Jak zdiagnozowaliśmy alergię u niemowlaka? cz. 2 z 3, czyli nasza historia walki z alergią po raz pierwszy

alergia na białko mleka krowiego

Dziś mam dla Ciebie jedną z najtrudniejszych historii mojego życia. Historię, która wcale nie musiała się tak skończyć. Historię pełną błędów, złych doradców, morza wylanych łez i wyrzutów sumienia.

 

 

To drugi post z serii “Jak zdiagnozowaliśmy alergię u niemowlaka?” – jeśli nie czytałaś – koniecznie zacznij lekturę od pierwszej części.

 

Tekst ma charakter poradnikowy i bazuje na naszych osobistych doświadczeniach, nie jest poradą lekarską i na pewno jej nie zastąpi, ale może być cenną wskazówką i drogowskazem dla rodziców dzieci, które borykają się z tematem alergii.

 

Płacz dziecka, luźne kupki, chlustające ulewnie, sapka, przesuszona skóra, stan zapalny skóry za uszkami oraz nad brwiami, w końcu atopowe zapalenie skóry, luźne, liczne, śluzowate kupki, odparzona do krwi okolica pieluszkowa – to objawy, z jakimi już w pierwszych tygodniach życia dziecka stawialiśmy się regularnie u pediatry, a to wszystko podczas karmienia dziecka piersią.

 

Pediatra od razu zalecił nam dietę eliminacyjną, polegającą na całkowitej eliminacji białka mleka krowiego z mojej diety.

 

Bardzo ważna jest świadomość, że białko mleka krowiego występuje w mleku i wszystkich pochodnych produktach, a więc w serze, twarogu, maśle, śmietanie, jogurcie, maślance, ale także w tak mniej oczywistych produktach jak pieczywo, suchary, wędliny, parówki – w pierwszej chwili miałam wrażenie, że mleko jest po prostu wszędzie.

 

Musimy wiedzieć, że laktoza to nie białko, tylko cukier – nie jest więc alergenem i nie możemy mieć na nią alergii – możemy natomiast mieć problemy z jej tolerancją, ale to temat na osobny post. Dlatego produkty bez laktozy absolutnie nie są tym, czego szukamy.

 

Tak więc aby prawidłowo przeprowadzić fazę eliminacji, po pierwsze czytamy etykiety wszystkiego, co mamy zamiar zjeść. Oprócz mleka szukamy takich składników jak jogurt, maślanka, twaróg, śmietana, śmietanka, serwatka z mleka, kazeina czy mleko w proszku. Składników tych szukamy także w tak pozornie roślinnych produktach jak margaryna – i tu zdarza się dodatek masła – czy w lekach, na przykład niektóre probiotyki dla dzieci również zawierają białka mleka krowiego.

 

Jedząc w restauracjach czy kupując półprodukty, również zawsze pytamy o składy. Są restauracje, które nawet do ciasta do pizzy czy do własnego wypieku pieczywa dodają mleko i nie są w stanie zaoferować nam ani jednego dania.

 

To bardzo ważne, aby przez fazę eliminacji przejść bardzo precyzyjnie, niczego nie pominąć. Sama wpadłam w pułapkę tego testu – karmiąc piersią na diecie eliminacyjnej w trakcie diagnostyki, podjadałam suchary – co ja mówię, miałam je nawet postawione koło łóżka, aby nie zaczynać dnia na głodnego. Pomimo eliminacji alergenu Mikołaj wciąż miał silne objawy alergii, gdyż eliminacja alergenu była tylko pozorna – jak się po dwóch tygodniach okazało, podjadając suchary, dostarczałam sobie i dziecku codziennie porcji mleka! Zanim do tego doszłam, straciłam kilkanaście cennych dni.

 

W naszym wypadku alergia na białko mleka krowiego nie była jednak jedyną. Całkowita eliminacja tego alergenu dała poprawę stanu Mikołaja, ale niewielką. Dla lekarza wniosek był jeden – nie mogę karmić i dla dobra dziecka powinnam odstawić je od piersi.

