Karmienie piersią noworodka – nie jesteś sama

karmienie piersią noworodka

Karmienie piersią noworodka to wspaniała przygoda, choć często bardzo bolesna i trudna. Nie każdy wspomina ją dobrze, nie każdej Mamie karmienie piersią noworodka się powiodło, a inne nie karmiły piersią wcale. Przeczytaj historie Mam karmiących piersią noworodki – szczególnie, jeśli potrzebujesz wsparcia i pokrzepienia.

 

 

Jeśli jesteś ze mną na blogu już dawno, wiesz, że moja droga z karmieniem piersią była trudna, ale warta swojej ceny. Temat jest mi niezwykle bliski.

 

Gdy za pomocą cesarskiego cięcia na świat przyszedł mój pierwszy Syn Mikołaj, miałam problem z karmieniem już w szpitalu, prosiłam położne i pielęgniarki o pomoc. Niestety jej nie otrzymałam… zamiast wskazówek, co zrobić, by mieć pokarm i być w stanie wykarmić płaczącego noworodka, panie tylko dokarmiały go mieszanką… rozpoczęłam walkę o laktację. Walkę trudną i żmudną, wymagającą godzin spędzonych z laktatorem, walki z alergią, która okazała się bardzo nierówna.

 

Gdy na świecie pojawił się mój drugi Syn Maksio, dzięki wiedzy zdobytej przy karmieniu piersią Mikusia wiedziałam, jak pobudzić laktację i mleka miałam sporo, ale… karmienie bolało. A karmienie piersią noworodka boleć nie powinno. Tutaj możesz przeczytać, jak sobie z tym poradziłam.

 

Dziś chciałam opowiedzieć Ci mleczne historie 3 kobiet – mojej Siostry i moich przyjaciółek, które jako doświadczone już dziś mamy przygotowały dla Ciebie kilka cennych rad.

 

I swoje świadectwa – bardzo osobiste, piękne historie o karmieniu piersią.

 

 

Karmienie piersią noworodka

Dlaczego warto walczyć o karmienie piersią? Dlaczego to takie ważne?

 

Bez dwóch zdań – mleko mamy to… „turbomleko„. Chyba nie ma innego napoju o tak magicznych właściwościach 🙂

 

Mleko mamy zawiera laktoferynę, czyli wielofunkcyjne białko o silnych właściwościach bakterio- i wirusobójczych. Wiąże się z żelazem, więc wyłapuje je z krwiobiegu i dzięki temu ogranicza wnikanie i namnażanie niektórych wirusów do komórek.

 

Mleko matki zawiera również składniki tzw. epigenetyczne, np. cholina, witamina B6 i B12 oraz foliany, które poprzez wpływ na sposób odczytywania kodu genetycznego kształtują predyspozycje zdrowotne dziecka. Poziom tych składników zależy bezpośrednio od ich spożycia w diecie karmiącej mamy.

 

Karmienie piersią noworodka to również dostarczanie mu setek aktywnych biologicznie składników, które odpowiadają np. za wzmocnienie odporności dziecka, dojrzewanie jego jelit czy zwalczanie komórek nowotworowych.

 

 

Karmienie piersią a COVID

Podejrzewasz, że możesz być zakażona COVID-19 lub masz potwierdzony wynik? Nie rezygnuj z karmienia piersią! Aktualne (na dzień publikacji posta) zalecenia WHO, AAP i UENPS nie przedstawiają przeciwwskazań do karmienia piersią. Nawet więcej: mleko mam zakażonych SARS-CoV-2 może być potencjalnym składnikiem zapewniającym niemowlętom pasywną odporność na tę chorobę, nawet lepszym niż osocze ozdrowieńca. Przy karmieniu chora mama nie powinna jednak zapominać o zachowaniu zasad bezpieczeństwa i higieny, czyli izolację, założenie maseczki, higienę rąk i piersi. Jeśli mama nie znajduje się więc w ciężkim stanie klinicznym, warto walczyć o każdą kroplę.

 

 

Piękne historie o karmieniu piersią noworodka bliskich mi kobiet

Pomyślałam, że poproszę inne Mamy, by opisały, co było dla nich najtrudniejsze w karmieniu piersią i co pomogło im przetrwać trudności i cieszyć się mleczną przygodą.

 

Zainteresowana? No to lecimy…

 

Historia Anny Rogalskiej-Bućko, dietetyka i mojej przyjaciółki, a poznałyśmy się przez Internet

 

AK: Jak wyobrażałaś sobie karmienie piersią noworodka, nim zostałaś Mamą? 

AR-B: Wszyscy powtarzają, że to takie naturalne, ale mało kto wspomina o tym, że początki prawie zawsze są trudne i że to nie tylko kwestia uczenia się matki, ale każdego dziecka.

 

AK: Jak przygotowywałaś się do karmienia piersią?

AR-B: Czytałam, bo jak można się przygotować przy pierwszym dziecku? Przy kolejnych byłam sprytniejsza. Miałam telefon do specjalistek, w razie wątpliwości konsultowałam swoje wątpliwości i trudności, a przy trzecim dziecku zadzwoniłam do najlepszej doradczyni laktacyjnej – Asi Winarskiej, która pomagała mi przy pierwszym dziecku i która pozbawiła moje karmienie piersią bólu.

 

AK: Jakie były Twoje początki w karmieniu?

AR-B: Ciężkie. Po pierwszym porodzie miałam zabieg i leżałam długo nieprzytomna. Dziecko, które nie miało w ogóle cierpliwości, by czekać, nakarmiono butelką, a ta jest dużo łatwiejsza niż pierś. Trzy doby dokarmiałam palcem po strzykawce (co położne komentowały to bardzo nieprzyjemnie), a już jak byłam u kresu sił i chciałam zrezygnować, w nocy pojawił się mój laktacyjny Anioł – Asia Winiarska. Poświęciła mnie i koleżance z sali całą noc, by nie tylko nas nauczyć, jak przystawiać dzieci, ale i niesamowicie kojąco działała na dzieci.

 

AK: Kto Cię wspierał w karmieniu piersią?

AR-B: Koleżanka, która rodziła 3 miesiące wcześniej i odbierała moje nocne telefony, wspomniana doradczyni laktacyjna Asia, Magda Karpienia, która, mimo że w czasie karmienia nigdy się ze mną nie spotkała, to zawsze służyła pomocą, radą i dobrym słowem.

 

AK: Mówisz o dobrym słowie, a jakie słowa czy działania, które słyszałaś, nie były dla Ciebie wspierające?

AR-B: „Jak możesz mieć problemy?„, „Przesadzasz„, „Po co się męczysz, daj mieszankę„…

 

AK: Jak ostatecznie wspominasz karmienie piersią?

AR-B: Jako trudny czas. Wymagający, pełen wyrzeczeń. Ale z perspektywy czasu warty swojej ceny. Moje dzieci dzięki temu naprawdę niewiele chorowały.

 

AK: Co poradziłabyś mamom na początku mlecznej drogi?

AR-B: Mogłabym zebrać to w czterech punktach:

 

1.Przygotuj sobie listę osób, które po porodzie będą w stanie Cię wspierać – doradca laktacyjny, położna, która przyjedzie nawet w nocy, fizjoterapeuta, który pokaże Ci, jak karmić, żeby nie zniszczyć kręgosłupa i nie nabawić się bóli. Tego nie nauczysz się przed. Do tego potrzebne będzie Ci dziecko. To konkretne dziecko.

 

2. Wybierając szpital do porodu, sprawdź, czy pracują na oddziale położne, które są doradczyniami laktacyjnymi. Jak już urodzisz, pytaj o te konkretne osoby, o to, czy są na dyżurze i proś o ich pomoc. Niestety, nie każda położna ma odpowiednią wiedzę i doświadczenie.

 

3. Uczul partnera i najbliższą rodzinę na to, co będzie Ci po porodzie potrzebne, a czego nie chcesz. „Dobre rady” dawane w dobrej intencji nie pomogą, ale skrzynka wody mineralnej przy łóżku, kubek termiczny z ciepłą kawą/herbatą i zupy w słoiku w lodówce zawsze będą pomocne. Mleko nie tworzy się z powietrza. Kobieta do tego procesu potrzebuje spokoju, odpowiedniej ilości płynów i smacznego jedzenia.

 

4. Uprzedź wszystkich, że nie chcesz po porodzie prezentów dla malucha, bo ono prócz Twojej bliskości i mleka nie będzie nic potrzebowało. Postaw słoiczek na zbiórkę „na wygodny fotel do karmienia”. Po połogu pojedźcie razem do Ikea i sprawdź, w którym będzie Ci najwygodniej. Może to dla kogoś wydawać się niepotrzebnym wydatkiem, ale w najbliższym czasie to właśnie w tym fotelu będziesz spędzać najwięcej czasu. Twój komfort jest bezcenny.

 

 

Historia Ani Warno, mojej kochanej starszej Siostry

 

AK: Jak wyobrażałaś sobie karmienie piersią noworodka, nim zostałaś Mamą? 

 

AW: Wyobrażałam sobie, że wszystko będzie dobrze– przecież to takie naturalne! Miałam koleżanki, które urodziły nieco wcześniej i mniej więcej zdawałam sobie sprawę, na czym cała sprawa polega. Nie chodziłam niestety do szkoły rodzenia, bo obie moja ciąże były zagrożone i lekarz nie pozwolił mi na to.

 

AK: Jak przygotowywałaś się do karmienia piersią?

 

AW: Trochę czytałam, trochę dopytywałam koleżanek.

 

AK: Jakie były Twoje początki w karmieniu?

 

AW: Mam dwóch synów. Ze starszym synem Kubą przyszło to naturalnie i nie miałam większych problemów z samym karmieniem, jedynie z tym, że mój synek często się krztusił, co przyprawiało mnie początkowo każdorazowo o zawał serca. Na szczęście w końcu otrzymałam fachową pomoc i instrukcję, jak sobie z tym radzić.

 

Zdarzały się oczywiście trudne chwile w momentach skoków rozwojowych dziecka, gdzie trzeba było się trochę namęczyć, aby dostosować poziom laktacji do potrzeb malucha (tzw. karmienie niemal bez przerwy 😊). Taka sytuacja zdarzała się mniej więcej raz na miesiąc i trwała kilka dni. Ledwo skończyłam karmić i spodziewałam się, że będę miała choć 2-3 godziny przerwy, a tu zaraz płacz i wołanie o jedzenie. Wtedy czasem wydawało mi się, że nie dam rady bez pomocy sztucznego mleka z butelki. Doświadczona koleżanka doradziła mi wtedy: „Ania, dasz radę, musi tak być! Układ matka-dziecko to naczynia połączone, jeśli dziecko potrzebuje więcej pokarmu, to przez częste przystawianie do piersi w końcu wyreguluje sobie ten właściwy poziom laktacji”. Przemyślałam, co powiedziała i doszłam do wniosku, że istotnie, jeśli ja teraz odpuszczę i dam dziecku sztuczne mleko z butelki, to mój organizm zacznie wytwarzać jeszcze mniej pokarmu. Nie odpuściłam więc i dzięki temu udało mi się bez większych problemów karmić syna piersią do szóstego miesiąca życia, czyli do momentu mojego powrotu do pracy.

 

Po urodzeniu drugiego syna Piotrusia, podchodziłam do tematu karmienia bardzo optymistycznie. Zaczęło się pięknie, wzorowo przystawiałam synka do piersi – przecież już umiałam to robić! I wszystko szło dobrze, jednak na drugą dobę po porodzie… nagle zabrakło mi pokarmu i panie pielęgniarki musiały dokarmiać małego sztucznym mlekiem.

 

Nie wiem, jak to się stało, może stresowałam się przebywaniem w jednoosobowym pokoju? Po pierwszym porodzie byłam w pokoju z drugą kobietą i było mi zdecydowanie raźniej.

 

Gdy wróciłam do domu, sytuacja nie poprawiła się, pokarmu nadal było zbyt mało. Zaparłam się jednak, że muszę to dziecko piersią wykarmić i koniec.

 

Zaczęły się długie godziny spędzone z dzieckiem przy piersi, długie karmienia. Piotruś zjadał troszkę, potem zasypiał. Po krótkim czasie znowu się jednak budził głodny, znów trochę jadł i tak to wyglądało cały dzień. Codziennie musiałam dokarmiać małego mieszanką.

 

Próbowałam jednak, walczyłam, zaparłam się, że to się musi udać. Herbatki, serwatki, zioła i suplementy. Nie mogłam sobie jednak sama poradzić. Mleko złośliwie nie chciało się produkować. W końcu ktoś polecił mi profesjonalną doradczynię laktacyjną ze szpitala na gdańskiej Zaspie. Odwiedziła nas w domu kilka razy. To ona uratowała moje karmienie.

 

Po pierwsze, dokładnie rozpisała logiczny, szczegółowy plan, kiedy i co mam pić – sama próbowałam różnorakich herbatek laktacyjnych, ale piłam je dość chaotycznie. Ona pomogła mi to usystematyzować, poradziła, jak zmieniać częstotliwość i rodzaj wypijanych napojów w zależności od tego, co się dzieje.

 

Po drugie, przyniosła mi osobliwy sprzęt: strzykawkę z rurką. Kiedy karmiłam dziecko piersią, to jednocześnie tak, że dziecko tego nie czuło, przez kącik ust wsuwałam mu rureczkę, przez którą wprowadzałam powoli strzykawką sztuczne mleko. Mimo że mleko w piersi szybko się kończyło, to dzięki płynącemu ze strzykawki pokarmowi dziecko miało poczucie, że cały czas pije mleko z piersi. Mąż śmiał się, że bardzo dziwnie to wygląda, nieco industrialnie 😉 Ale było warto!

 

Po trzecie, doradczyni laktacyjna nauczyła mnie pobudzania laktacji metodą 7-5-3, wg schematu Chele Marmet. Po każdym karmieniu dziecka, pracowałam jeszcze z laktatorem najpierw przez 7 minut na lewej piersi, potem 7 minut na prawej. Następnie 5 minut z lewej i 5 z prawej, a na koniec analogicznie po 3 minuty z każdej strony. Taką pracę powtarzałam około 6-8 razy dziennie, po karmieniu i przynajmniej raz w nocy.

 

Męczyłam się chyba z miesiąc, aż wymęczyłam. Udało mi się dotrzeć do takiego etapu, że dokarmiałam Piotrusia tylko jedną butelką mieszanki wieczorem przed snem. Nie udało mi się więc rozhulać laktacji na 100%, ale w 80% karmiłam Piotrusia własnym mlekiem (gdzie początkowo było to 10-20-%). Udało mi się to kontynuować przez całe sześć miesięcy życia dziecka (aż do mojego powrotu do pracy),

 

AK: Kto Cię wspierał w karmieniu piersią?

 

AW: Ty dodawałaś mi otuchy. Wsparcia i fachowych rad udzielały także doświadczone koleżanki. Każdego dnia spędzałam sporo czasu przy telefonie 😊 Bardzo wspierający był także dla mnie mój mąż, który po powrocie z pracy, choćby nie wiem, jak był zmęczony, dzielnie przejmował obowiązki ojca, abym mogła odpocząć.

 

Ciekawostka: kiedyś, podczas rozmowy z jedną z koleżanek, doszłyśmy do wniosku, że i u niej, i u mnie było tak samo: nasze mamy, karmiące nas w latach 70, teraz – w obliczu naszych trudności – namawiały nas, żebyśmy… przestały karmić piersią. Wydawało im się to całkiem normalne i naturalne, by dać po prostu dziecku butelkę „i będziesz miała spokój, a dziecko będzie najedzone”.

 

Teraz jest znacznie większa świadomość i dostępna pomoc w karmieniu piersią. Rodząc na Zaspie pierwszego syna, spotkałam się z paniami od laktacji, które były wprost aniołami. Były bardzo wspierające i dopiero później, gdy urodziłam Piotrka w innym szpitalu, zrozumiałam, jak to ogromnie ważne. Tu nie miałam już takiej pomocy – może z tego stresu wyniknął mój problem z pokarmem?

 

W szpitalu na Zaspie to było coś wspaniałego: panie od laktacji przychodziły do naszej sali kilka razy dziennie, były zawsze cierpliwe i uśmiechnięte. Z anielską cierpliwością i wyczuciem pokazywały, jak przystawić główkę dziecka do piersi i to one nauczyły mnie karmienia po raz pierwszy.

 

Byłam bardzo wdzięczna, że trafiłam akurat na takie kobiety, bo to naprawdę bardzo ważne – mama po porodzie (zwłaszcza tym pierwszym) jest rozstrojona, to jest dla niej coś całkowicie nowego i nieznanego, nie powinna dodatkowo czuć się osamotniona, obawiać się, że nikt jej nie pomoże.

 

W dawnych czasach, gdy kobiety rodziły w domach, były otoczone przez inne kobiety: matkę, ciotki, siostry… kobiety, które fizycznie były obok cały czas i pomagały, uczyły, wspierały. Dla kobiet współczesnych to właśnie te panie w szpitalu są taką jedyną pomocą i nadzieją w pierwszych dniach po porodzie. Uważam, że ma to olbrzymie znaczenie. Podejście tych pań może mieć duży wpływ na cały późniejszy proces karmienia piersią.

 

AK: Tyle o wsparciu, a jakie słowa czy działania, które słyszałaś, nie były dla Ciebie wspierające?

 

AW: Zdecydowanie niewspierająca była jedna z pań położnych w szpitalu, która była po prostu niemiła. O ile panie doradczynie laktacyjne cierpliwie uczyły mnie przystawiania i karmienia, to wystarczyło, że przychodziła ta jedna położna, robiła krytyczne uwagi, narzucała swoje metody i miałam dość. W pewnym momencie po prostu powiedziałam, że nie życzę sobie, by ta pani w ogóle do mnie przychodziła. Jak już wspomniałam, personel szpitala jest ważny, bo kobieta jest tam sama, bez rodziny. Osoby pracujące w szpitalu mają kluczowe znaczenie i to, jak nam pomogą na starcie, potrafi wiele zdeterminować.

 

AK: Jak ostatecznie wspominasz karmienie piersią?

