Polki mówią o… Wizyta w Pytanie na Śniadanie

Przez 2 lata poruszyłam ten najtrudniejszy temat tylko raz. Po tych dwóch latach odwagi dodała mi jedna z Was, która gdy umówiłyśmy się na spotkanie, powiedziała mi, że nasza historia dodawała jej sił w najtrudniejszych chwilach.

 

Wiem od Was, że rozmowa o utracie Dziecka z drugą osobą, która ma takie doświadczenia, pomaga Wam choć na moment poczuć się mniej samotnie.

 

Gdy otrzymałam propozycję wystąpienia w „Pytaniu na Śniadanie” w tym jakże intymnym, ale tak bardzo ważnym temacie, musiałam się zastanowić, a po rozmowie z mężem powiedziałam, że „powinnam dać radę„. Dlaczego?

 

Nie ma tygodnia, abym nie otrzymała chociaż jednej wiadomości od Osieroconej Mamy, w której obdarza mnie zaufaniem, opowiadając o często najtrudniejszym przeżyciu, jakiego doświadczyła i pytając, „czy będę jeszcze kiedyś szczęśliwa?”, „czy jeszcze będę normalnie żyć?”, „czy to przeraźliwe uczucie minie?”.  Pisze właśnie do mnie, gdyż choć zupełnie się nie znamy, wydaję się być najbliższą Jej osobą… Niemożliwe?

 

Rozumiem to doskonale. Gdybym miała określić uczucie, jakie towarzyszyło mi po stracie Dziecka jednym słowem, powiedziałabym:   S A M O T N O Ś Ć.

 

Otchłań rozpaczy byłaby druga.

 

Dlaczego o śmierci dziecka, o poronieniu mówimy tak rzadko?

Czy poronienie to wstyd?

 

Osobiście myślę, że po pierwsze dlatego, że jest to szalenie intymne i osobiste przeżycie.

 

Po drugie dlatego, że mówiąc o naszym poronieniu, narażamy się na bolesne komentarze, nieudolne próby pocieszeń bez zastanowienia i „dobre rady”, które czynią więcej złego niż dobrego. Na kolejne słowa, które znów rozbiją nasze serce na milion kawałków, a które nieudolnie staramy się zebrać w całość, bo słysząc znów, że „przecież to nie było jeszcze dziecko” albo „na pewno będziesz miała jeszcze dzieci”  lub „pewnie byłoby chore” czy „lepiej wcześniej niż później”, rozpadamy się znów w drobny mak i znów nie możemy podnieść. Osierocone Mamy często są tak zrozpaczone, że pragną śmierci.

 

Po trzecie, wiele Mam po stracie ma w sobie choć odrobinę poczucia winy. Może za dużo pracowałam? Może źle jadłam i nie brałam witamin? Za późno dowiedziałam się o ciąży? Nie ucieszyłam się z niej, więc los mnie ukarał?

 

Po czwarte, poczucie, że zawiodłam. Zawiodłam swoje Dziecko, swojego męża i… samą siebie.

 

Gdy dziś kilkanaście razy powiedziałam „poroniłam„, doszłam do wniosku, jak okropne jest to słowo. Gdy umiera nasz mąż, mówimy, że mąż nam zmarł. A gdy umiera nam dziecko w okresie ciąży, mówimy „poroniłam”, jakby był w tym jakiś nasz czynny udział, jakiś związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy nami, a śmiercią dziecka. Zdałam sobie dziś sprawę, że nie znosiłam tak mówić o sobie, właśnie przez to okropne słowo.

 

W większości przypadków żadna z nas nie miała wpływu na to, co się stało, nie zawiniła w najmniejszym stopniu.  

 

Dziecko się poroniło” to określenie, które dzisiaj wymyśliłam, dużo bliższe prawdy. U mnie na przykład winna była moja choroba, o której nie miałam pojęcia, gdyż ujawniła się dopiero w ciąży, a została wykryta dopiero po drugiej straconej ciąży, gdy do nieba zdążyło pójść troje naszych dzieci.

 

Chciałabym dziś choć w drobnym stopniu przyczynić się do oswojenia nas wszystkich z tym trudnym tematem. Dlatego przyjęłam zaproszenie do programu i powiedziałam odrobinę naszej historii, aby dodać siły i przytulić do serca każdą Osieroconą Mamę.

 

Film z naszą rozmową możesz zobaczyć tutaj.

 

Przypomniałam sobie też niezwykłe słowa z książki „Przerwane oczekiwanie”, o której pisałam właśnie po dwóch latach od straty pierwszego Dziecka:

 

„Mijają tygodnie, mijają miesiące. Ból się zmienia. Każdej godziny, każdego dnia, nie zdając sobie z tego sprawy, doświadczamy transformacji bólu, który każdego dnia jest inny. Ale my też jesteśmy innymi ludźmi niż byliśmy, ponieważ ból nas kształtuje, wystawia nas na próbę, ale jednocześnie pozwala na odkryć i wypracować nowe i często niespodziewane zasoby. Innymi słowy sprawia, że stajemy się lepsi.

Być może to własnie taki dar matki dostają od swoich szczególnych dzieci. Być może dlatego szczególne dzieci mają szczególne mamy…”

 

A Ty jak myślisz, czy poronienie to wstyd? Temat nie do rozmowy? Czy tak naturalny i nierozerwalny element naszego życia, że trzeba o tym mówić?

 

Chcesz być ze mną na bieżąco?

 

Dołącz do mnie na Instagramie i Facebooku – codzienna dawka pozytywnych fluidów gwarantowana!

Subscribe
Powiadom o
guest
21 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments