5 produktów, których nie znajdziesz w diecie mojego dziecka

zdrowe żywienie dziecka

Dach nad głową, pełny brzuszek i zadowoleni rodzice to chyba wszystko, co dziecku do szczęścia potrzebne. Warto jednak zwrócić uwagę na to, co dostaje się do brzuszków osób, które kochamy najbardziej na świecie. Odżywianie i nawyki żywieniowe kształtowane od pierwszych lat życia z pewnością będą miały ogromny wpływ na to kim i jakie będą nasze dzieci.

To dlatego w diecie mojego dziecka świadomie nie umieszczam następujących produktów:

Cukier

Cukry naturalnie występują w pożywieniu – i bardzo dobrze, gdyż są nam bardzo potrzebne. Znajdziemy je w owocach, warzywach w mleku. Pisząc w nagłówku “cukier” mam na myśli ten spożywczy – rafinowany, uzyskiwany głównie z buraków lub trzciny cukrowej – w praktyce sama sacharoza – w tej postaci absolutnie zbędny w diecie człowieka, szczególnie dziecka. Spożywany w namiarze cukier prowadzi do zwiększonego ryzyka chorób serca, otyłości, nowotworów, nadmiernego pobudzenia, a co najgorsze – uzależnia. Znajdziesz go niemal wszędzie, a na pewno w 99% jogurtów, płatków śniadaniowych, soków, napojów, dżemów czy keczupie i majonezie, o słodyczach nie wspominając.

Jeśli nie chcesz rezygnować z cukru w Waszej rodzinie, a chcesz dokonywać zdrowszych wyborów zastąp cukier rafinowany cukrem nierafinowanym lub miodem, stewią, fruktozą czy naturalnymi syropami – na przykład z agawy.

W diecie mojego dziecka analogicznie do cukru nie znajdziesz także syropu glukozowo-frktozowego, czyli żadnego produktu, który go zawiera. To spożywczy wróg numer jeden zdrowego dziecka. Nie pojmuję czemu pakują go wszędzie, także do większości (jeśli nie do wszystkich) syropków dla dzieci. Wiem, że jest bardzo tani w produkcji, ale czy tylko to się liczy? Jest tyle zdrowych składników, które również polepszą smak lekarstwa. Osobiście ciasteczka i kaszkę dla dziecka słodzę owocami. Zwykły “cukier” na prawdę nie jest mu potrzebny. A co więcej – skoro moje dziecko nie je cukru, nie jest przyzwyczajone do jego smaku i poziom słodkości jaki dają owoce jest dla niego w zupełności wystarczający.

Parówki

Do dnia dzisiejszego nie udało mi się znaleźć parówki wartej podania dziecku. Więc nie podaję, a jak muszę, zjem w sekrecie. Zastępujemy je pieczonym w domu pasztetem, na widok którego dziecko piszczy z radości.

Soki

I nie chodzi mi o soki wyciskane, tylko o 99% “soków” dostępnych na naszych półkach – prawie wszystkie te w kartonie, ale coraz częściej i w butelce, które zawierają cukier i są wyprodukowane z zagęszczonego soku lub syropu, wysokoprzetworzone. Na co dzień podaję przede wszystkim wodę, czasami herbatki i zioła. W temacie soków planuję zainwestować w wyciskarkę, która powolnym ruchem ślimakowym wyciśnie dla nas z warzyw i owoców to co najlepsze. I dorzucimy to do kaszki orkiszowej na śniadanie lub zamrozimy na pyszne, letnie lody.

Często także pytacie mnie jak ja to robię, że moje dziecko pije wodę i to dużo wody. Po prostu oprócz wody, herbatki i ziół nie zna niczego innego, stąd to uwielbia. Jak już pisałam – cukier uzależnia i nic dziwnego, że dziecko przyzwyczajone do soków odmawia picia wody.

Ryby

Pewnie jesteś w szoku.

Ryby hodowlane odrzuciłam z diety dziecka z uwagi na to, że nie wiem w jakich warunkach były hodowane, czym karmione, jaką ilość antybiotyków otrzymywały. Ryby dzikie odrzuciłam z uwagi na to, że podczas mrożenia często pokrywa się je “glazurą” zawierającą nie tylko wodę, ale i chemię spożywczą. Mieszkamy nad morzem więc moglibyśmy postarać się dla dziecka o świeże ryby, ale wciąż czytam o tym, że stężenie metali ciężkich w rybach z naszego morza jest tak wysokie, że nie chcę ryzykować. Zamiast tego podaję dziecku codziennie zdrowe, nierafinowane oleje: kokosowy, słonecznikowy czy lniany, a także kwasy omega.

A przy okazji zdradzę Ci sekret, jak rozpoznać czy ryba na prawdę jest świeża? Po wrzuceniu ryby do wody nieświeża ryba będzie unosić się na wodzie, a świeża opadnie na dno – niesamowite, prawda? Obstawiałabym, że jest zupełnie odwrotnie!

Wędliny

Rozumiem przez to starania o eliminację z żywności przeznaczonej dla dziecka tej przetworzonej. Aromatów, barwników, konserwantów czy glutaminianu sodu… i całej reszty która opisywana jest jako benzoesan sodu, siarczyny, azotyny czy dwutlenek siarki. Żaden produkt, który ma je w składzie nie ląduje na talerzu naszego dziecka. Czyli niestety wędliny również nie. Zamiast tego serwujemy pieczone mięsa i pasztety.

Moja najlepsza rada: zawsze czytaj składy.

Kupuj świadomie. Wiedz co podajesz. Nawet, jeśli zdecydujesz się wyeliminować z diety inne składniki niż my, bądź świadoma. Twoje Dziecko pewnie jeszcze nie potrafi czytać, a na pewno analizować składów żywności. Nie przejmuj się, jeśli dzisiaj Wasza dieta jest pełna produktów wyżej wymienionych, a Ty chcesz to zmienić- im szybciej zaczniesz, tym łatwiej będzie wyrobić w dzieciach zdrowe nawyki.

Pewnie wiele z Was powie, że nie uchronię dziecka przed żadnym z wymienionych powyżej produktów i ma świętą rację – ale im dłużej to robimy, tym większą szansę na zdrowie dajemy naszym dzieciom.

Jeśli jesteś zagubiona w gąszczu tych wszystkich składników, nie wiesz jak czytać etykiety, co warto kupować i co powinno lądować na talerzu Twojego dziecka (a najlepiej i Twoim) – koniecznie zainwestuj niecałe 25 złotych w książkę “Zamień chemię na jedzenie“. Ja ciągle z niej korzystam.

O czym pomyślałam na koniec? Że warto również przestać się usprawiedliwiać i wszystkie powyższe zasady zastosować także dla siebie. Trzymam za siebie kciuki! Za Was też! Bo warto się zmieniać.

A jak wygląda dieta Waszych dzieci? Chcielibyście coś zmienić?

PS Dziękuję Beti 🙂

19 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • pozytywy.eu
    Odpowiedz
    8 maja 2016

    Zgadzam się w absolutnie 100%.
    Sama nie mam dzieci, ale jak już się dorobię to też będę karmiła (a raczej nie) w taki sposób. U mnie w domu była tylko woda, dzisiaj, jako dwudziestolatka nie cierpię smaku coca coli. Nie słodzę też herbaty i kawy a znam ludzi, którzy bez 2 łyżeczek nie wypiją.
    Najśmieszniej jest dla mnie jak widzę rodziców, którzy np. myją dziecko tylko pod pachami i na sikawce bo “chemia w mydle”, “alergie” i “wysusza skórę”, ale dają parówki z tekstem “o, 90% mięsa z szynki”.
    Bardzo, bardzo dobre podejście i świetny post, pozdrawiam.

    • 8 maja 2016

      Dziękuję Ci za Twoje słowa. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że coraz więcej osób dba o to co je, czym karmi dziecko, dzięki temu jest szansa, że producenci zaczną bardziej dbać i to co nam sprzedają. A to wszystkim wyjdzie na dobre 🙂

  • Bocianowa
    Odpowiedz
    9 maja 2016

    Staram się zawsze czytać skład tego co jem, mimo to często zdarza mi się kupić coś “śmieciowego”. W większości – słodycze, jestem od nich uzależniona, niestety. Wiem, że słodkości mogłabym zrobić sobie sama, bez zbędnej chemii, ale co tu dużo mówić, jestem leniwa… Natomiast bardzo zwracam uwagę na to, co je nasza córcia. Z uwagi na jej wiek narazie mam jeszcze nad tym kontrolę. Ale jak wiadomo, przykład idzie z góry, więc w końcu będę musiała być bardziej zdecydowana i stanowcza wobec siebie 🙂

    • 10 maja 2016

      Oh tak dokładnie! U nas jest etap jedzenia tego samego co rodzice i póki co jeszcze udaje mi się często dać zamiennik tego co jem ja, gdyż na przykład danie nie jest odpowiednie dla wieku malucha, ale jest coraz trudniej, więc jeszcze bardziej dbam o nasze menu. Cukru nie używamy w domu w ogóle, słodyczy nie kupujemy (ale czasami dostajemy 😉 ), więc dzięki dziecku coraz lepiej dbamy także o siebie, więc wszystko jest na plus 🙂

  • MałaMii
    Odpowiedz
    10 maja 2016

    Świetny post! Popieram takie racjonalne żywienie! Ja co prawda potomstwa nie mam, ale obserwuję jak moja dobra znajoma karmi swoje dziecko. Młody od urodzenia jest na sztucznym mleku (bo tak wygodniej), zupkach i deserkach ze słoiczków, jogurtach, słodkich bułeczkach i ciasteczkach. A to wszystko okraszone jest wiecznym narzekanie że dziecko ma problemy ze skórą (podobno łzs) i wysypkami (podobno uczulenie na marchewkę – ale tylko tą w słoiczku). Co gorsza, Młody nie skończył jeszcze 2 lat, a już ma problemy ze zdrowiem.

    • 10 maja 2016

      Oh niestety, ale jesteśmy tym co jemy. Mleko w jogurtach bardzo często jest fatalnej jakości, z ogromem dodatków, mleka w proszku i zwykłej chemii… a nie wiedzieć czemu szczególnie produkty dla dzieci mają bardzo długie składy i co robią tam cukier (sacharoza) i syrop glukozowo-fruktozowy, zazwyczaj występujące o zgrozo w duecie. Do tego skrobia modyfikowana, aromaty, barwniki, białka mleka – przecież robiąc twarożek w domu tego byśmy świadomie dziecku nie dodawali! Ale niestety ogromna część z nas zamiast czytać etykiety ufa reklamom i napisom “dla dzieci”. Mam jednak głęboką nadzieję, że to się zmieni i coraz więcej ludzi będzie chciało wiedzieć, sprawdzić, a nie brać w ciemno.

  • jagoda
    Odpowiedz
    10 maja 2016

    a ja uważam, że to już nawet nie lekka, a ostra przeginka. Dojdzie do tego, że ci się dzieciak w przedszkolu/żłobku/szkole schowa i zje w sekrecie tego batona czy wypije soczek. Dzieci powinny jeść wszystko, słodycze też, tylko w bardzo małych ilościach. Przegięcie z żadną stronę nie jest dobre.

    • 10 maja 2016

      Nieststy zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Moje dziecko ma dopiero 1,5 roku i na tym etapie żadne słodycze nie są mu do szczęścia potrzebne. On widzi jak inne dzieci je jedzą, ale ma swoje zdrowe przekąski. Ja mam swiadomość, że całe życie nie będzie unikał słodkości, ale im dłużej tym zdrowiej. Piekę mu sama ciasteczka z owocami, które naturalnie są bardzo słodkie, nie widzę żadnego powodu, aby dziecko jadło to co znajduje się w popularnych batonikach w wieku 1,5 roku. Konserwanty, utwardzacze i masa związków chemicznych, które nie są w ogóle zdrowe ani wartościowe. Jeść bo inni jedzą? Bez sensu. A sok robimy sami i podajemy z kaszką, taki kupmy w ogóle mu nie smakuje. On nie ma potrzeby jedzenia tych rzeczy bo nigdy ich nie jadł. Tak jak ja nigdy nie jadłam kawioru i w ogóle mnie do niego nie ciągnie, bo nie znam jego smaku.

  • 16 sierpnia 2016

    Czytałam „Zamień chemię na jedzenie“ ponad rok temu i chyba pora ją sobie odświeżyć. Jedną z rzeczy, która mnie wtedy mocno zaskoczyła, było właśnie dodawanie mleka w proszku do jogurtów. Potem przeglądałam dokładnie półki w sklepie i naprawdę trudno było znaleźć jogurt naturalny bez niego, a jak już był, to odpowiednio droższy. A Wy zrezygnowaliście z jogurtów w ogóle czy robicie własne?
    Jeśli chodzi o wyciskarkę ślimakową, to zdecydowanie polecam. Dostaliśmy na prezent na Boże Narodzenie firmy Oscar i jest to jeden z bardziej udanych prezentów. Soki ze sklepu już nam nie smakują :-), a i masło orzechowe wychodzi super!

    • 17 sierpnia 2016

      Oj tak, tę książkę trzeba sobie odświeżać.
      Jogurtów w naszej rodzinie jemy bardzo niewiele staramy się kupować tylko te bez mleka w proszku – mam jedną sprawdzoną markę i staram się jej trzymać. Wyciskarkę ma nasza Mama i pożyczamy 🙂 soku z pokrzyw nie da się inaczej wycisnąć 😉 a soki ze sklepu? jakie soki? 😉 mój Synek nigdy jeszcze takiego soku nie pił – raz próbowałam mu dać marchewkowy to był bardzo niezadowolony 🙂

  • Aga
    Odpowiedz
    13 października 2016

    Moja córka ma 8,5 miesiąca i mam takie samo zdanie na temat tego co jej podawać do jedzenia. Słyszę czasem, że dziecko powinno jeść wszystko i się przyzwyczajać do tego chemicznego świata. Tylko po co szkodzić tak małemu dziecku ? Wystarczy trochę ruszyć głową, bo zdrowe jedzenie nie jest ani takie drogie ani takie trudno dostępne. Ja z zasady nie kupuję prawie niczego co ma napisane, że jest specjalnie dla dzieci. zawsze się okazuje, że jakość jest gorsza niż dla dorosłych (mnóstwo cukru!). Często odwiedzam sklepy eko, a w supermarketach zaglądam na najniższe i najwyższe półki. Zmotywowałam moją mamę która ma kawałek ogrodu aby założyła uprawy warzyw, poza tym szukam wiarygodnych rolników. Ciężko było np. zdobyć jabłka niepryskane, czy raczej bardzo mało pryskane ale się udało. Okazało się też, że np. brokuły w tym roku były pryskane raz w tygodniu ze względu na jakiegoś szkodnika, więc u nas tylko ze słoiczka (moja córa bardzo lubi). A jogurty z mężem pochłaniamy hurtowo (córeczka jeszcze nie próbowała), ale z koziego mleka i wyłącznie własnej produkcji – to jest bardzo łatwe (bakterie kupuję w necie). Słodzę wyłącznie owocami – np. banan, sok z winogron (winogrona z działki, pryskane tylko wywarem z pokrzyw) albo suszonymi naturalnie daktylami. I tak sobie radzimy. Pozdro 🙂

    • 14 października 2016

      Aguś, nawet nie wiesz jak moje serce raduje się czytając takie słowa! Również słyszałam o hartowaniu chemicznym dziecka, ale jeśli mam wybór nie wyobrażam sobie i nie chcę. Nie widzę powodu, aby faszerować Maluszka chemią czy GMO, ani cukrem, który wydaje się taki niewinny, przecież dzieci i słodycze to duet idealny! Cudownie, że udało się Mamci założyć ogródek, zazdraszczam ogromnie! Moja jest stałym bywalcem eko giełd i wyszukuje dla nas same skarby, które potem jeszcze poddaje detoksykacji w ciemnym garnku w wodzie z solą niejodowaną. Na chemię Dziecko ma czas – nie oszukujmy się – i tak jej nie uniknie!

  • Hs Karolina
    Odpowiedz
    14 listopada 2016

    wow w koncu ktos kto widzi swiat moimi i mojego meza oczami 😉 super!

    • 14 listopada 2016

      Nawet nie wiecie jak się cieszymy 🙂 witajcie w klubie kochani 🙂

      • Hs Karolina
        Odpowiedz
        15 listopada 2016

        Pani Agnieszko ma Pani piękna pakowna torbę do wozka ta szara co to za torba ???:)dokładnie takiej potrzebuje na wyjazd a te co kupilam do niczego sie nie nadają 🙁

        • 15 listopada 2016

          To torba firmy Lassig – jest absolutne cudowna, kupiłam ją w TK Maxx za niecałe 150 zł 🙂
          Nie wiem czy uda się jeszcze taką dostać, ale ta marka ma absolutnie cudowne torby 🙂 są bardzo pojemne, z dodatkowymi akcesoriami, tysiącem kieszonek, w tym jedną idealnie zaprojektowaną dla rodziców, jest fantastycznie mocowana do wózka i w ogóle same och i ach 🙂

  • Zuzanna Malinowska
    Odpowiedz
    20 czerwca 2017

    Coraz więcej osób zwraca większą uwagę na to co spożywa i podaje dzieciom. Cieszy mnie to bardzo 😀 Jakiś czas temu czytałam książkę “Zatrzymać dzień”, która właśnie nawiązuje do tego tematu. Daje pozytywnego, życiowego kopniaka:-D Trudno się od niej oderwać. Serdecznie polecam

  • 19 lutego 2019

    Wyeliminowanie cukru z diety dziecka odbierana jest przez wiele osób jako fanaberia – a w rzeczywistości to obowiązek każdego świadomego rodzica. Dziecku naprawdę nie stanie się krzywda, jeśli zamiast słodyczy będziemy podawać mu równie smaczne, ale bardzo zdrowe przekąski. Bo przecież zdrowie naszego dziecka powinno być dla nas najważniejsze – a cukier sieje spustoszenie w organizmie, a dzieci zajadające się słodyczami prawdopodobnie całe życie pozostaną przy cukrowym nałogu.

  • 21 lutego 2019

    Bardzo dobra uwaga – zawsze czytaj składy! Pracując jako dietetyk kliniczny bardzo często uczulam na to moich pacjentów. Wybór w sklepach jest naprawdę ogromny. Dlatego jeśli nie będziemy czytać składu to do naszego koszyka mogą trafić produkty, które tylko pozornie są zdrowe ;(