Dlaczego cieszę się na miesięczny wyjazd do Rzymu i czego się boję?

wakacje z dzieckiem Włochy przeprowadzka

Wiesz, co to reisefieber? Lęk przed podróżą, który nasila się u mnie każdego dnia. Miesza się z totalną ekscytacją i sprawia, że czuję się jak przed wejściem na roller-coster.

 

Rozłożyłam swoje emocje na czynniki pierwsze i już wiem, czego nie mogę się doczekać, a co sprawia, że się zwyczajnie boję…

 

Od 18 roku życia pracuję zawodowo, a od 22 roku życia prowadzę własną firmę. Nie było jeszcze wtedy tylu mądrych blogów, szkoleń, nie wiedziałam, co to znaczy coach, a organizacji życia, dziennych studiów, pracy, nauki języka i zakładania własnej firmy uczyłam się na własnych błędach. Swoją drogą, daj znać, czy jesteś ciekawa, skąd miałam pomysł i jak pozyskałam pieniądze na pierwszy biznes?

 

Od 15 lat pracuję, dużo i ciężko. Pamiętam, jak wychodziłam z uczelni w godzinach wieczornych i jechałam pociągiem lub busem na stojąco do innego miasta do pracy, mijałam kolegów, którzy szli w przeciwnym kierunku – do studenckiego klubu. Bez żalu – od zawsze czułam, że jestem właśnie tu, gdzie powinnam i tworzę coś wyjątkowego, swoją wymarzoną przyszłość.

 

Po 15 latach, w których większość mojego dnia i nocy poświęcałam na pracę i okołozawodowe zajęcia, zdałam sobie sprawę, że praca tak bardzo wypełnia moje dni i miesiące, a ja wciąż podejmuję się nowych projektów, zamiast cieszyć tym co już mam i już osiągnęłam. Dlatego rok 2018 postanowiłam zaplanować zaczynając od… dni wolnych i urlopów, aby znaleźć więcej czasu na radość i docenienie tego, co już mam, projektów, które już prowadzę i w które włożyłam całe swoje serce.

 

W ramach wdrażania w życie filozofii work-life balance zdecydowałam się zaplanować ten rok (a jak Bóg da i kolejne), aby móc przeprowadzić się z rodziną na miesiąc za granicę. Zaprosić tam też moją Mamę i Przyjaciół i cieszyć się tym cudownym czasem z bliskimi.

 

Jest też więcej plusów i powodów, dla których nie mogę doczekać się wyjazdu:

 

1. Włoskie życie

 

Choć kocham miejskie życie, chciałabym w wiecznym mieście wyzbyć się wielkomiejskiego pośpiechu. Patrzeć inaczej na codzienność. Zaznać prostego, pełnego radości życia, z którego słyną Włosi. Celebrować codziennie wiele zwyczajnych momentów, jak picie ciepłej, włoskiej kawy. Podobno czynność powtórzona 26 razy staje się nawykiem. Przede mną 29 dni we Włoszech, widzę dla siebie w tym dużą szansę. Chcę nauczyć się tego, że całe życie nie można biec, albo może i można, ale nie warto. Chcę jeszcze mocniej rozkochać się w architekturze, codziennie wracać do domu inną drogą, trzymając męża za rękę, pchając wózek, a na plecach niosąc drugie dziecko. Chcę poznać siebie i swoją rodzinę bliżej, zwalczyć swoje słabości, pokochać siebie mocniej i uwierzyć w to, że naprawdę nie każdy musi mnie lubić, wyzwolić się z lęku przed porzuceniem i krytyką – mojego głównego hamulca w życiu.

 

Chcę pokochać słodką bezczynność, celebrować życie i przywieźć to ze sobą do domu.

 

Mam cichą nadzieję, że choć trochę polubię się z gotowaniem, może to dzięki nieskończonej różnorodności smaku włoskich pomidorów?

 

A tak pół żartem pół serio zastanawiam się, czy zdobędę się na odwagę i wyjdę z domu bez makijażu albo w naprawdę krótkich szortach.

