W pułapce perfekcjonizmu

blog lifestylowy motywacja perfekcjonizm

Niezwykle łatwo jest wpaść w pułapkę perfekcjonizmu i stracić w życiu balans pomiędzy rodziną, domem, a pracą. Jak sobie z tym poradzić?

Własną firmę założyłam w wieku 22 lat – wygrałam wtedy konkurs na najlepszy Biznes Plan i założyłam Portal PobieramySię. Mieszkałam jeszcze wtedy w rodzinnym domu, dziennie studiowałam, a wieczorami i w weekendy dorabiałam jako barmanka. W pierwszej kolejności zrezygnowałam pracy w restauracji i swój czas dzieliłam pomiędzy studia, kurs języka angielskiego, nową firmę, chłopaka, przyjaciół i rodzinę. Żyć nie umierać. Nie miałam innych zobowiązań – nie musiałam prowadzić domu, ani opiekować się dzieckiem, nie byłam odpowiedzialna za nikogo za wyłączeniem samej siebie. Zarwane noce, praca i nauka do rana to była moja specjalność, tym bardziej, że ambicja kazała mi wykorzystać dodatkowo potencjał uczelni i zwiększyć swoje „zarobki” dzięki nauce, a to za pomocą stypendium naukowego. To chyba wtedy najintensywniej zaczęłam rozwijać w sobie swój perfekcjonizm. Wyjazd na pół roku do Paryża i praca jako au pair w prawdziwej, paryskiej rodzinie niczym z książki „Madame Chic” tylko mnie w tym umocniła.

Po latach stwierdzam, że łatwo jest być perfekcjonistą, jeśli konsekwencje tego ponosisz tylko Ty. Zarwane noce, podkrążone oczy, stres wydają się być nieodłącznym elementem życia młodego człowieka. Problem zaczyna się, gdy pojawiają się w naszym życiu osoby, za które jesteśmy odpowiedzialni: partner, mąż, dziecko, a może rodzic, którego chcemy lub musimy wspierać. Wtedy nasz perfekcjonizm zaczyna nas ograniczać.

Zwykle szybko okazuje się, że dłużej tak się nie da. Że jeśli chcemy wykonywać wszystko to co do tej pory i to na takim samym poziomie jak do tej pory, prędzej czy później jakąś strefę naszego życia po prostu zawalamy. Doba się nie rozciągnie, a sił nam zwykle nie przybywa.

Jakie są więc rozwiązania?

1. Rezygnacja z jakości – czyli robimy dalej to samo, ale niestety obniżamy jakość wszystkiego lub wielu rzeczy.

2. Rezygnacja z ilości – czyli dalej stawiamy na najwyższą jakość, ale rezygnujemy z części zadań/zajęć.

3. Rezygnacja z jakości i z ilości – a więc ustalenie priorytetów, na podstawie których możemy określić dziedziny, w których rezygnujemy z jakości oraz te, w których rezygnujemy z ilości.

Nie da się ukryć – bardzo często, gdy w naszym życiu pojawia się rodzina, a tym bardziej dziecko, gdy pracujemy na etacie i chcemy rozwijać własną firmę, gdy chcemy iść na studia czy oddać się nowemu hobby, a wszystko to chcemy robić perfekcyjnie, prędzej czy później zweryfikować nasze dotychczasowe podejście do świata i ustalić nowe priorytety.

Osobiście, gdy urodziłam dziecko i wróciłam do pracy odpowiedziałam sobie na kilka pytań:

Jeśli w ciągu dnia do wyłącznej dyspozycji męża i dziecka mam 4 godziny to co chcę przez ten czas robić? Gotować obiad, sprzątać, odkurzać, utrzymywać dom w nieskazitelnym porządku czy bawić się, śmiać i spacerować? W weekend fruwać na szmacie czy pojechać na weekend za miasto, a dom ogarnąć jak Miki pójdzie spać?

Jeśli w ciągu dnia do wyłącznej dyspozycji pracy w biurze mam 8 godzin to czy chcę dalej wszystko robić sama? Czy skupić się na tym, co pcha firmę do przodu?

Czy na co dzień wolę dzielić mój wolny czas na osoby, w towarzystwie których czuję, że nie mogę być sobą, czy skupić się na tych, przy których czuję się na swoim miejscu?

Jeśli wpadniesz do mnie na niezapowiedzianą kawę nie spodziewaj się ciasta w piekarniku i wypucowanych kątów, gdyż większość czasu, który kiedyś przeznaczałam na dom przeznaczam dzisiaj na rodzinę i na bloga. I wiesz co? Uwielbiam ten mój domowy nieperfekcjonizm, bo przypomina mi o tym, że mam ciekawsze rzeczy do robienia. Na przykład przeczytać Twój komentarz do tego posta i odpowiedzieć na niego 🙂

