Wakacje z dziećmi pod namiotem – szkoła przetrwania czy fajna przygoda?

wakacje z dziećmi pod namiotem

Wakacje z dziećmi pod namiotem to ostatnia rzecz, jaką planowałam na ten rok, a nawet na najbliższych 20 lat. Jak to się stało, że zmieniłam zdanie i czy warto było zaryzykować i wyjechać?

 

Na lipiec mieliśmy zaplanowane 2 tygodnie urlopu, z czego na pierwszy tydzień zaplanowaliśmy rodzinny wyjazd w dwie-trzy rodziny na Mazury, gdzie wszyscy oprócz nas mieli spać w namiocie, a my mieliśmy wynajęty piękny domek z dwiema sypialniami.

 

Dopuszczałam zabranie z nami na ten wyjazd namiotu, aby rozbić go zaraz obok tarasu i w ciągu dnia mieć fajną “bazę” czy inną kryjówkę do zabaw z dziećmi, oczywiście gotować, żyć i spać mieliśmy w domku.

 

Przygotowania do wyjazdu były dla całej naszej rodziny, a szczególnie dla Mikusia i Maksia, ogromnie emocjonujące, przygotowaliśmy dla nas namiot, materace, łóżeczka turystyczne dla chłopców ze śpiworkami, zabawy na świeżym powietrzu i wiele świetnych gadżetów, które miały umilić nasze wakacje w lesie nad jeziorem.

 

Niestety pogoda pokrzyżowała nasze plany i z uwagi na lejący dzień i noc przez tydzień deszcz, nasz wyjazd się nie odbył. Zapewne domyślacie się, jaka była rozpacz Mikołaja, który już spał ze swoją latarką z radiem i nie mógł słuchać o tym, że do wyjazdu nie dojdzie.

 

Nasz domek na Mazurach przepadł nam razem z zaliczką, ale jak tylko wyszło słońce, postanowiliśmy z pięciodniowym opóźnieniem wyruszyć na wakacyjną przygodę w wersji domek + namiot. Niestety okazało się, że pół Polski wpadło na taki pomysł jak my i  wraz z nastaniem pięknej pogody liczba ofert wynajmu domków i apartamentów w naszej okolicy spadła do zera. Do zera!

 

I wtedy z ogromnej potrzeby sprawienia moim dzieciom obiecanej namiotowej frajdy, zdecydowałam się podjechać do sklepu, dokupić niezbędne gadżety i pojechać z nimi na… kemping na Półwysep Helski, gdzie płytka woda jest idealna dla dzieci, a bliska odległość od naszego domu pozwoliła nam dojechać bez żadnego dramatu po drodze i trzydziestu dwóch postojów na płacz, siku, jedzenie czy karmienie.

 

Jak wybrać kemping na wakacje z dziećmi?

 

Bardzo chciałabym rozpisać się w temacie na co musicie zwrócić uwagę przy wyborze kempingu, ale po przyjeździe na Półwysep Helski okazało się, że większość kempingów w ogóle nie przyjmuje namiotów (tylko przyczepy i kampery i to wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji… na przykład złożonej rok wcześniej!).

 

Jedynie dwa kempingi przyjmują namioty, ale na żadnym z nich miejsca na namiot nie można zarezerwować. Pierwszy z nich to Solar, na którym niestety nie było ani jednego wolnego miejsca, a drugi do Polaris, który od czasów mojego liceum słynie z tego, że przyjmie zawsze i każdego. Na szczęście nic się w tym temacie nie zmieniło, dostaliśmy zielone światło i wyruszyliśmy na poszukiwania miejsca pod nasz namiot.

 

Gdy byliśmy na Polarisie po raz ostatni jakieś 10 lat temu, udało nam się znaleźć miejsce na namiot z linią brzegową, tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia i rozbiliśmy się na środku placu, ale szczęśliwie blisko toalet i restauracji.

 

Jedna doba pobytu na Polarisie kosztowała nas za: samochód + namiot + 2 dorosłych + 2 dzieci jakieś 78 złotych. Z pewnością są w Polsce tańsze kempingi, ale według mnie trudno o bardziej urokliwe (i dla mnie dogodne) położenie niż Półwysep, który ma tylu samo zwolenników co przeciwników, bo jest tam dość ciasno – czy wiesz, że są tu jedne z najlepszych w całej Europie warunków do windsurfingu? Śmieję się, że ta cena to kompilacja ceny za camping i tę niezwykłą lokalizację.