 

AW: Jako dobry czas. To oczywiście momentami trudne doświadczenie, boli, bo jesteś w połogu, cierpisz z powodu nieprzespanych nocy, braku odpoczynku, wahań nastroju. Jest to jednak jeden z takich trudów życiowych, które są piękne, choć nie zawsze odczuwamy to w momencie, gdy ich doświadczamy.

 

Karmienie piersią to niepowtarzalny rodzaj bliskości, który silnie wiąże matkę z dzieckiem. Problemy i trudy, które udało się pokonać, jeszcze tylko pogłębiają tę relację. Myślę że doświadczenia, które zdobywamy, sprawiają, że rozwijamy się jako kobiety i matki. Mnie trudne przeżycia, z którymi sama lub z pomocą innych dałam sobie radę, zawsze dodają sił i pewności siebie na przyszłość. Myślę: skoro z tym sobie poradziłam to i inne trudności mi nie straszne. Na pewno jednak są sytuacje, że trudy – zamiast pewności siebie – powodują załamanie. Myślę, że dzieje się tak wtedy, gdy nie mamy wokół siebie ludzi, którzy nas wspierają. Ja na szczęście tego nie doświadczyłam.

 

Gdy dziecko się rodzi – jasne, od razu kochasz, ale mam wrażenie, że ta miłość z czasem się rozwija i pogłębia, również dzięki tym trudnym doświadczeniom i problemom związanymi z karmieniem piersią. Ta wieź z dzieckiem staje się psychicznie naprawdę głęboka.

 

 

AK: Co poradziłabyś mamom na początku mlecznej drogi?

 

AW: Oczytać się, być przygotowanym na to, co może się wydarzyć. Nie wpadać w panikę, gdy np. brakuje pokarmu, tylko wiedzieć, do kogo się zwrócić po pomoc. Sądzę, że kobieta powinna już w szpitalu otrzymać listę specjalistów, którzy w razie problemów z karmieniem pomogą i odpowiedzą na pytania. Myślę, że warto przed porodem samemu taką listę sobie przygotować. I nie bać się pomocy certyfikowanego doradcy laktacyjnego.

 

Co więcej? Wsparcie doświadczonej bliskiej osoby. Gdy masz problem z karmieniem, tak jak ja miałam, warto zastanowić się, czy mamy kuzynkę, koleżankę, która teraz przechodzi przez to samo, a jeszcze lepiej taką, która już karmi dziecko lub karmiła w niedalekiej przeszłości i zna sprawę „na świeżo”. Nasze mamy i babcie nie pamiętają, jak to było, a już na pewno nacisk na utrzymanie karmienia piersią był inny, albo raczej nie było go wcale.

 

 

Historia Asi Samek, mojej drogiej przyjaciółki

 

AK: Jak wyobrażałaś sobie karmienie piersią noworodka, nim zostałaś Mamą? 

 

AS: Powiem szczerze: nie wyobrażałam sobie. Tyle tylko co widziałam, jak ktoś karmił w moim najbliższym otoczeniu lub w filmach. Sama nigdy nie zagłębiałam się w ten temat i nic nie wskazywało na to, że to mógłby być jakikolwiek problem. Wszędzie wyglądało to tak prosto, pięknie, naturalnie – jak z obrazka.

 

AK: Jak przygotowywałaś się do karmienia piersią?

 

AS: Chodziłam do szkoły rodzenia – tam była doradczyni laktacyjna, która wspominała, że mogą pojawić się problemy i poleciła fajną książkę pt. „Warto karmić piersią. I co dalej?. W tej książce opisano różnorakie problemy, na jakie może napotkać mama podczas karmienia piersią. Zapchane kanaliki, bolące piersi, dziecko nie chce pić, dziecko źle jest przystawiane… naprawdę masa trudności, o których wówczas oczywiście nie wiedziałam, że mogą się przytrafić. Tu były opisane i wyjaśnione, jak można sobie – i dziecku – pomóc.

 

AK: Jakie były Twoje początki w karmieniu?

 

AS: Na szczęście w szpitalu, w którym rodziłam, pracowała właśnie ta specjalistka od laktacji z mojej szkoły rodzenia. Ona dużo pomagała mi w tych pierwszych dniach, gdy okazało się, że chyba nie mam mleka. Doradzała mi, co mogę zrobić, by to mleko się pojawiło, jak pomagać sobie laktatorem, jak pobudzić piersi, by mleko produkowały. Wszystko mi rozpisała i przyznam, że ta kartka była dla mnie bardzo cenna. Wzięłam ją do domu i systematycznie metodą 7-5-3 pobudzałam laktację. Dzięki temu zaleceniu to mleko – niewiele, ale zawsze – się pojawiało. Radość sprawiało każde 10 ml, 100 ml to już był olbrzymi sukces.

 

Problemem było nie tylko to, że tego mleka jest mało. Majka zasypiała przy karmieniu, dosłownie po minucie i przestawała to mleko ssać z piersi. Robiłam więc tak, że co trzy godziny, czyli wtedy, gdy dziecko „książkowo” powinno ssać pierś, odciągałam pokarm. I gdy córeczka zaczynała mi zasypiać przy piersi, karmiłam ją butelką, ale tym moim, odciągniętym mlekiem. Widziałam też dzięki temu ile wypije i czy jest najedzona. Odciągałam to mleko regularnie co 3 godziny, niezależnie od tego, czy był to środek dnia czy środek nocy. Laktator stał się takim moim bagażem podręcznym, wszędzie zabierałam go ze sobą. Czasem, gdy widziałam, że córeczka pije dłużej i zjada więcej, nie odciągałam już pokarmu, by dokarmić ją butelką – takie odciąganie pokarmu po karmieniu było przykre, gdy widziałam, że mam w laktatorze 15-20ml mleka.

 

W ten sposób karmiłam rok. Rok ściągania mleka co 3 godziny. Później już wyciszałam laktację, ponieważ Majka zaczęła jeść więcej stałych pokarmów, a ja chciałam wrócić do pracy. Tak przywykłam do tego półgodzinnego odciągania mleka co 3 godziny, że później nie wiedziałam, co mam robić z wolnym czasem, bez liczenia, o której musze wyjść i o której wrócić, by ściągnąć pokarm. Zapomniałam, że tak można żyć – bez ciągłego spoglądania na zegarek i laktatora w kieszeni.

 

Początki laktacji z drugą córką Martą też nie były łatwe. Choć wiedziałam, jak działać: odciągać, odciągać i odciągać! – to tego mleka po porodzie również nie było. Jeszcze w szpitalu wyciągnęłam z torby moją niezawodną kartkę rozpisaną przez doradczynię laktacyjną po pierwszym porodzie i prośba do męża: „Natychmiast przywieź mi laktator”.

 

Pamiętam, że dużo płakała, więc sądzę, że się nie najadała. Oczywiście panie pielęgniarki zachęcały do nakarmienia jej mieszanką, ale udało się jeszcze w szpitalu nieco odciągać pokarmu. Wydawało mi się, że samo przystawienie Marty do piersi nie pobudzi ich wystarczająco, więc laktator był niezastąpiony. A może już tak się przyzwyczaiłam do niego przy pierwszym dziecku? Uważałam to za normalną rzecz. Pamiętam tę pierwszą kroplę mleka w butelce. Radość była ogromna, a później próba wyciągnięcia tej kropli strzykawką, by dać dziecku ten drogocenny płyn.

 

Z czasem nauczyłyśmy się siebie i udało  mi się karmić tylko piersią bez tego całego odciągania. Niestety musiałam wrócić do pracy, gdy Marta miała pół roku. Chciałam jednak nadal karmić, dlatego dwa razy dziennie, siedząc przy biurku, towarzyszyło mi brzęczenie laktatora. Później mleko przechowywałam w biurowej lodówce.

 

AK: Kto Cię wspierał w karmieniu piersią?

 

AS: Mój mąż, który zawsze był obok, ale poza tym tylko Ty. Poznałyśmy się, gdy Majka miała 5 miesięcy. Dopingowałaś mnie, cieszyłaś, że super, że tyle miesięcy walczę o pokarm i ściągam to mleko. Od nikogo więcej z otoczenia nie usłyszałam takich słów.

 

AK: No właśnie: co mówili inni, co nie było dla Ciebie wspierające?

 

AS: „Ona się tym nie najada”, „Weź sobie daruj, daj jej mieszankę”, „Po co się tak męczysz”, „To mleko się tak rozwarstwia – to nie ma wartości„. Ale najgorsze dla mnie było, gdy miałam te 100-120 ml ściągniętego mleczka – lub mniej, nawet te 50 ml – i słyszałam: „Tylko tyle?!?„. Było mi przykro, gdy słyszałam takie słowa, a ja naprawdę o to mleko walczyłam, o każdą kroplę i nawet te 50 ml było sukcesem, dla mnie to było „aż 50 ml”, a dla kogoś z boku: „tylko tyle”. Przy czym podkreślmy, że dziecko nie było chudzinką, tylko zdrowym bobasem – więc to to było ważne – że rozwija się prawidłowo i wagę ma w granicach normy, a nie ile mleka wypija.

 

AK: Jak ostatecznie wspominasz karmienie piersią?