19 komentarzy
Zostaw komentarz:

dwa × 3 =

  • Ania
    Odpowiedz
    12.05.2016

    Juz od bardzo dawna nie wchodziłam na Twojego bloga Agnieszko…. nie dlatego, że zapomniałam o Tobie, tylko po prostu brakuje czasu. I o ile miałam go troszeczkę więcej kiedy mój 2- letni synek, był na tyle samodzielny, że mogłam pozwolić sobie na wygospodarowanie czasu na swoje potrzeby, o tyle teraz kiedy urodziła nam się córeczka- nie mam go w ogóle:) w dosłownym tego słowa znaczeniu:) Przy 2 malutkich dzieciach naprawdę jest co robić. Ciągłe pranie, gotowanie, sprzątanie, prasowanie, karmienie, przewijanie…. i tak na okrągło. … Do tego kończenie budowy, wreszcie przeprowadzka… Mało nie zwariowałam…. tysiąc spraw na głowie, a doba ma tylko24 godziny. Byłam perfekcjonistką, lubię ład , porządek i harmonię. Byłam- bo przestałam to wszystko ogarniać. Można śmiało to wszytsko porównać do syzyfowej pracy, bo ogarnięcie tego wszystkiego posprzątanie całego domu wieczorem przestało być dla mnie priorytetem kiedy już następnego dnia od ranka wracał bałagan, porozrzucane zabawki, kolejne pranie, sterta naczyń….Któregoś dnia usiadłam i powiedziałam, że nie będę się tym aż tak przejmować. Spojrzałam na swoje dzieci i stwierdziłam, że zamiast być perfekcyjną Panią domu pójdę z dziećmi na spacer, a obiad zjem na mieście. Tego dnia przestała być dla mnie ważna czysta podłoga, wyprasowane pranie. Moje dzieci w przyszłości z pewnością nie bedą pamiętały czy w domu lśniło tylko czy dostały wystarczająco dużo czasu, uwagi i miłości od swojej matki. To się dla mnie teraz liczy. Zycie jest takie krótkie a nie da się mieć idealnego domu bedąc równocześnie idealną mamą .Jestem tu i piszę bo moje dzieci już spią i mam kilka minut „wolnego”, kilka bo spać mi sie chce niemiłosiernie ale jak zobaczyłam ten post o perfekcjoniźmie nie mogłam nie napisać:) Każda kobieta, która została zoną, matką, prowadzi dom na pewno rozumie doskonale to o czym napisałaś Agnieszko. Wiedziałam że urodzenie dziecka zmienia wiele, wywraca nasze życie o 360 stopni, że nic już nigdy nie będzie takie samo, ale urodzenie kolejnego zmienia jeszcze więcej :)) Nie wiem już co to perfekcjonizm, teraz ma coś co w życiu jest naprawdę ważne- RODZINĘ, dzieci, które są dla mnie wszystkim, ich uśmiech i miłość to najpiękniejsze co mogło mnie spotkac:)

    • 16.10.2016

      Oh Aniu, czuję absolutnie bratnią duszę <3 Wiesz, że ostatnio dokładnie tak samo nazwałam to szaleństwo? "Syzyfowa praca". Uwielbiam mieć idealny porządek, ale jego cena jest zbyt wysoka. Każdego dnia uczę się akceptować zgoła inny stan naszego domu i nie czuć z tego powodu wyrzutów sumienia, bo tak jak mówisz – nasze dzieci nie będą dobrze wspominały idealnego porządku, jeśli zabraknie im naszego czasu. Z mojego dzieciństwa okropnie wspominam odkurzanie – dla mnie to był absolutnie stracony czas, który Mama mogła przecież poświęcić mi. I podobnie jak Ty – urodzenie dziecka jest dla nas niewyobrażalną zmianą, marzymy o drugim dziecku, ale wolę nie wyobrażać sobie tego jak ciężko będzie, w marzeniach widzę nas roześmianych w samochodzie i śpiewających piosenki. Rozsądek podpowiada, że potwornie zmęczonych, ale życie jest za krótkie,aby się wysypiać 😉

  • Ita
    Odpowiedz
    30.04.2016

    idealny post, idealnie dla mnie! od zawsze stawiałam sobie poprzeczki, nigdy nie potrafiłam skupić się na jednej rzeczy, zawsze robiłam kilka i z każdej rozliczałam siebie w bardzo surowy sposób. Na szczęście zamknęłam temat studiów, mam je nareszcie za sobą, ale pozostały dwa etaty w pracy, do tego remont domu, gdzie robimy wszystko od podstaw, każdej rzeczy musimy dopilnować, większość z resztą robimy sami i wiesz co mi w tym wszystkim przeszkadza najbardziej? że dla znajomych mam mało czasu, że za każdą chwilę spędzoną nie na tym co trzeba, mam wyrzuty sumienia. A życie jest takie krótkie, przelatuje przez palce….

    • 09.05.2016

      Zgadzam się z Tobą… szczególnie w taki dzień jak dziś, gdy znów zaplanowała sobie zbyt wiele i znów nie wszystko udało się wykonać, a ja zamiast cieszyć się z tego co zrobiłam znów złapałam się na marudzeniu na to, że nie jest idealnie… cieszę się, że umiem coraz lepiej wyłapywać takie rzeczy i właśnie pozwolić sobie odpuścić robieniu wszystkiego i skupieniu się na tym co na prawdę ważne…

    • Ita
      09.05.2016

      Przybijam piątkę! Dziś znów jestem w pułapce. Mimo, iż wstałam o 5, żeby posprzątać mieszkanie, to nie zdążyłam zrobić najważniejszego punktu ze swojego plannera, nie dokończyłam projektu, znów złoszczę się na samą siebie, ale czy na pewno potrzebnie? Skoro od kiedy przyszłam z pracy, zrobiłam obiad i usiadłam do obliczeń. Cóż brakuje mi kilku godzin w dobie, a że jestem śpiochem i lubię spać ok. 7 h to uciekam do spania! Dobrej nocki ; *

    • 09.05.2016

      Oj tak… ja się śmieję, żeby zatrzymać świat tak na tydzień, wtedy ja będę sobie pracowała i za tydzień wyrobię się ze wszystkim, i oczywiście się wyśpię 🙂

    • Ita
      09.05.2016

      bardzo dobry pomysł, tylko poproszę taki miesiąc na pracę i tydzień na odpoczynek i dopiero potem niech ziemia znów zacznie się kręcić ; )))

  • 29.04.2016

    A ja ciagle walcze z moim perfekcjonizmem. Będąc mamą na emigracji do mich „obowiązków ” dołączyła nauka jezyka niemieckiego i oczywiscie nie moze byc tak, że mowie cos źle, ale przez moja upartosc w byciu perfekt albo nie oddzywam sie wcale, albo zameczam się w domu tym ze nie bylo idealnie :-(. Potrzebuje jeszcze dojsc do tego mądrego podejścia, ktore masz Ty. Pozdrawiam ☺

    • 09.05.2016

      Oh nauka języków „w naszym wieku” to na prawdę sztuka, sama mieszkałam pół roku w Paryżu i jak tylko mogłam mówiłam po angielsku, aby tylko nie popełniać błędów. blokadę miałam na maksa… dlatego gratuluję Ci samozaparcia i życzę sukcesów w odpuszczaniu samej sobie 🙂

  • 15.04.2016

    po 13 latach ślęczenia w pracy właśnie zrobiłam sobie kilkumiesięczną przerwę, i ufff jak mi z tym dobrze 🙂

    • 19.04.2016

      Wow! Rewelacja, gratuluję 🙂 nigdy nie miałam takiego doświadczenia, zazdroszczę 🙂

  • Monika
    Odpowiedz
    14.04.2016

    Czyli nie jestem sama

    • 14.04.2016

      Spokojnie, ja sobie sama „piorę mózg” za każdym razem, gdy wkurza mnie nieposkładane pranie czy nierozpakowana zmywarka, powtarzam sobie w kółko, że to nic złego, bo ja na prawdę robię wiele, jestem szczęśliwa i nie pozwolę tego szczęścia psuć kilku kubkom 🙂 zadaję sobie też pytanie czy za kilka lat będę lepiej wspominała wytarty do sucha o każdej porze dnia i nocy zlew czy zabawy na podłodze z brudnym kubkiem w tle 😉 a więc kochana – wszystko w Twoich rękach, autoterapię możesz zrobić sobie sama 🙂

    • Monika
      14.04.2016

      Podoba mi się ta filozofia coraz bardziej

    • 14.04.2016

      mmm mam nadzieję, że spacer był cudny 🙂 takie chwile na prawdę zostają w nas i w dzieciach, a pranie? to syzyfowa praca, najpóźniej za tydzień trzeba zrobić kolejne, więc zamiast robić pranie perfekcyjnie (choć kusi mnie wieszanie sparowanych skarpetek obok siebie idealnie naciągniętych i na klamerkach w tym samym kolorze) uczę się robić je po prostu wystarczająco dobrze 😉

  • Marta Kusa
    Odpowiedz
    14.04.2016

    Mając czteromiesięczną córcię w domu też stwierdziłam, że nie da się być perfekcjonistką, bo choć nie wiem jakbym się starała to i tak zawsze znajdzie się coś, co perfekcyjne nie będzie 😉

    • 14.04.2016

      pamiętam, jak miesiąc po porodzie zamiast się wyspać gdy Miki spał ja szorowałam na 2 drzemki łazienkę do błysku i wysyłałam mężowi zdjęcia mmsem jaka toja jestem bogini czystości 😉 dziś jak ogarnę raz w tygodniu to jestem zadowolona 😉

  • Magdalena Bronk
    Odpowiedz
    13.04.2016

    Jesteś po prostu genialna! Podtrzymałaś mnie na duchu 🙂 Chociaż ja nie mam tylu obowiązków na głowie, to cały czas się bije z myślami jak ja znajdę czas po urodzeniu dziecka na mój perfekcyjny domek, czy nowe wyzwania – i problem się rozwiązał 🙂 Pozdrowienia dla Was kochani!! :*

    • 13.04.2016

      Oj tak, ja też się strasznie martwiłam, normalnie gości do domu nie chciałam wpuszczać jak Mikuś był malutki, bo ciągle było mi mało porządku i zamiast cieszyć się z gości wstydziłam się, bo wydawało mi się, że niepomyte naczynia to oznaka mojej klęski… dzisiaj potrafię się do nich nawet uśmiechnąć 😉