 

Co również nie zmieniło się od 20 lat, gdy byłam tu po raz pierwszy to… ciepła woda pod prysznicem na 2-złotowe monety! Jeśli nie wiedzieliście o tym przed przyjazdem, może to być dla Was upierdliwe, ale dla mnie to po prostu zabawne wspomnienie mojej nastoletniej młodości. Bez problemu dwójki wymienicie w recepcji, a de facto do ceny pobytu musieliśmy doliczyć 8 zł dziennie – prysznic dla mnie i Wojtka rano i wieczorem – Mikuś wchodził pod prysznic z Tatą, a Maksia myłam w umywalce. Pomimo tego, że kemping oddał do użytku nowe piękne łazienki, nie rozładowało to kolejek i często gdy w nich stawałam, zajmowałam zaszczytną 12 pozycję – wtedy cieszyłam się, że ciepła woda jest na monety, bo nikt nie przesiadywał w nich za długo.

 

Na kempingu są dwa place zabaw, jeden taki prawdziwy, jakie mamy na osiedlach, a drugi, zaraz obok recepcji, dla mniejszych dzieci, składający się z takich plastikowych domków i konstrukcji.

 

Kemping ma bardzo wąską plażę, ale na szczęście tuż obok jest piękna plaża przy innym kempingu, a kempingi te od linii morza nie są zupełnie od siebie odgrodzone, nawet nie wiesz, kiedy już jesteś obok. Tak samo spacerowaliśmy na różne kempingi na lody czy obiad.

 

wakacje z dziećmi pod namiotem

 

 

I jak się udały wakacje z dziećmi pod namiotem?

Gdy wrzuciłam Instastory z wyjazdu, moja koleżanka Asia zapytała mnie, czy przegrałam jakiś zakład. Serio, sama bym siebie o to nie podejrzewała, a Wojtek był pewien, że sam by mnie na taki wyjazd nigdy nie namówił.

 

Gdy zajechaliśmy na kemping i Pani w recepcji zapytała nas, na ile nocy chcemy zostać, zaśmiałam się i powiedziałam, że jeśli przeżyję pierwszą noc wrócę porozmawiać o pobycie. Serio, dopuszczałam powrót już pierwszej nocy, na przykład o trzeciej nad ranem – spodziewałam się takiego kataklizmu, dlatego też wybrałam kemping tak blisko domu.

 

Okazało się, że po spędzeniu całego dnia na świeżym powietrzu Mikołaj zasnął o 19:30, a Maksiu niewiele później, po prostu padli od ilości świeżego powietrza, biegania i wrażeń, a my mieliśmy noc pod gołym niebem tylko dla siebie. Oczywiście jak się już nagadaliśmy, dołączyliśmy do Dzieci w namiocie.

 

Niesamowite na takim wyjeździe jest to, że cały czas jesteś na świeżym powietrzu, jak tylko wystawisz nogę z łóżka (materaca) aż nie zalegniesz tam późną nocą, choć w zasadzie ciężko powiedzieć, że będąc w namiocie nie jesteś na świeżym powietrzu. Było to dla mnie tak wyjątkowe doświadczenie!

 

Na drugi dzień przedłużyliśmy pobyt na kolejne dwa dni, tylko tyle, gdyż musieliśmy już jechać do Warszawy w związku z moim występem w Pytaniu na Śniadanie.

 

Jaki namiot wybrać na wakacje z dziećmi?

Namiot miał nam przede wszystkim służyć do spania. Naszym priorytetem było więc to, aby szybko się rozkładał, był niewielkich rozmiarów, lekki po złożeniu i nie nagrzewał się od słońca – z moich nastoletnich wypadów na Półwysep Helski pamiętam wstawanie o 5 rano i spanie na piasku, gdyż w namiocie nie dało się już z gorąca wytrzymać. Chcieliśmy zaoszczędzić tego sobie i dzieciom, gdy każda minuta snu jest teraz na wagę złota.

 

Z uwagi na to, że dzieci są małe, a my (niestety) jesteśmy przyzwyczajeni do spania na kupie, wybraliśmy namiot 3 osobowy w wersji XL namiot typu “2 seconds” czyli rozkładany w niemal dwie sekundy, a także dodatkowo zapewniający nawet w upalny dzień chłód oraz zaciemnienie, które miały zapewnić nam to, że dzieci nie będą wstawały razem ze słońcem o 4 nad ranem.

 

Przyznaję, że wizja czarnego namiotu bardzo mnie przytłaczała, ale gdy rano wyszłam z niego i zobaczyłam, że tak naprawdę spaliśmy “na patelni”, a w środku było wciąż ciemno i komfortowo jeśli chodzi przede wszystkim o temperaturę, podziękowałam mężowi za ten wybór namiotu z czarnym środkiem.