 

Na podstawie własnych obserwacji podejmowałam się eliminacji kolejnych grup alergenów – chciałam jak najszybciej wyeliminować podejrzany składnik z mojej diety i tym samym alergen u Dziecka.

 

W trakcie tego procesu zewsząd otrzymywałam bardzo trudne dla mnie rady, aby odstawić dziecko od piersi i podać antyalergiczne mleko zastępcze, a mało dobrego słowa. Niestety, namawiał mnie do tego także mój pediatra, któremu wtedy bardzo ufałam.

 

Do dziś pamiętam, jak nasz pediatra na każdej wizycie prosił mnie o to, abym chociaż na tydzień odstawiła dziecko od piersi i dała mu “odpocząć”. Z drugiej strony atakował mnie argumentami, że tak dieta bezmleczna jest szkodliwa dla mnie, a po ciąży powinnam jeść dużo nabiału.

 

W końcu się ugięłam i jak Mikołaj miał skończone 2 miesiące zdecydowałam na 7-dniowe podawanie mleka modyfikowanego na bazie hydrolizatu kazeiny (oczywiście z mleka krowiego, ale białko pod tą postacią rzadziej daje reakcję alergiczną). Planując powrót do karmienia piersią, starałam się każdorazowo podać dziecku mieszankę, odciągać pokarm, aby nie zaburzać laktacji, i wylewać go zgodnie z zaleceniami lekarza, gdyż najprawdopodobniej wciąż zawierał alergeny i “szkodził” dziecku.

 

Po tygodniu rzeczywiście stan skóry Malucha się poprawił, więc pediatra zaczął prosić o to, abym dla dobra dziecka przedłużyła podawanie sztucznego mleka do dwóch tygodni.

 

Po dwóch tygodniach skóra Dziecka była w wyraźnie lepszej kondycji, więc lekarz namawiał mnie, abym już nie wracała do karmienia piersią. Byłam zrozpaczona i umówiliśmy się na kolejną “próbę” naturalnego karmienia.

 

Dzięki regularnemu pompowaniu mleka w czasie karmienia sztucznego, mogłam powoli wracać do karmienia naturalnego, zastępując powoli porcje mleka sztucznego moim mlekiem. Moja laktacja niestety nie była już w 100% efektywna i nawet gdybym chciała od razu wrócić do karmienia piersią na 100%, nie miałam jeszcze takiej możliwości. To co pewne to to, że każde karmienie naturalne przybliżało nas do sukcesu.

 

Pokonaliśmy nawet etap odrzucenia piersi przez Mikusia, który po 2 tygodniach jedzenia z butelki musiał na nowo przyzwyczajać się do jedzenia z piersi – jakie to trudne i dołujące wie każda Mama, której Malec przez to przechodził.

 

W trakcie powrotu do karmienia naturalnego poszliśmy na urodziny, gdzie zjadłam zupę, do której, jak się później okazało, dodane były zmielone płatki migdałowe – bardzo silny alergen. Kilka godzin później objawy alergii u Mikołaja powróciły, dając nad brwiami silną, swędzącą wysypkę. Poszłam z Mikusiem na kolejną konsultację i wtedy nasz pediatra zalecił ponowne odstawienie dziecka od piersi, skoro jest tak silnym alergikiem, przekonywał mnie, że to jedyne sensowne i zdrowe rozwiązanie – przynajmniej na tydzień, aż alergeny się nie wypłuczą.

 

Pamiętam, jak na koniec wizyty pediatra powiedział: “Karmi Pani piersią, bo zależy Pani na tym, aby dziecko było zdrowe, a ono już jest chore“.

 

Te słowa brzmiały w mojej głowie przez cały czas. Nigdy więcej nie podałam Dziecku mojego mleka. Uwierzyłam w to, że moje mleko szkodzi Maluchowi. Ból pozostał we mnie i trwa do dziś. Gdy to piszę, wspomnienia tamtych emocji są wciąż żywe, choć minęły już ponad 3 lata, a ja mam łzy w oczach. Walczyłam o każdą kroplę tego pokarmu, dawałam z siebie wszystko, aby usłyszeć, że szkodzę mojemu Dziecku.

 

Dziś już wiem, że zarówno World Health Organization, jak i inne organizacje, które zajmują się zdrowiem najmłodszych, zalecają bezwzględnie kontynuację karmienia piersią dzieci z alergiami i atopią jako najlepszą formę żywienia i ochrony przed rozwojem poważniejszych postaci alergii i atopii.

 

Dziś wiem, że pod opieką dobrego lekarza specjalisty, można karmić w każdej postaci alergii pokarmowej. Zdobycie tej wiedzy zajęło mi jednak dwa lata.

 

Co więcej, pomimo powrotu na mleko modyfikowane objawy alergii nie ustępowały, tylko były lżejsze, a nasza alergia przeszła w marsz alergiczny i zapalenie oskrzeli, co skończyło się dwutygodniowym pobytem w szpitalu. Dlatego po kolejnych dwóch miesiącach gastroenterolog zmienił nam mleko modyfikowane z tego opartego na kazeinie na takie oparte na aminokwasach mleka krowiego i dopiero ono przestało dawać objawy alergii.

 

Dziś uważam, że pediatra popełnił błąd w namawianiu mnie na zastąpienie 100% naturalnego karmienia karmieniem sztucznym.

 

Jeśli Twój pediatra radzi Ci podobnie, ja mam dla Ciebie tylko jedną radę: jak najszybciej poszukaj innego. Możesz też od razu poradzić się sprawdzonego alergologa lub gastroenterologa.

 

Dodam, że większość produktów, którymi rozszerzaliśmy dietę po ukończeniu 6 miesiąca, dawała natychmiastowy odczyn alergiczny (dynia, jabłko, banan), a ja byłam załamana. Udało nam się w końcu trafić na lekarza z powołania i w końcu stworzyliśmy dla Synka dietę bazującą tylko na zdrowych, nieprzetworzonych produktach, które sami mu przygotowywaliśmy. Lekarza, który potwierdził, że odstawienie o piersi Dziecka z tak silną alergią, to pozbawienie go dodatkowego wparcia do walki alergią, takiego, które daje tylko mleko mamy.

 

Dieta Mikołaja przez pierwsze 3 lata życia była całkowicie pozbawiona produktów przetworzonych i chemii spożywczej (konserwantów, wzmacniaczy smaku, soli, cukru itp.). To przez zdrowe jedzenie i przez jelita wzmocniliśmy jego odporność i wygraliśmy walkę z alergią 2 lata później. Dziś Mikołaj niemal całkowicie wyrósł z alergii, może jeść nawet tak silnie uczulające produkty jak orzechy czy migdały (w końcu odważyliśmy się spróbować), a powoli przestaje już reagować alergią na białko mleka krowiego. Nawet nietypowa alergia krzyżowa na jabłko i brzozę nie pojawiła się u niego w tym roku!

 

Tutaj czeka na Ciebie na blogu dużo piękniejsza historia z happy endem – historia naszej walki z alergią po raz drugi.

 

Chcesz być z nami na bieżąco?
Dołącz  do nas na Facebooku i Instagramie.

  • Agnieszka popłakałam się czytając ten tekst. Co za brak empatii u pediatry. Ja wyrzucam sobie 2 Tyg smarowania dziecka sterydem i pojenia zyrteciem po poradzie alergologa. Moje kp uratowała wiara, że moje mleko to najlepsza ochrona przed alergią. Miałam o tyle łatwiej niż ty, że alergii się spodziewałam i zgłębiłam temat jeszcze w ciąży.

    • Brawo Ty! U nas w rodzinie nie ma alergii, ja nic o niej nie wiedziałam, zaufałam pediatrze. Dopiero kilka miesięcy później trafiłam na lekarkę, która wściekła się a odstawienie dziecka od piersi i zaczęłam zgłębiać temat… każda informacja, że kp to najlepszy lek alergię łamała mi serce…

  • To prawa. MM nie jest lekiem na alergię i może wyrządzić alergikowi więcej szkody niż pożytku. Całe szczęście, że można znaleźć mądrych lekarzy, czego wszystkim życzę. Pod warunkiem, że się wie, że można 🙁 Ja byłam przekonana, że robię dobrze słuchając tych rad i że to mleko uzdrowi mi dziecko.