Bunt na pokładzie

bunt dwulatka

Choć mój Synek zbliża się swoim wiekiem do dwóch lat to jednak celowo nie zatytułowałam tego posta „bunt dwulatka”. Z moich obserwacji wynika, że dzieci buntują się w każdym wieku, a bynajmniej jak zaczną się już buntować, to jakoś nie mogą skończyć. Choć na szczęście okresy buntu to tylko okresy.

Bunt interpretuję jako ataki złości, protesty, chęci postawienia na swoim, które bardzo często doprowadzają dziecko do prawdziwej rozpaczy. Jak Mu pomóc?  Jak samemu nie dostać ataku szału, jeśli nasze Dziecko wyje jak wilk do księżyca, bo musi postawić na swoim?

Dziś dzielę się z Wami moimi sprawdzonymi metodami na radzenie sobie ze zbuntowany Dzieckiem.

Odpuszczam

Po pierwsze gdy moje Dziecko chce postawić na swoim zadaję sobie pytanie czy w ogóle jest sens stawać mu na drodze. I jeśli chodzi o to, że na wspólnym spacerze On chce iść w prawo, a ja w lewo, albo gdy wieczorem On chce składać puzzle gdy ja zaplanowałam malowanie kredkami albo nie chce dziś jeść widelcem tylko rękoma… odpuszczam. Niech wie, że może decydować, niech czuje, że ma moc sprawczą, że wiele od niego zależy – z wiekiem coraz więcej, niech wie, że mu ufam. Nawet jeśli w porze spania On wybiera zabawę w salonie i na prawdę świetnie się bawi choćby przez godzinę – pozwalam. Ale gdy nie chce iść do łóżka, choć jest tak zmęczony, że przewraca się o własne nogi i guzy nabija – gdy sam sobie szkodzi, wtedy wkraczam i to ja stawiam na swoim, ale zawsze szanując Jego uczucia.

Daję wybór

Często w tych „trudnych okresach” zamiast pytać Dziecka czy chce coś zrobić od razu daję mu „pozorny wybór” i nie pytam „czy” chce, tylko „co” chce.

„Chcesz ubrać żółte skarpetki czy zielone?”
„Chcesz iść na dwór na rowerku czy w wózku?”
„Chcesz zjeść kaszkę czy mleczko?”

I choć komunikacja werbalna przez pierwszych kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy życia dziecka kuleje, zawsze znajdę sposób na komunikację odwracającą uwagę od problemu „czy” i stawiającą na wybór „co”.

Nigdy nie zostawiam

Gdy dzieci są w okresie buntu na to co mówimy, czego oczekujemy często reagują krzykiem, rozpaczą, wyrywaniem się.  Nigdy, ale to nigdy nie zostawiam wtedy Dziecka samego sobie.  Nie zostawiam go samego w pokoju ani w łóżeczku – chyba, że akurat sam chce w nim być. Nie zostawiam Go w sklepie i nie odwracam się na pięcie z nadzieją, że będzie się bał, że go zostawię i w końcu zwalczę Jego silną wolę jego własnym strachem. Zawsze, ale to zawsze jestem obok. Mówię, że rozumiem jego rozpacz i niezadowolenie z tego, że nie wszystko jest dokładnie tak, jak On tego chce. Dodatkowo tłumaczę dlaczego podjęłam taką a nie inną decyzję, która jest podyktowana… jego bezpieczeństwem czy wyczerpanym budżetem na nowe zabawki w tym miesiącu. Prawdę mówiąc rozmawiam i tłumaczę mu swoje decyzje od zawsze, choć do dziś nie wiem, ile moje On sam z tego rozumie, choć na pewno coraz więcej. Wiem jednak, że na pewno widzi moją akceptację i czuje moją miłość, a mój spokojny głos nie przeszkadza Mu w uspokojeniu się.

Przytulam

Zawsze proponuję Dziecku przytulnie się i choć często mnie odrzuca, czasami wystarczy delikatna próba przytulenia wykonana po raz kolejny, a Dziecko rozpływa się w moich ramionach, znajdując tu ukojenie. Całemu procesowi towarzyszą moje spokojne słowa. Wciąż powtarzam, że rozumiem jego smutek i jego ból, często opowiadam mu o tym, że sama też się wkurzam, jak nie wszystko idzie po mojej myśli, że uczucie złości jest jak najbardziej normalnym, choć nieprzyjemnym uczuciem. Zapewniam, że nauczy się sobie z nim radzić.

Daję alternatywę

Pokazuję Dziecku sposoby na zdrowe wyrzucenie z siebie złości. Złość to energia, którą należy na coś spożytkować – najgorsze to tłumić ją w sobie. Osobiście potrafię przynieść dziecku rolkę papieru toaletowego i zachęcić do jego rwania, aby dać upust swoim uczuciom chociażby w taki sposób.

Noszę

W dramatycznych sytuacjach, gdy atak złości trwa bardzo długo, próbuję stosować dobrze znaną i lubianą przez moje Dziecko metodę z dzieciństwa – zawijam Go w chustę albo mei-tai i bujam, śpiewam albo puszczam muzykę, spaceruję, ćwiczę, tańczę… jesteśmy razem, jesteśmy w ruchu i rozładowujemy w ten sposób nadmiar energii, jaką moje Dziecko musi z siebie wyrzucić.

I wiecie co? Ten utarty szlak walki z ze złością, z buntem Dziecka, to wszystko sprawia,  że gdy nadchodzi atak złości jestem spokojna, że mamy swój plan i według niego działamy. Gdy muszę stawiam na swoim dla dobra mojego Dziecka, ale w poszanowaniu jego uczuć i emocji. Jest mi z tym dobrze. Zamiast frustracji czuję spokój.