 

Rozkładanie poszło nam naprawdę momentalnie – oczywiście czas 2 sekund nie wlicza naciągnięcia sznurków i wbicia szpilek, ale nie ma tu żadnego składania i przewlekania rurek, rozkładania osobno tropiku i sypialni. Wszystko stanowi spójną i zwartą całość, nie wiem, czy kiedykolwiek ktoś mnie namówi znów na zwykły namiot. W namiocie są też fajne okienka zapewniające wentylację i przedsionek z podłogą, w którym można trzymać rzeczy. Składanie było już nieco trudniejsze, gdyż mniej intuicyjne.

 

Wakacje pod namiotem z dziećmi na Półwyspie Helskim na kempingu

 

 

Jakie akcesoria warto zabrać pod namiot?

 

Zabraliśmy ze sobą wersję dość minimalistyczną, ale nie wyobrażamy sobie naszego wyjazdu bez:

 

Dmuchany materac do spania

 

Dla nas i Maksia zabraliśmy podwójny, dmuchany materac (spanie na karimacie to byłoby już dla mnie chyba za dużo, choć może mówię tak dlatego, iż nigdy nie spałam na dmuchanej karimacie i bazuję tylko na swoim wyobrażeniu… szyszki wbijającej się w tyłek). Dokupiliśmy do niej pompkę – byłam w szoku, jak szybko nadmuchuje materac, w porównaniu do naszej elektrycznej, która jest powolna jak ślimak i robi więcej hałasu niż dmuchania. Ma też funkcję wyciągania powietrza z materaca, pamiętam z dzieciństwa, że z tym też było nie lada roboty.

 

Z uwagi na to, że to nasz pierwszy wyjazd pod namiot, nie zdecydowaliśmy się generować dodatkowych kosztów i kupować śpiworów dla nas, skoro nie wiedzieliśmy, czy taka forma wypoczynku w ogóle nam się spodoba i czy kiedykolwiek jeszcze na nią pojedziemy. Dlatego zabraliśmy domowe białe prześcieradło na gumce i naszą domową pościel: dwie poduszki, dwa jaśki i kołdrę 220×200 cm. Jedyny minus takiego rozwiązania to zajmowanie sporo miejsca w przestrzeni bagażowej samochodu, poza tym spało nam się w naszej pościeli idealnie.

wakacje nad morzem z dzieckiem pod namiotem

 

 

Dziecięcy materac ze śpiworkiem dla Mikusia – mały, dmuchany materac w kształcie pingwina, na który nakłada się śpiworek w kształcie i kolorze pingwina to był hit naszego wyjazdu, a dzięki temu, że materac był mniejszy niż dla dorosłego, zyskaliśmy w namiocie sporo przestrzeni na bagaże; taki materacyk idealnie sprawdzi się także na przyszłość jako łóżeczko turystyczne dla Mikusia na wszelkie nasze wyjazdy, czy pod namiot czy do hotelu, zamiast dostawki, czy nawet na wyjazd do Babci czy kolegi na noc.

 

łóżeczko turystyczneLittleLife dmuchane łóżeczko turystyczne pingwindmuchane łóżeczko turystyczne

 

 

Stolik i krzesełka

Postawiliśmy na niski stolik, gdyż po pierwsze zajmował dużo mniej miejsca po złożeniu, czyli stanowił mniejszy bagaż, a co najważniejsze był mniej wywrotny i dostępny także dla dzieci – dzięki niemu napoje były dla dzieci dostępne przez cały czas – w każdej chwili, gdy poczuły pragnienie, mogły się napić, co jest szczególnie ważne, gdy cały dzień spędzamy na świeżym powietrzu.

 

Do picia zabrałam dzieciom – bidon bez BPA dla Maksia oraz kubeczek z dziubkiem dla Mikołaja – choć pije na co dzień ze zwykłej szklanki, to wybraliśmy taki kubeczek, aby na kempingu do wody miał dostęp tylko on, a nie osy i muchy.

 

W termosie zabraliśmy ze sobą z domu wrzątek – ten termos jest rewelacyjny, absolutnie nie przecieka, a woda gorąca była jeszcze późnym wieczorem, więc wystarczyło, że raz dziennie uzupełnialiśmy ją w restauracji.

 

PS U nas w rodzinie panuje komuna i – jak widać – dzieci do podziału rzeczy się nie stosują i piją z tego, co akurat pod ręką.