 

2. Minimalizm

 

Nie będę ukrywać – na co dzień mieszkamy i żyjemy bardzo wygodnie – mamy spory dom i dwa samochody, a w związku przede wszystkim z moją pracą nie ma dnia, abym czegoś nie kupowała. Choć gdy spojrzysz na mój dom, może Ci się wydawać, że panuje tu minimalizm, ale to tylko dobra organizacja i duża przestrzeń budują ten efekt. Od roku próbuję odgracić nasz dom, wystawiając regularnie nasze rzeczy na OLX czy oddając rodzinie i potrzebującym, przeglądając kolejne szafy i zakamarki.

Do Rzymu pojedziemy w czwórkę spakowani tylko w 3 walizki i bagaż podręczny. Codziennie myślę o tym, bez czego nie chciałabym pojechać, jakie rzeczy przydają mi się najbardziej i ułatwiają mi życie, a bez których spokojnie mogłabym się obejść. Jestem ogromnie ciekawa takiego wyzwania, gdyż w mieszkaniu, które wynajęłam, nie ma żadnych sprzętów i udogodnień dla dzieci.

 

3. Szafa kapsułkowa

 

Od kilku miesięcy buduję swoją szafę kapsułkową. To bardzo powolny proces, gdyż wciąż ratami oddaję ubrania, których szansa na ponowne założenie dąży do zera. Pomaga mi w tym zmiana mojego rozmiaru – przed ciążą nosiłam ubrania w rozmiarze 40, dziś to jest 36, a nawet 34, więc selekcja ogromu ubrań dokonuje się w znacznym stopniu naturalnie.

Nie mogę doczekać się mojej kapsułkowej wersji szafy w Rzymie, na ubrania i buty mam przeznaczone pół walizki. Jestem ciekawa, czy takie znaczne organiczenie ilości ubrań, skompletowanych w zestawy, rzeczywiście spowoduje, że dokładnie będę wiedziała co chcę na siebie włożyć każdego dnia. Jeśli jesteś ciekawa mojej kapsułkowej, letniej szafy, którą zabiorę ze sobą do Rzymu, koniecznie daj znać, to idealna okazja na to, aby Ci ją pokazać.

 

4. Dystans

 

Mam ogromną nadzieję, że fizyczny dystans do spraw, którymi żyję tutaj każdego dnia, pozwoli mi także wypracować taki dystans w głowie. Mam ogromną nadzieję otworzyć się na siebie i na swoją rodzinę, wsłuchać się w nas samych i nasze potrzeby, sprawdzić, co tak naprawdę się dla nas liczy, bo być może tutaj, w ferworze codziennych do granic możliwości napiętych harmonogramów tego nie dostrzegamy?

 

5. Przyjazd mojej Mamy i Przyjaciół

 

Mam nadzieję spędzić cudowny, powolny czas z moją Mamą, która odwiedzi nas we Włoszech. Chciałabym wyprawić tam dla nas piękny Dzień Matki, zrobić nam pamiątkową sesję zdjęciową, bo choć mocno różnimy się z Mamą od siebie, przyświeca mi definicja udanego małżeństwa: “Pięknie się od siebie różnić”.

Zaprosiliśmy także naszych Przyjaciół w gości, mamy nadzieję, że uda im się nas odwiedzić.

 

 

A to, czego najbardziej się obawiam, to…

 

1. Minimalizm

 

Czyli dokładnie to, na co się cieszę, bo to jednak co innego nosić 7 ubrań na zmianę z wyboru, a nie z musu. Mieć idealnie urządzoną przestrzeń dla dzieci, gdzie każda czynność jak kąpiel, pielęgnacja, przewijanie, zabawa, jedzenie, ma swoje miejsce i swoje gadżety, a zamieszkać w mieszkaniu bez żadnych udogodnień, wanienki, krzesełka do karmienia czy łóżeczka dziecięcego (swoją drogą łóżeczko turystyczne już zamówiłam na Amazon z dostawą prosto do Rzymu).

 

2. Logistyka

 

Będziemy mieszkać w centrum Rzymu, w tak ścisłym centrum, że samochody mają tam ograniczony wjazd. Zastanawiam się czy odnajdzie się tam Mikołaj i czy po prostu, zwyczajnie nie będzie się nudził. Obawiam się tego, czy zamiast wypocząć, zwyczajnie się nie zmęczymy, na co dzień bowiem wszystkie procesy życiowe mamy zoptymalizowane: gotowanie, zakupy, praca, opieka nad dziećmi. Taka lokalizacja oznacza też dłuższy, minimum półgodzinny spacer do najbliższej stacji metra.