A czy Wy obserwujecie okresu buntu u swoich dzieci? Jak radzicie sobie ze złością dzieci?

Czekam na Wasze komentarze i zapraszam do rozmowy.

A jeśli podoba Wam się u mnie zapraszam także na mój FB i Instagram.

9 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • mkfcb
    Odpowiedz
    1 sierpnia 2017

    ja mam pytanie ciut z innej beczki, tzn z dziedziny usypiania dziecka i RB. Czy jest ok, że 16 miesięczne dziecko zasypia tylko noszone na rękach lub na piersi?
    z góry dziękuję za odpowiedź.

  • niezwyklapodroz.pl
    Odpowiedz
    12 września 2016

    Myślę, że prawdziwy bunt jest w tedy kiedy nie mogę zamotać malucha w chustę bo za bardzo się wije, kiedy nie mogę mu nic wytłumaczyć, bo zbyt głośno krzyczy bym usłyszała samą siebie. W takich chwilach nie zostawiam go sobie, ale ignoruję. Pamiętam ze starszakiem sytuację w banku. Rozrzucił kredki w kąciku dla dzieci i nie chciał pozbierać. Krzyczał głośno, nawet położył się na podłodze. Nie zebrałam kredek za niego, nie uciekłam trzymając go pod pachą, nie straszyłam laniem. Po prostu powtarzałam, że trzeba pozbierać kredki i wyjdziemy kiedy kredki zostaną posprzątane. Było mi wstyd a jak. Mężowi jeszcze bardziej. Nie odpuściłam. Ta jedna sytuacja nauczyła mojego syna, że w miejscu publicznym mama też nie odpuści a mój bunt nic nie zmieni. Nigdy więcej podobna sytuacja już się nie powtórzyła. Często też proponuję wspólną modlitwę, to pomaga! :).

    • 13 września 2016

      No właśnie dla mnie najtrudniejsza jest odpowiedź samej sobie na pytanie, gdzie jest granica konsekwencji i kiedy moje stawianie na swoim ma sens, a kiedy już nie. Wyobrażam sobie Twoją sytuację w banku, to co czułaś – cały czas uczę się tego, że nie mogę wstydzić się za dziecko, bo to tylko dziecko, na którego zachowanie w danej chwili nie mam większego wpływu i wstydzić to ja się mogę owszem, ale tylko za swoje zachowanie. A najgorsze jak w takiej sytuacji znajdują się „ciocie dobra rada” czyli wtrącający się ludzie, ich boję się najbardziej bo wtedy konkurencyjna afera ja vs. „ciocia dobra rada” wisi w powietrzu 😉 zazwyczaj je ignoruję i zwracam się do dziecka, ale w takiej sytuacji można mieć nieźle osłabione mechanizmy obronne 😉

  • Agnieszka Patora-Wojs
    Odpowiedz
    10 września 2016

    U nas Agnieszko bunt również pojawił się dużo wcześniej bo w jakimś 13 tym miesiacu życia Marysi. Robię podobnie. Jestem przy niej, propnuję swoją pomoc, ale gdy widzę, że wszystko na nic i kolejny raz mnie odpycha i mówi „nie” – jestem. Po paru minutach, gdy gilony lecą już z płaczu do buzi 🙂 podchodzi i się tuli do mnie. Szależnie denerwują mnie „rady” starszych, żeby zostawić i niech beczy, bo testuje nas i sprawdza… może troche tak jest, ale nie zostawię. Choć krew mnie zalewa, jestem 🙂 w końcu to dziecko jeszcze nie potrafi panować nad swoimi emocjami, i potrzebuje nas do tego, abyśmy pomogli mu nimi pokierować.
    Ps. Wczoraj myślałam, że schowam M. w szafie tak się buntowala. Ale w efekcie, pojechaliśmy na wyprawę rowerową 😉

    • 13 września 2016

      U nas też zmasowany atak gilonów w takiej sytuacji się pojawia, ale w końcu… wszystko przemija, a ja jestem obok. Nie wyobrażam sobie wtedy zostawienia dziecka samego w pokoju czy w łóżeczku, nawet jak jest w łóżeczku to jesteśmy razem, to na wyciągnięcie głowy i ręki – tak jak wczoraj wieczorem. Wczoraj już w ciągu dnia wyczułam, że Synek ma „gorszy dzień” więc zaplanowałam go poza domem na spacerze, poszliśmy na cmentarz, rzucaliśmy kasztanami, o wiele nam wtedy łatwiej niż w 4 ścianach.

  • 26 lipca 2016

    U nas też bunt, też prawie dwulatka, chociaż chwilowo chyba wyciszony 🙂 Stosuję te metody, które opisałaś, nie jestem zwolenniczką zostawiania dziecka samemu sobie. Jeszcze 😉

    • 26 lipca 2016

      U nas się nasiliło w chwili pójścia do przedszkola – najwyraźniej jest to duża zmiana, którą dziecko przeżywa. Jeszcze? No tak, pyskującego Nastolatka pewnie zostawię 😉

  • aga
    Odpowiedz
    25 lipca 2016

    chociaż Cię nie znam, to patrząc na Twoje zdjęcia uważam że jesteś świetną mamą a po przeczytaniu tego posta (i kilku innych) utwierdziłam się w tym :))

    • 26 lipca 2016

      Bardzo Ci Aguś dziękuję, staram się być najlepszą wersją siebie, ciągle się uczę 🙂