 

 

 

Łóżeczko turystyczne dla Maksia w formie namiociku, ale z materacykiem, które idealnie sprawdziło nam się na dworze, dzięki czemu, gdy zostawałam sama i na przykład zajmowałam się Mikusiem, Maksiu był w nim bezpieczny (nie jadł piasku ani kamieni).

 

Łóżeczko to idealnie nadaje się nie tylko na poobiednią drzemkę na kempingu, ale także sprawdziło nam się już świetnie podczas nocowania w hotelu – w końcu łóżeczko, które po złożeniu jest takie malutkie i leciutkie, że możesz zabrać ze sobą nawet na wakacje samolotem. A jeśli jesteś z nami na Instagramie, z pewnością widziałaś te fantastyczne filmiki, jak dzieci bawią się w tym namiociku w domu. A jeśli jeszcze nie widziałaś, koniecznie zacznij obserwować na mój Instagram, gdzie relacje z takich wyjazdów jak ten zawsze zamieszczam na bieżąco.

 

 

 

Krzesełka zabraliśmy ze sobą dwa – dla mnie i dla Wojtka, koniecznie z koszyczkiem na ciepłą kawę czy inny pyszny napój wieczorową porą, a oczywiście szybko zrozumieliśmy, że brakuje nam krzesełka dla Mikołaja.

 

 

 

Latarka z radiem to prezent, który z okazji wyjazdu otrzymał Mikołaj, symbol naszego biwakowania i odpowiedzialności 3 latka – nie ma to jak posłuchać sobie muzyczki na kempingu, a w nocy światło sprawdzało się idealnie, aby znaleźć drogę do toalety.

 

 

 

Lampka do namiotu – ta jest rewelacyjna, gdyż nie tylko ma dwie intensywności świecenia na biało, to jeszcze ma czerwone światło, które nie tylko nie razi w oczy w nocy, ale jako jedyne zapewnia w nocy komfort patrzenia. Gdy spojrzysz w ciemnym pomieszczeniu na czerwone światło, a za chwilę na coś innego, wzrok od razu widzi ostro i wyraźnie, nie musi się akomodować, jak by to miało miejsce po spojrzeniu na światło o innej barwie.

 

 

 

Gry i zabawy, czyli w świecie bez nadmiernej stymulacji, a przede wszystkim bez własnego pokoju pełnego zabawek, zadbaliśmy o to, aby ten ten wyjazd był nie tylko fantastyczną przygodą, ale i pouczającą zabawą. Zabraliśmy ze sobą:

 

Podróżne gry magnetyczne, w sam raz do namiotu, dzięki czemu mamy pewność, że elementy gry nam nie pospadają i się nie pogubią, a zabawa jest możliwa w każdej pozycji.

 

Podróżna gra magnetyczna gry magnetyczne Puzzle magnetyczne zabawy pod namiotem podróżna gra magnetyczna - Puzzle magnetyczne

 

 

Lupa powiększająca – udało nam się nawet podejrzeć jaszczurkę! Denko jest zdejmowane, więc wystarczy postawić lupę nad obiektem, nie trzeba łapać owada czy gada. A spacer z poszukiwaniem przyrodniczych ciekawostek, szczególnie z pasem odkrywcy,  jest bardzo uzależniający! Musicie tylko uważać – nie wolno pozostawiać lupy poza namiotem, na słońcu, gdyż tak skupia promienie słoneczne, że może doprowadzić do pożaru – nam udało się przeprowadzić eksperyment i odpalić nią na kempingu świeczkę,

 

 

 

Odstraszacz owadów i ochrona przeciwsłoneczna, czyli naturalny filtr Alphanova Bebe 50 oraz czapeczki i ubranka kąpielowe z filtrem UV to absolutna podstawa wakacyjnego pobytu na świeżym powietrzu, więcej pisałam Wam o nich w poście o naszych ulubionych wakacyjnych gadżetach.

 

 

 

Podręczna apteczka czyli plasterki, spray do dezynfekcji, maść na ukąszenia plus oczywiście pełne wyposażenie apteczki samochodowej. Zabraliśmy ze sobą także leki przeciwgorączkowe i inhalator wraz z lekami (niezbędnik małego alergika i choć nasze dzieci z alergii już niemal wyrosły, są w grupie podwyższonego ryzyka).

 

 

 

Przyrząd do wyciągania kleszczy – mam wrażenie, że w tym roku jest plaga kleszczy, jak ostatnio byliśmy z rodziną nad jeziorem aż dwie osoby zostały ugryzione, więc zaopatrzyliśmy się w urządzenie zwiększające bezpieczeństwo wyciągania takiego kleszcza.

 

 

Jedzenie pod namiotem

Z uwagi na to, że nie inwestowaliśmy w żadne kuchenne rozwiązania, takie jak kuchenka gazowa czy lodówka turystyczna, a dodatkowo osobiście do pełni wypoczynku potrzebujemy “wolnego” od gotowania, tym razem zdecydowaliśmy się na jedzenie w restauracjach. Na kempingu są dostępne zestawy śniadaniowe – jajecznica tu smakuje dokładnie tak samo od 20 lat! Zabraliśmy ze sobą tylko zdrowe przekąski, wodę do picia i starannie wybrane słoiczki dla Maksia i kaszki błyskawiczne dla obojga, do których przygotowania wystarczyły musy owocowe i gorąca woda. Świeże owoce i warzywa kupowaliśmy w kempingowym sklepie.

 

 

Zabraliśmy ze sobą z domu także nasze naczynka dla dzieci – są z melaniny, więc nie potłuką się.

 

 

 

Czego brakowało nam na wyjeździe i zabierzemy ze sobą kolejnym razem?

 

Świece antykomarowe – wpadliśmy na ten pomysł w dniu wyjazdu, ale nigdzie nie udało nam się ich dostać.

 

Krzesełka dla Mikołaja, na przykład takie.

 

Maty do rozłożenia przed namiotem, niestety ziemia bardzo brudziła stopy i nie nadawała się do siedzenia, więc taka dodatkowa podłoga namiotowa idealnie by się sprawdziła.

 

Koc z podgumowaniem – rozkładaliśmy przed namiotem wielki ręcznik, ale taki pled izolujący od wilgotnej ziemi sprawdziłby się wyśmienicie.

 

Kuchenka do gotowania na gazie – nie musiałabym biegać po kawę do restauracji, moglibyśmy usmażyć sobie sami jajecznicę czy ugotować zwykłą kaszkę, a nawet podgrzać obiadek w słoiczku – jeśli Wasz maluch je mleczko modyfikowane, ciepła woda bardzo i Wam się przyda. Taka maleńka kuchenka turystyczna idealnie by się u nas sprawdziła.

 

Dodatkowe światełko na zewnątrz, takie samo jak w środku namiotu, aby wieczorem siedzieć nie tylko przy blasku świec – czasami przydałoby się silniejsze światło, a świece zdmuchiwał wiatr, więc Wojtek wycinał z puszek finezyjne lampiony.

 

Namiot z moskitierą byłby idealny na dłuższe wyjazdy, aby mieć pod nim stolik i krzesełka, w ciągu dnia móc schronić się przed deszczem, a wieczorem przed komarami.

 

To co najfajniejsze to to, że za namiot, krzesełka, stolik zapłaciliśmy tyle co za 1 noc w jedynym hotelu, który był w tym terminie dostępny w promieniu 30 km od kempingu. A mamy skompletowaną świetną bazę na kolejne wyjazdy. Z pewnością wykorzystamy ją jeszcze w tym roku!

 

A Ty jak zapatrujesz się na taki wyjazd? Przygoda życia czy szkoła przetrwania?

8 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • 21 sierpnia 2018

    Zdecydowanie podziwiam 🙂 Stałam się zbyt leniwa, póki co bejbi mam dopiero w drodze, ale już myślałam o jakimś hotelu z pełnym wyżywieniem dla komfortu i wygody 🙂 Zazdroszczę tak świetnie zaplanowanych wakacji 🙂 Brawo mamuśka :*

  • Paweł
    Odpowiedz
    22 sierpnia 2018

    Koleżanka Asia jeszcze nie wie, że czeka ją dokładnie to samo!

    • 22 sierpnia 2018

      Byłoby cudownie pojechać większą ekipą! zapraszamy na Półwysep, tu jest bajecznie, Wy z Wojtkiem na windsurfingu, a my na smażingu, później zmiana, zimne piwko, zimna whisky, wiatr we włosach, dzieci padające ze zmęczenia o 18, ognisko!

      • Paweł
        Odpowiedz
        23 sierpnia 2018

        Surfing to podobno fajna sprawa. Nie próbowałem a boje się że bym się zaraził 🙂 Reszta też wygląda zacnie. To może w przyszłym sezonie jak Wasz maluch trochę podrośnie 🙂

  • 16 września 2018

    Półwysep to niestety mega tłum latem. Mieszkam w Trojmiescie i na półwysep jadę poza sezonem bo wtedy to miejsce ma swój urok. Przepychanie się w tłumie ludzi to wątpliwa przyjemność. Polecam Kaszuby na urlop. Dużo mniej ludzi a taniej i można znaleźć dla siebie zawsze jakieś zaciszne miejsce.