 

AS: Na pewno nie było to dla mnie męczące na tamten moment, choć dla kogoś patrzącego z boku rzeczywiście było to niezrozumiałe: „po co to robisz”, „dlaczego się tak męczysz'”. Ja tego tak nie odbierałam. Chciałam po prostu  moim dzieciom dać to, co najlepsze. I dla mnie to było oczywiste, że jeżeli mam to mleko i jest jakiś sposób, żeby je wydobyć, to dlaczego by tego nie zrobić? Po to jestem na urlopie macierzyńskim i na tym polega moja rola w danym momencie, w tym pierwszym roku czy dwóch dziecka, żeby skupić się na dziecku i robić wszystko, żeby dostawało to, co najlepsze, a skoro mleko jest najlepsze – nad czym się tu zastanawiać? To była moja praca.

 

AK: Co poradziłabyś mamom na początku mlecznej drogi?

 

AS: Żeby się nie porównywały do innych mam. Nie czuły się winne, że cos nie wychodzi, bo wtedy są sfrustrowane, że nie mogą, że nie chcą, a mają robić tak, jak czują. Że to, że czasem podadzą mleko modyfikowane, to nie jest koniec świata i ważne, żeby one się dobrze czuły ze sobą i swoją sytuacją. Zawsze jest jakaś presja otoczenia i pierwsze pytanie po narodzinach dziecka: „A czy karmisz piersią?”. Żeby tych wszystkich uwag po prostu nie brały do siebie, bo można zwariować, jak słyszysz, że powinnaś – tak jak ja słyszałam – karmić mieszanką. Na odwrót na pewno jest to równie frustrujące.

 

Komentarze są różne, ale ludzie z zewnątrz nie znają naszej sytuacji, naszego pomysłu na karmienie, nie są tą osobą, która karmi. Nie znają jej uczuć, tego co przeszła, tego co przeżywa i nie warto przejmować się komentarzami osób, które chcą dobrze dla dziecka, ale nie są w tej sytuacji co my.

 

Żeby robiły tak, jak czują. Jeśli ktoś chce ściągać mleko, nich ściąga, nie trzeba tego komentować. Jeśli ktoś chce dać mleko modyfikowane, bo tak czuje, bo nie czuje się na siłach, by karmić piersią, to też jest ok. Chodzi o to, by po prostu nie brać do siebie tych wszystkich ocen dookoła, bo to ty masz czuć się dobrze ze sobą i ze swoim dzieckiem.

 

Jeśli ja posłuchałabym tych „dobrych rad” i podałabym dziecku mleko modyfikowane – czego nie chciałam – nie byłoby to zgodne z tym, co czuję, ani z moim przekonaniem. Nie można nikogo zmuszać do swoich racji, bo to przyniesie tylko negatywny skutek, frustrację, rozdrażnienie, nawet depresję. Początki mogą być trudne, trzeba myśleć nie tylko o tym, co dobre dla dziecka – bo wiadomo, że dla dziecka zawsze chcemy dobrze – ale także co dobre dla nas samych.

 

I mieć tę świadomość, że karmienie piersią noworodka może nie być takie łatwe jak wygląda, jak pokazują to w filmach. Bardzo fajnie wygląda dziecko przystawione do piersi, najedzone i szczęśliwe, ale czasem mogą pojawić się problemy różnego rodzaju, których nie przewidzimy – przy czym wydaje mi się, że ja miałam najmniejsze problemy.

 

Może się zdarzyć, jak u Ciebie Agnieszko, alergia, czy jakiekolwiek inne problemy z piersią, np. wklęsła brodawka – tyle może być trudności, że człowiek sobie nie zdaje sprawy. Z tego miejsca jeszcze raz polecam wspomnianą na początku książkę, można w ramach przygotowań i w trakcie karmienia piersią do niej sięgnąć, sprawdzić, przeczytać. Są różne grupy i fora w sieci, ale dla mnie taka książka jest bardziej wiarygodnym źródłem wiedzy.

 

 

Jeśli więc chcesz przygotować się do karmieniem piersią noworodka, pamiętaj:

  1. Poproś o pomoc zaufaną doradczynię laktacyjną – jej numer zdobądź jeszcze przed narodzinami dziecka i upewnij się, gdzie przyjmuje, albo czy dojedzie do Ciebie do domu w nagłej sytuacji. Pamiętaj, że karmienie piersią z każdym dzieckiem może być inne.
  2. Zaopatrz się w fajną książkę o karmieniu piersią – osobiście bardzo polecam „Po prostu piersią” Rapley Gill, Murkett Tracey – nie musisz jej czytać od deski do deski, gdyż większość problemów nie będzie Cię dotyczyła, ale w przypadku komplikacji znajdziesz w niej szybkie i pomocne rozwiązania.
  3. Zaopatrz się w laktator lub znajdź miejsce, gdzie na wypadek problemów z ilością mleka ktoś bliski będzie mógł kupić Ci go od ręki – niech ten zakup jednak nie będzie przypadkowy. Poczytaj opinie, weź pod uwagę głośność danego urządzenia, rozmiar, czas pracy na bateriach czy sposób ładowania – być może będzie to Twój ulubiony przyjaciel nie tylko na wypadek problemów, ale też pierwszego wyjścia do kina po porodzie.
  4. Zaopatrz się w produkty do picia wspomagające laktację – ale również nie ma tu miejsca na przypadek. Po pierwszym porodzie zeszłam do szpitalnej apteki i dumna wróciłam z granulowaną herbatką dla mam karmiących, którą położna laktacyjna z oddziału kazała mi WYRZUCIĆ DO ŚMIECI.

 

 

Jak wybrać preparat wspomagający karmienie piersią?

 

Sprawdź skład!

Popularne herbatki granulowane to zwykle sam cukier i produkt mocno przetworzony. Mi osobiście położna laktacyjna poleciła Femaltiker, który dziś jest dostępny w udoskonalonej formule Femaltiker plus.  Pomijam jego pyszny smak, ale miał na mnie zbawienny wpływ na wspomaganie laktacji w okresie karmienia piersią.

 

Żywność specjalnego przeznaczenia medycznego Femaltiker plus to saszetki z proszkiem o smaku karmelowym lub czekoladowym zawierające słód jęczmienny, beta- glukan i melisę, które na 30-60 minut przed karmieniem/odciąganiem pokarmu zjesz z jogurtem lub wypijesz z ulubionym mlekiem – z uwagi na alergię moich dzieci ja piłam je z mlekiem roślinnym owsianym, orkiszowym lub ryżowym. Takie saszetki przyjmowane 2-3 razy dziennie dadzą Ci widoczne efekty już po 4-7 dniach!

 

Jak myślisz, dlaczego mówi się, że piwo pobudza laktację?

 

Właśnie ze względu na zawartość słodu jęczmiennego! Słód jęczmienny zawiera beta-glukan, składnik pobudzający laktację.

 

Dlaczego jednak warto przyswajać słód jęczmienny inaczej niż poprzez piwo?

 

Po pierwsze – przy karmieniu piersią nie pijemy alkoholu, to jasne, ale są dziś dostępne piwa 0,0%.  Ale po drugie i najważniejsze, przy wytwarzaniu piwa słód jęczmienny jest długo słodowany, a w Femaltiker plus – krótko, to wpływa na większą zawartość beta-glukanu i wartość odżywczą samego słodu.

 

Co zawiera jedna saszetka Femaltiker plus?

 

Femaltiker plus dostarcza kobiecie wspomniane na początku niezwykle cenne składniki o potencjale epigenetycznym:

 

  • Witaminę B6
  • Witaminę B12
  • Cholinę
  • FolActiv – czyli połączenie kwasu foliowego oraz jego zmetylowanej formy

 

a dodatkowo:

 

  • słód jęczmienny i beta-glukan z jęczmienia
  • melisę.

 

Witamina B6, witamina B12, cholina oraz foliany dostarczane z mlekiem matki wpływają na aktywność genów dziecka, a tym samym mają drogocenny i długofalowy wpływ na jego zdrowie i funkcjonowanie także w dorosłym życiu. Niestety przy niezbyt zbilansowanej diecie możemy mieć niedobór tych  składników, dlatego warto przyswajać je w inny sposób.

 

karmienie piersią noworodka femaltiker plus

 

Femaltiker plus to żywność specjalnego przeznaczenia medycznego o udowodnionym działaniu. Badania przeprowadzone na 128 mamach ze zdiagnozowanym rzeczywistym niedoborem pokarmu lub słabymi przyrostami wagi dziecka, które przez 14 dni 2x dziennie piły formułę femaltiker, wykazały poprawę laktacji aż w 93%! Kobiety odnotowały też dwukrotnie więcej odciągniętego mleka, a dzięki większej ilości wyprodukowanego pokarmu zwiększony – prawidłowy – przyrost masy ciała dziecka (Magdalena Nehring-Gugulska et al.  Położna Nauka i Praktyka (nr 1(29)2015) „Stymulacja laktacji z wykorzystanie słodu jęczmiennego a parametry  wzrostowe dziecka w przypadku kryzysu laktacyjnego).

 

 

Jeśli masz ochotę podzielić się z nami swoją mleczną historią – czy łatwą czy trudną – idealne miejsce znajdziesz w komentarzu do tego posta.

 

 

Post przygotowany przy wsparciu Nutropharma

Brak komentarzy
Zostaw komentarz: