady, ani przypadkiem napić się innej kawy niż Inka z mlekiem.

Chwilę później dzwoniłam do położnej laktacyjnej, która wcześniej nie mogła mnie przyjąć, bo otwierała swoją poradnię. Umówiłyśmy się na spotkanie w jej gabinecie na środę (za dwa dni).

 

W międzyczasie, niczym tonący brzytwy, chwyciłam się nakładek. O ile przy pierwszym dziecku dawały mi spore ukojenie, tym razem nie pomogły wcale, pozostałam tym samym przy karmieniu na plecach.

 

Nastała wyczekiwana środa, pojechaliśmy do poradni pełni nadziei, wiedzieliśmy, że gdzieś musi być rozwiązanie.

 

Położna zaczęła od zbadania mnie, później rozebrała, zważyła i zbadała całego Maluszka, ze szczególną troską jego buźkę, odruch ssania, wędzidełka, chwaląc w międzyczasie moją dietę (z kalafiorem, brokułem i kawą), obaliła kilka mitów dotyczących karmienia piersią, obliczyła przyrost wagi dziecka. Wtedy posadziła mnie wygodnie w fotelu (choć miałam do dyspozycji także kozetkę) i podała poduszkę do karmienia. No, czułam się jak w domu. Pozwoliła mi pokazać, jak przystawiam i karmię, po czym wprowadziła korekty. Wtedy odbyło się moje pierwsze karmienie w pełni bez bólu.  I tak piersi zagoiły się w ciągu 24 godzin, a po upływie 48 godzin – przestały boleć.

 

Na czym polegała korekta przystawienia?

 

W naszym wypadku, oczywiście tak, jak podejrzewałam, Maluszek za płytko chwytał pierś, co trzeba było poprawić. Jak? Za każdym razem, gdy Maluszek chciał ssać i łapał pierś zbyt płytko, należało mu tę bródkę kciukiem w dół odciągać, kilka razy, aż pierś chwycił naprawdę głęboko. Z każdym takim odciągnięciem brody ból malał, aż znikał całkowicie. Dowiedziałam się także, że piersi pełne mleka również przeszkadzają Maluszkowi chwycić pierś głęboko, a mleka wcale nie trzeba przed karmieniem odciągać – wystarczy ułożyć dłoń w koszyczek i kilkakrotnie ponaciskać naokoło brodawki, aż mleko odpłynie, a pierś zrobi się w tym miejscu miękka. Te dwie drobne korekty brzmiały niewiarygodnie. Wychodząc, nie dowierzałam, że wystarczyło tylko tyle. Że to koniec porady, że to działa. Działa, a ja karmię do dziś, ani razu już z tego powodu nie płacząc – tego życzę każdej Mamie.

 

Kochanie, pamiętaj, jeśli karmienie piersią Cię boli, szukaj fachowej pomocy. Tu znajdziesz listę certyfikowanych położnych laktacyjnych, z którymi warto skontaktować się w pierwszy kolejności, aby uniknąć rozczarowań i otrzymać skuteczną, wycelowaną w problem pomoc.

 

Listę CDL – Certyfikowanych Położnych Laktacyjnych znajdziesz tutaj, nie przy każdej jest numer telefonu, ale znając imię i nazwisko, bez problemu znajdziesz tę konkretną położną w Internecie – tak jak ja moją Anię Bulczak, której zawdzięczam szczęśliwe karmienie piersią. Przyznaję, gdyby miało mnie nadal tak boleć, myślę, że nie dałabym rady karmić do dziś. Dziękuję, Aniu.

 

Jeśli post Ci się spodobał, będzie mi ogromnie miło, jeśli go polubisz lub udostępnisz [fb_button]

 

Dołącz do mnie na Instagramie i Facebooku – codzienna dawka pozytywnych emocji gwarantowana, także na Instastory.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
37 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments