Tygodniowe odosobnienie – czego się o sobie dowiedziałam?

odosobnienie Agnieszka Kudela

O tym, że rzeczy materialne szczęścia nie dają, albo dają je, ale na krótko i następnie podnoszą poprzeczkę szczęścia wyżej, wiedziałam już dawno, ale przez te 6 dni poczułam ogromnie i niemal fizycznie, że…

 

moje szczęście nie zależy od tego, co osiągam, co ubieram, jakim samochodem jeżdżę, ani kogo znam. Zrozumiałam ponownie i tak do szpiku kości, że to wszystko to tylko środki, do realizacji moich wartości, które jeszcze głębiej sobie uświadomiłam.

 

O tym, dlaczego w ogóle wybrałam się na odosobnienie, możesz przeczytać w tym poście.

 

Czego więc dowiedziałam się w trakcie 6-dniowego odosobnienia?

 

Zacznę od założeń.

 

Na odosobnienie wyjechałam na 6 dni.

 

Wyjechałam bez męża, dzieci, nikogo, kogo znam, bez mojego numeru telefonu (zabrałam w tym celu jedynie nikomu nieznany numer z domowego alarmu do jednego telefonu dziennie do dzieci). Bez laptopa, internetu i aparatu fotograficznego. Bez żadnej sukienki ani szpilek. Z dwiema parami adidasów, trzema parami spodni dresowych, dwiema bluzami i jedną piżamą.

 

Wyjechałam, by w bezpiecznym, wspierającym otoczeniu zajrzeć w głąb siebie. Cały proces, w którym uczestniczyłam, objęty jest tajemnicą dla komfortu wszystkich osób, które wzięły w nim udział, dlatego będę pisała tylko o sobie.

 

Czego dowiedziałam się podczas 6-ciu dni odosobnienia?

 

1. Dogłębnie poznałam swoje wartości

Wyjeżdżając na odosobnienie byłam po autodiagnozie wartości, którą zrobiłam sobie sama dwa lata temu, gdy szykowałam się do wielkiej zmiany w moim życiu – narodzin drugiego dziecka i marzenia o wprowadzeniu do mojej codzienności idei work-life balansu. Wtedy ma mojej liście znalazły się 3 główne wartości, 3 drogowskazy, które bardzo mi pomogły: rodzina, zdrowie i bezpieczeństwo. Dopiero po ich spełnieniu dodawałam czwartą wartość – rozwój osobisty.

 

Na odosobnieniu zrozumiałam, że rodzina, to tylko sposób, w jaki realizuję w swoim życiu prawdziwą, największą wartość, jaką jest dla mnie MIŁOŚĆ.

 

Zdrowie i bezpieczeństwo zostały, ale rozwój osobisty ujrzałam jako tak naprawdę rozwój duchowy, który dostrzegłam jako dużo ważniejszy niż ten pierwszy. Uświadomiłam sobie, że z rozwoju osobistego mogłabym zrezygnować, ale z duchowego nie. Łączy się dla mnie z wolnością, która na liście wartości też jest u mnie bardzo wysoko. Kierując się rozwojem duchowym, czuję się jak w domu i pewniej podejmuję wszystkie decyzje.

 

A cała reszta? Wszystko czym na co dzień się otaczam? To bardzo przydatne i potrzebne mi narzędzia, dzięki którym mogę jeździć do pracy, utrzymać rodzinę, zadbać o zdrowie, bezpieczeństwo i wypoczynek, a także uczynić trochę dobra dla innych.

 

2. Poczułam co oznacza wolność od rozpraszaczy

To niesamowite, jak ogromne szczęście udało mi się poczuć w środku lasu, chodząc czwarty dzień w tym samym dresie, bez żadnego atrybutu dzisiejszego sukcesu, nawet telefonu w kieszeni czy innego drogiego sprzętu, który tak często definiuje dziś wartość człowieka. I nie, nie piłam od rana do nocy alkoholu 😉 wcale go nie piłam.

 

Poczułam jak można się w pełni zrelaksować bez zbędnych rozpraszaczy, które przyznaję, przez ostatnie lata za bardzo mnie zdominowały. Dostrzegłam, że narzędzia, które miały być pomocne w codziennym życiu, stały się dla mnie udręką, a ciągły, nieprzerwany kontakt ze światem i napływającymi zewsząd informacjami, zamiast dawać mi radość i znosić granice między ludźmi, w rzeczywistości bardzo mnie ogranicza. Dodatkowo tak samo, jak znosi, buduje też bariery między ludźmi i dodatkowo mnie stresuje.

 

Od lat żyłam w poczuciu, aby wszystkim jak najszybciej odpisać na wszelkie wiadomości i maile, a samych wiadomości na mailu mam codziennie kilkaset (oczywiście nie wszystkie wymagają odpisania, ale sama selekcja zajmowała mi wieki) i od lat każdy dzień zaczynam od przefiltrowania poczty i podziału maili i wiadomości na te, na które w ogóle dam radę odpisać tego dnia… aby zbyt często na koniec zostać z wyrzutami sumienia, że nie zrobiłam wszystkiego, co sobie zaplanowałam.

 

Po powrocie odinstalowałam wiele aplikacji w moim telefonie i wyłączyłam większość powiadomień. Teraz gdy patrzę na telefon, nie widzę nieodebranych połączeń, smsów czy maili, ani tym bardziej powiadomień z aplikacji, dopóki nie chcę ich zobaczyć – nie odblokuję ekranu. To ja decyduję o tym, kiedy dostaję powiadomienia, a nie one decydują o tym, kiedy je usłyszę. Niesamowite uczucie.

 

A w pilnych sprawach zawsze można do mnie zadzwonić, choć i tu zastosowałam po godzinie 22 spersonalizowany tryb „nie przeszkadzać”. Daj znać w komentarzu jeśli chcesz, abym rozwinęła temat na czym polega dziś mój minimalizm w korzystaniu z telefonu i aplikacji. Myślę nawet nad powrotem do… telefonu stacjonarnego.

 

3. Polubiłam siebie jak nigdy wcześniej

Poczułam, że można mnie lubić nie wiedząc o mnie zupełnie nic i tak po prostu śmiać się i płakać na zmianę. Na pewno więc też z tego samego powodu można mnie tak samo nie lubić i nie ma w tym niczego złego ani tym bardziej takiej potrzeby. Dlatego wysyłam teraz życzenia w świat, aby otaczali mnie ludzie prawdziwi, którzy są przy mnie, gdyż w moim towarzystwie po prostu dobrze się czują, chcą dawać siebie i dostawać mnie w zamian. O wiele łatwiej jest mi spojrzeć wstecz na wszystkie zakończone relacje i całkowicie je „puścić”. Zawsze przecież robi się dzięki temu miejsce na „nowe”.

 

Dzięki temu polubiłam też siebie dużo bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiem też, że chcę to poczucie w sobie rozwijać i pielęgnować.

 

4. Zaprzyjaźniłam się

Kiedyś lubiłam powtarzać zdanie „kto nie jest dziś Twoim przyjacielem, nigdy nim nie był„. Dziś uważam, że to kompletna głupota.

 

Zmieniamy się tak dynamicznie, że czasami sami mamy problem za sobą nadążyć, więc nic dziwnego, że ludzie, którzy nas otaczają, przechodzący podobne zmiany, przybliżają się do nas i oddalają, czasami emocjonalnie i wyznawanymi wartościami tak daleko, że nasza przyjaźń po prostu się kończy. Często tak samo spontanicznie, jak się zaczęła.

 

Na moim odosobnieniu poznałam niezwykłe kobiety, które dały mi ogromną siłę. Pozwoliły mi poczuć się w pełni akceptowaną pomimo tego, że każda z nas przyjechała z inną historią oraz w innym momencie w swoim życiu. Bez względu na to, jak potoczą się nasze losy, przez tych 6 dni stały mi się tak bliskie, że mogę powiedzieć, że dziś czuję z nimi tę niewidzialną nić porozumienia, którą ośmielam się nazwać przyjaźnią.

 

Z pełną odpowiedzialnością, biorąc też na siebie ryzyko, że ta nić porozumienia nie musi trwać po grobową deskę, chcę dziś, zamiast bać się jutra, dawać jej i czerpać z niej radość i siłę, dzielić się trudami i sukcesami, wspólnie wspierać i wzrastać. Tu i teraz – tylko na to mam przecież realny wpływ, zatracając się w trwającej chwili, jak w miniony weekend na naszym babskim wyjeździe.

 

Pamiętam, jak kilka lat temu żartowałam sama ze sobą, że dam ogłoszenie „szukam przyjaciółki od serca”, gdyż w moim sercu brakuje takiego puzzelka. Dziś czuję, że przez ostatnie 4 lata się wypełnił, a dzięki odosobnieniu dopełnił.

 

5. Poczułam, skąd się bierze szczęście

Poczułam, że moje szczęście jest zależne od warunków zewnętrznych w dużo mniejszym stopniu, niż byłam o tym przekonana.

 

Poczułam, że szczęście i poczucie bezpieczeństwa w ogromnym stopniu mogę dać sama sobie – lubiąc siebie, współczując sobie, będąc tu i teraz skupiona na tym co czuję, co myślę, co słyszę, co widzę, czego doświadczam, a czego nie, ale także medytacją relaksującą, medytacją w ruchu, modlitwą.

 

Modlitwę praktykuję od dziecka, ale medytacja (skończyłam w międzyczasie kurs redukcji stresu oparty na uważności – Mindfullness Based Stress Reduction) zajęła tak szczególne miejsce w moim życiu, że dni staram się zaczynać od sesji świadomego oddychania, a kończyć relaksacją, przy której czuję tak błogi spokój i odpuszczenie wszystkich przeszkadzających myśli i emocji, że po prostu zasypiam, zanim relaksacja dobiegnie końca.

