Nie jestem superbohaterem #1

nie jestem superbohaterem blog lifestylowy

Chciałam Ci dziś powiedzieć, że mam tak samo jak Ty…

 

Choć lubię jasne zdjęcia, uśmiechnięte buzie i porządek w kadrze, perfekcyjnie zaplanowane śluby i jakość na najwyższym możliwym poziomie, choć staram się dzielić się tu z Tobą wszystkim pozytywnym i dobrym co mam, to nie znaczy, że…

 

…jestem zawsze uśmiechnięta i wesoła, nie martwię się i nie smucę, nie mam życiowych katastrof, motywacyjnych i życiowych dołków i wielkich dołów, że mam na wszystko czas, nigdy nie zaniedbuję firmy, dzieci ani przyjaciół, zawsze dobrze wyglądam, mam idealny porządek, znam odpowiedź na wszystko i nigdy nie ponoszę porażek.

 

Też mam w życiu gorsze dni, a nawet tygodnie czy miesiące. Tylko zazwyczaj zamykam się wtedy w sobie, aby w bezpiecznym otoczeniu wylizać rany i wrócić do życia, nie na tarczy, ale z tarczą w ręku.

 

Wszystko przez to, że ja… nie jestem superbohaterem.

 

Jestem osobą, która każdego dnia od lat ćwiczy swój umysł i pozytywne myślenie jak inni bieganie czy jazdę na rowerze… swoją drogą ćwiczę go głównie dlatego, że mój mózg to leniwa bestia, która tylko czeka na moją chwilę zapomnienia… aby myśli skierować na niekorzystne dla mnie, nawet katastroficzne myśli.

 

Spadek formy

 

Kiedyś bałam się pisać tu o trudniejszych momentach, żeby… nie martwić swoich współpracowników czy Klientów. Bałam się, że moje słabsze chwile będą, świadomie lub nie, przekładać się na naszą współpracę, bać się o jej efekty.

 

Dziś spadek formy wydaje mi się najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Uważam nawet, że trudniejszy czas jest nam potrzebny, tak samo jak ten łatwiejszy.

 

Tym razem od nadmiaru wydarzeń w tyłek dostało także moje zdrowie, najpierw fizyczne, a później to drugie. Dałam sobie jednak czas na ten smutek i prawo, by czuć się źle. Przecież niby jak miałam się czuć, gdy musiałam nie tylko martwić się o siebie, o dzieci, ale także zrezygnować z dużego planu zawodowego i odwołać ważne plany? To tylko to, o czym mogę tu powiedzieć, splot trudnych wydarzeń był u mnie przeogromny, ale to zachowam już tylko dla swojej rodziny, z szacunku do jej prywatności.

 

Poziom stresu w naszym życiu

 

Znasz test poziomu stresu w Twoim życiu? Zaznaczasz na liście wydarzenia, jakie miały miejsce w Twoim życiu przez ostatnich 12 miesięcy. Wydarzenia ułożone są od najbardziej stresującego, a każdemu przypisana jest pewna liczba punktów. Lubię zrobić go sobie raz na kilka lat, aby mieć lepszy obraz tego, co dzieje się w moim życiu, jakoś to wszystko zmierzyć i poukładać. Gdy rozwiązywałam go kilka miesięcy temu, zebrałam tych punktów ponad 400…

 

Dałam też sobie termin, do którego biorę się w garść – koniec sierpnia 2018. Do tego czasu pozwalałam sobie na mazanie się do woli, ale we wrzesień wkroczyłam z nowymi planami na zdrowie i nie tylko.

 

Ciekawe jest też to, że jeszcze dwa miesiące temu nie wyobrażałam sobie, że mogłabym choć odrobinę zwolnić. Noc na SORze pokazała mi, jak bardzo mogę, a nawet muszę i wiecie, co jest najważniejsze? Że świat się nie skończył!

 

Nikt się na mnie nie obraził, nikt ode mnie nie odwrócił, nie zawaliłam żadnego ważnego projektu, a te, które mogłam zawalić, w porę udało mi się przełożyć.

 

Yyyyy, ale po co ja to wszystko piszę?

 

Piszę Ci o tym po to, aby powiedzieć Ci, że JA TEŻ TAK MAM.

 

Też mam gorsze dni, tygodnie i miesiące i moje życie nie zawsze wygląda tylko tak, jak nasze zdjęcia na Instagramie – choć uwielbiam Instagram, wiem, że to tylko kadry z naszych życiowych filmów. Z Twojego również. Kadry, które nie sposób złożyć w całość, ani nawet w mały trailer. Nie możemy o tym zapominać!

 

Nie rozum mnie też źle, nie mam do nikogo żalu o to, że nie robi sobie zdjęć w trudnych chwilach albo się nimi nie dzieli w social mediach – jest mi z tym absolutnie ok, że nie każdy wrzuca zdjęcia zaraz po przebudzeniu czy pisze o swoich problemach z niepłodnością, zawiedzioną przyjaźnią, rozpadającym się małżeństwie czy karierze na zakręcie, jeśli tylko nie ma na to ochoty. Ja wyniosłam z domu zwyczaj sięgania po aparat, gdy chcę jakąś chwilę szczególnie zapamiętać, bo jest śmieszna, wyjątkowa czy piękna i do mojego pamiątkowego albumu wsadzałam tylko te najpiękniejsze zdjęcia, a najbrzydsze darłam. Pewnie wpływ na to ma też fakt, że kiedyś robiłam około 36 zdjęć w roku – tyle, ile klatek miała klisza i były to w pełni wyselekcjonowane kadry, które chciałam zachować w pamięci na zawsze. Wiem, że dziś w większości tak samo traktujemy nasze Instagramy.

 

 

Moja wiara

 

Wierzę też, że do mojego i Twojego rozwoju niezbędna jest w życiu zmiana, często taka zupełnie od nas niezależna, niechciana, napawająca nas lękiem na samą myśl o niej. I gdy nadchodzi, ratuje mnie wtedy tylko wiara w to, że choć nie widzę dziś całego obrazu, to na pewno pójdzie to wszystko ku dobremu. Choćby tym dobrem miał być przede wszystkim nasz rozwój i życiowa mądrość.

 

A wiesz kiedy się tego nauczyłam? W najtrudniejszym okresie mojego życia. Musiałam, aby móc dalej żyć, bo jedno jest pewne – wiem też, jak to jest być szczęśliwą i wiem, jak ważne jest by każdego dnia zaklinać swój umysł dobrymi myślami. Ja naprawdę wierzę, że dobre myśli ściągają na nas dobre rzeczy… te złe również.

 

I chciałam Ci dziś powiedzieć, że jeśli topisz właśnie smutki w herbacie albo kieliszku wina i myślisz sobie, że innym to się nie przytrafia, innym zawsze się udaje, to wiedz, że jestem taka sama jak Ty i znam to uczucie beznadziejności tak samo jak Ty. Miewam ponad 400 punktów w skali stresu i nie mam pojęcia, jak ten ciężar udźwignąć. Mogę czuć się gorzej i daję sobie do tego prawo.

 

Wiem też, że każda z nas może się z tego podnieść i walczyć o siebie. Warto jest jednak dać sobie czas na smutek i żal, że nie jest tak, jak byśmy tego chciały, że życie znów dało nam pstryczka w nos, zamiast nalać szampana.

 

Zamiast zamówić szafę do zabudowy do łazienki, spakowałam swoją rodzinę i właśnie wyjeżdżamy do małego, białego domku na wsi, wylizać rany, nacieszyć się sobą, łowić ryby i biegać boso po trawie. Szczęście to nie jest coś, co było wczoraj, ani coś, na co czekam jutro. Szczęście może być tylko tu i teraz.

 

Tęcza wychodzi tylko po burzy… ja właśnie wypatruję swojej.

 

A Ty? Jaka pogoda jest dziś u Ciebie?

25 komentarzy
Zostaw komentarz:

  • Emilka
    Odpowiedz
    8 września 2018

    AGUŚ!! PRZECZYTAŁAM DWA RAZY TO CO NAPISAŁAŚ… RÓWNIEŻ CZEKAM NA TĘ TĘCZĘ… PO NOCY ZAWSZE PRZYCHODZI DZIEŃ A PO BURZY SŁOŃCE!
    ❤️ CAŁUJĘ MOCNO I CZEKAM NA TE PIĘKNE KADRY Z WASZYCH WIEJSKICH WAKACJI.

  • Basia
    Odpowiedz
    9 września 2018

    Bardzo rozumiem …
    u mnie poziom stresu również ponad 400. Tylko póki co nie widzę szans na poprawę …

    Powodzenia życzę 🙂

  • Urszula
    Odpowiedz
    9 września 2018

    Uwielbiam Twojego bloga, ogromnie się cieszę, że spotkałam Cię na mojej drodze w życiu. Ostatnio mam cięższy okres i zastanawiałam się jak to jest że inni sobie tak świetnie radzą a ja co ?Twój wpis jak zawsze przychodzi w czas z pomocą dla mnie .. Zasadniczo to wiem, że każdy ma gorsze chwile, ale czasem dobrze jest jak ktoś nam o tym przypomni.

    • 9 września 2018

      Dziękuję Ci Uluś <3 dodajesz mi zawsze skrzydeł <3 Wysyłam masę pozytywnych myśli w Waszym kierunku!

  • 11 września 2018

    odkąd jestem w ciąży coraz więcej czasu spędzam na kanapie i jestem strasznie niezorganizowana 😀

  • Monika
    Odpowiedz
    14 września 2018

    Piękny wpis! Ja sama jestem bardzo podatna na stres i ten niestety od razu się rzuca na moje zdrowie… Staram się bardzo z tym walczyć ale dla mnie to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy. Chyba wypróbuje jogę 🙂
    A w twoim blogu się zakochałam, zaczęłam czytać od naszego spotkania na naszym weselu pierwszego września – i będę czytać dalej! 🙂
    Serdeczne pozdrowienia z Niemiec ❤️

  • 18 września 2018

    Dokładnie, ja także dość doskonale to rozumiem. U mnie jest wręcz identycznie i ten poziom stresu jest stale ogromny. Dla każdej z nas nadejdzie w końcu poprawa, trzeba być jednak cierpliwym i wytrzymać natłok tego stresu. 😉

  • 20 września 2018

    u mnie początek jesieni zazwyczaj kończy się spadkiem formy. Już czuję lekki katar i ból gardła mimo, że nie ruszam się jakoś szczególnie z domu 🙁

  • 23 września 2018

    Nikt nie jest i to właśnie czyni nas wyjątkowymi.
    Czas na mazanie się jest niezbędny, wbrew pozorom – umacnia nas.

  • 23 września 2018

    Czasami tak jest..
    stres w pracy
    stres w domu…
    czekam na słońce…

  • 24 września 2018

    Fajny wpis. Przez całe życie uczyłam ludzi ze jestem superbohatetem by potem mieć do nich żal że nie zauważają tego kiedy jest mi źle.

  • 26 września 2018

    Niestety słońca będzie już coraz mniej. Do tego dochodzi czas przeziębień :(.

  • 7 października 2018

    Wszystkie Twoje teksty tak bardzo podnoszą na duchu! Czy zdradzisz, jak na co dzień trenujesz swój umysł, żeby nie wracał do tych niezdrowych schematów? Dziękuję ♥️

  • Karolina
    Odpowiedz
    8 listopada 2018

    Bardzo dobry wpis 🙂 Trzeba dbac o siebie, zeby moc dbac o innych. Mi pomaga: joga i ksiazka i mniej czasu na myslenie o problemach. Na niektore rzeczy nie ma sie wplywu. Pozdrawiam!