 

Obawiam się także choroby dzieci czy naszej i zagranicznej służby zdrowia. Oprócz wyrobienia europejskiej karty zdrowia będziemy chcieli wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowia i życia.

 

3. 24/7 w mężem i dziećmi

 

Choć to moje ogromne marzenie, nie będę ukrywać, że także boję się tego. Na co dzień korzystamy z pomocy przedszkola, możemy też liczyć na pomoc niani czy babci, w Rzymie będziemy skazani na własne towarzystwo dzień i noc przez cały miesiąc. Nie spodziewam się, że będzie tylko sielsko, ale dam z siebie wszystko, aby być jak najbardziej czujna na potrzeby najbliższych i aby ten czas był dla nas naprawdę wyjątkowy.

 

Nasz wyjazd podzieliliśmy na cztery części: 1 tydzień – wakacje, 2 tydzień – praca, 3 tydzień – wakacje, 4 tydzień – praca. W dni pracy każde z nas będzie zajmowało się dziećmi na wyłączność przez 4 godziny, w obcym mieście. Jestem ogromnie ciekawa, jak to wyjdzie w praniu. Już wyszukuję okolicznych placów zabaw, pysznych restauracji przyjaznych dzieciom i fajnych miejsc na spacery.

 

4. Język

 

Po włosku to ja mówię tylko “cappuccino”, “latte macchiato” i “ciao bella” –  bo tak nazywa się pizzeria koło naszego domu! W samochodzie zaczęłam słuchać “Blondynki na językach” i zastanawiam się, jak będę radzić sobie na co dzień we Włoszech. Gdy pojechałam na studia do Paryża, choć jechałam na anglojęzyczną uczelnię, przez 2 miesiące uczyłam się przed wyjazdem francuskiego i potrafiłam chociażby kupić sobie bilet na autobus czy zapytać o drogę. Pociesza mnie to, że podobno Włosi, choć nie mówią po angielsku, to pięknie gestykulują.

 

5. Sprawy firmowe

 

W naszej firmie stawiamy na relacje. Nasi pracownicy są z nami od wielu lat, a rotację mamy na minimalnym poziomie. Choć cały wyjazd planuję od kilku miesięcy, na pewno czuję obawę przed tym sprawdzianem, przed którym stawiamy nasz zespół. Jesteśmy na co dzień w ciągłym kontakcie, widzimy się niemal codziennie i wzajemnie wspieramy. Podczas wyjazdu oczywiście będziemy dostępni także pod telefonem i mailem. Ufam im i mam głęboką nadzieję, że damy radę pracować 1 miesiąc online.

 

Na pewno obawiam się też gdzieś tam głęboko straconych szans, choć na co dzień wyznaję filozofię, że każda stracona szansa to tak naprawdę nowa szansa.

 

 

Dziękuję Ci, że jesteś tu ze mną w mojej przygodzie i dodajesz mi odwagi.

 

Chcesz być z nami na bieżąco?
Dołącz do nas na Facebooku i Instagramie.

  • Agnieszka łuczak

    Ach ta Aga to odwaga :))) Super pomysł. Życzę Wam udanej podróży życia….Z pewnością będzie co wspominać. Trzymam kciuki żeby wszystko się udało.

  • Joanna Ratuszniak

    We Włoszech Polacy są dobrze traktowani, myślę, że z komunikacją też nie będzie problemu, podziwiam za odwagę i realizację marzeń, życzę by to doświadczenie przyniosło pozytywne efekty i wspaniałe wspomnienia na przyszłość

  • Małgorzata Niemczyk

    Aga, jestem pewna, że nawet nie zdążysz się zorientować kiedy minął Wam ten miesiąc 🙂 Teraz to się może wydawać bardzo długo, ale czas naprawdę szybko leci 🙂

  • Aleksandra M.

    Aga ten czas na pewno minie Wam w mgnieniu oka a wszystkie obawy przekują się w największe szczęścia 🙂 Koniecznie opisz tę szafę kapsułkową, jestem bardzo ciekawa i oczywiście cudownego i udanego wyjazdu :))

  • Katarzyna Ewa Węgierska

    TRZYMAM KCIUKI ZA WYJAZD

    KASIA
    http://WWW.BLOG.MOHOME.PL