 

Nowy rozdział w moim życiu

Modlitwę praktykuję od dziecka, ale medytacja (skończyłam w międzyczasie kurs redukcji stresu oparty na uważności – Mindfullness Based Stress Reduction) zajęła tak szczególne miejsce w moim życiu, że dni staram się zaczynać od sesji świadomego oddychania, a kończyć relaksacją, przy której czuję tak błogi spokój i odpuszczenie wszystkich przeszkadzających myśli i emocji, że po prostu zasypiam, zanim relaksacja dobiegnie końca.

 

Chcesz spróbować?

A jeśli masz ochotę spróbować pobyć ze sobą sam na sam, zostawić za sobą wszystko, co tak dziś cenisz, spakować się w małą walizkę i spędzić kilka dni choćby w samym szlafroku. Z okazji Dnia Mamy – marka Lansinoh przygotowała dla Ciebie do wygrania weekendowy wyjazd do SPA. W sam raz, aby ukoić Twoją duszę i ciało, abyś Ty mogła dać sobie czas i przestrzeń, by pobyć tu i teraz, no może z dobrą książką pod ręką, choć tak naprawdę nie ma tu żadnych zasad gry poza… 3 dniami w SPA.

 

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy napisać odpowiedź na konkursowe pytanie na Fanpage Lansinoh pod konkursowym potem do końca soboty 25.05.2019. W niedzielę dowiemy się, kto pojedzie do kobiecego SPA.

 

Marzy mi się

A co Ty myślisz o takim odosobnieniu? Chciałabyś spróbować, czy czujesz, że to nie Twoja bajka?

8 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • Ewa
    Odpowiedz
    8 sierpnia 2019

    Witam serdecznie, gdzie można zasięgnąć wiecej informacji o takich wyjazdach ( odosobnieniu), kto je organizuje. Czuję, że tego najbardziej teraz mi potrzeba. Pozdrawiam serdecznie. Ewa

  • Ola
    Odpowiedz
    6 sierpnia 2019

    świetny wpis

  • 26 lipca 2019

    Z uwagą przeczytałam ten wpis i pomyślałam, że mi właśnie brakuje czegoś takiego. wiadomo, że każdy jest na innym etapie rozwoju i akcentacji i myślę, że sporo muszę się o sobie dowiedzieć, zanim całkowicie zaakceptuje samą siebie.

  • 11 lipca 2019

    To ważne by raz na jakiś czas odciąć się od zgiełku dnia codziennego, wsłuchać się w siebie…

  • 24 czerwca 2019

    czasem człowiek potrzebuje się odizolować aby zajrzeć wgłąb siebie 🙂

  • Andrea
    Odpowiedz
    17 czerwca 2019

    Tak szczerze powiedziawszy to sama zastanawiam się czy nie rzucić wszystkiego oraz nie wybrać sie na tydzień wśród natury. Mam obecnie stresująca pracę. w dodatku buduję dom. Zaczęłam dodatkowe studia. I wszystko mi się skumulowało, nie mam odrobiny odpoczynku, każdy czegoś ode mnie chce. Technologia mnie zjada (w pracy pracuję cały dzień przed komputerem). Poza tym powoli zaczynam odczuwać wypalenie zawodowe, szczególnie, ze od prawie roku nie byłam na porządnym urlopie. Wydaje mi sie, ze taki wyjazd pozwoliłby mi wszystko na spokojnie sobie poukładać.

  • 16 czerwca 2019

    Piękne widoczki na zdjęciu!

  • 28 maja 2019

    Rock temu wyjechałam sama w Bieszczady na tydzień, może nie dosłownie bo do Ustrzyk Dolnych, więc miałam dostęp do miejskiego terenu, ale większość czasu spędziłam w drodze, między leśnymi ścieżkami, polnymi łąkami i drogami wiejskimi których czasami na mapie nie widziałam i stwierdzałam- okey, to może sobie tak zboczę z głównej drogi i zobaczymy gdzie mnie ta poprowadzi- mam zapas wody, dobry humor, otwarcie tym samym do ludzi, zawsze kurde gdzieś wyjdę. Zazwyczaj to były super polany. Czy ten wyjazd mi coś dał? Na pewno podniósł odrobinę poczucie własnej wartości, że na prawde jestem sama sobie dobrą organizatorką w organizowaniu czasu wolnego. Umiem o siebie zadbać w sposób zgodny ze sobą. Z racji że nie mam smartfona, a telefon klawiaturowy to internet mam tylko do sprawdzania stron ztm. waw i nic więcej,więc tu nie było problemu. Zatroskani znajomi pisali do mnie czy żyje 😀 Zdjęcia w sumie tez robiłam… był to wtedy dla mnie ciężki czas. Bo przerwałam serię 6 nieszczęśliwych dla mnie prac jakie w tamtym roku miałam, aż we wrześniu znalazłam 7, najbardziej odpowiadającą mi pracę w której jest do dzisiaj..Więc nie tylko wymiar spokoju osiągnęłam, okolicę po 6 dniach znałam bardzo dobrze i wiedziałam jak się poruszać ale też potem wreszcie prace znalazłam dla siebie. Choć wydałam na ten wyjazd nie mało pieniążków i później musiałam co nieco ograniczyć nawet kwestie żywieniowe, to nie żałuję <3